niedziela, 25 maja 2014

Film: "Twoje, moje i nasze"

źródło
Tytuł: Twoje, moje i nasze
Typ: Film
Wersja: 23 marca, rok 2005
Produkcja: USA
Gatunek: Familijny
Reżyseria: Raja Gosnell
Czas trwania: 1 godz. 30 min.

źródło
Aldo&Ethan <3

Posiadanie rodzeństwa to nieprzyjemna sprawa...

... zwłaszcza jeśli tego rodzeństwa jest naprawdę sporo... Fabuła filmu "Twoje, moje, nasze" skupia się na dwóch rodzinach. Pierwsza, pod wodzą Admirała Franka Beardsley'a składa się z ośmiu dzieci, które są perfekcyjnie wychowane, w poszanowaniu dla prawa i wojskowych warunków. Żona Admirała zmarła, a on sam poświęcił się pracy i kolejnym awansom. Los chciał, że Beardsley'owie sprowadzają się do miasta, gdzie mieszka licealna miłość Franka. A wiadomo, życie jest nieprzewidywalne... Mąż Helen Norht zginął w wypadku, a ona - roztrzepana matka nie załamała się tylko dlatego, że miała dzieci. Dokładnie dziesiątkę. Czwórkę swoich, szóstkę adoptowanych. O ile u Beardsley'ów panuje dyscyplina i pewien harmonogram w działaniu, to u North'ów wszystko jest na odwrót. Tu panuje artystyczny nieład, dzieci hałasują, biegają i generalnie robią co chcą. Pewnego dnia Helen i Frank spotykają się i pod wpływem impulsu biorą ślub. Jak dwie tak różne rodziny będą koegzystować w jednym domu? Jak dwójka dorosłych poradzi sobie z osiemnaściorgiem dzieci? Jak dzieci... no tutaj będzie największy problem.

źródło

Dzieci, dzieci, wszędzie DZIECI!

Muszę przyznać, że uwielbiam filmy familijne o takiej fabule. Może ze względu na "Fałszywą dwunastkę"? W każdym razie wersja "Twoje, moje, nasze" z 2005 roku, którą oglądałam była odnowieniem pierwowzoru z 1968, do którego oglądnięcia się przymierzam. No, ale, ale! Skupmy się na recenzji. A więc. Zasadnicza sprawa: czy film był przyjemny? TAK! Muszę zdradzić już na wstępie, że o ile bliższym mojemu sercu była rodzina North z tym swoim rozkojarzeniem, hałasem i bałaganem, to bardziej przypadli mi do gustu Beardsley'owie, może dlatego, że zostali jako pierwsi przedstawieni i w ogóle, wydawali mi się sympatyczniejsi i ciekawsi. Kiedy dzieci z obydwu stron wprowadzają się do wspólnego domu (który robi wrażenie - nie powiem!), a rodzice próbują scalić ich w jedność, młodzi postanawiają zrobić wszystko, by Helen i Frank się rozeszli. Ich plan oczywiście skutkuje tym, co wszyscy uwielbiamy w familijnych filmach - zabawnymi sytuacjami!

źródło

Pogodzić psa z kotem...

Cheelederka obok buntowniczki - muzyka, perfekcyjny uczeń obok wiecznego rozrabiaki, harcerzyk obok młodocianego rapera, sportmenka obok wścibskiej kamerzystki, sami widzicie, że oni po prostu do siebie nie pasowali. I doskonale zdawali sobie z tego sprawę w przeciwieństwie do "ślepych" na ich jęki, Helen i Franka. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem pomysłów osiemnaściorga głów, przebiegiem fabuły (chociaż jest do przewidzenia, ale nie doszukujmy się dziury w całym!), zabawnymi momentami czy choćby dialogami oraz wojną domową! Nie często się zdarza, żeby w normalnym domu, uruchamiany był alarm przeciwpożarowy - ot tak, bez powodu, albo żeby jedna rodzina zajmowała cały autobus odwożący dzieci do szkoły... Już nie wspominając o szalonych zakupach! Nie brakuje oczywiście sprzeczki o chłopaka, czy innych nastoletnich problemów...
 
źródło
Beardsley'owie
Coś lekkiego...

Film jest nie-sa-mo-wi-ty! I polecam go serdecznie, ponieważ można naprawdę się uśmiać, a dodatkowo jest możliwość poznania gamy nowych aktorów! Poza tym nie oszukujmy się, zainteresowałam was wojenką BeardsleyVsNorth, nieprawdaż? Ja do powyższej produkcji powrócę jeszcze nie raz, pewnie szczególnie wtedy kiedy mój humor nie będzie się do niczego innego nadawał. Nie wiem co jeszcze mogę dodać. Scenariusz jest świetnie napisany, realizacja równie udana... same pozytywy! 

Film jest rewelacyjny i myślę, że nie ma powodu bym zaniżała ocenę, także wystawiam: 

6/6


Pozdrawiam!
Sherry


2 komentarze:

  1. Film oglądałam, bardzo miło wspominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja mam po nim pozytywne wrażenia :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry