wtorek, 13 sierpnia 2019

Serial: The 100 - sezon 6

źr.
Sezony: 7 (zamówiony)
Rok produkcji: 2014 - 2020
Gatunek: Sci-fi, drama

Opinia nie zawiera spoilerów z poprzednich sezonów!

It's time to retrieve humanity

Sezon piąty The 100, zakończył pewną erę serialu. Sezon szósty miał być nowym początkiem, nie tylko dla bohaterów, ale też twórców, którzy zyskali możliwość napisania kolejnej epickiej historii. Czy jednak postacie po wszystkich zniszczeniach zewnętrznych i wewnętrznych, będą w stanie znaleźć lepszy sposób na życie niż walka, którą prowadzili do tej pory? Czy uda im się odzyskać człowieczeństwo?

źr.

Jaki jest sezon 6?


  • Cóż, recenzję chyba trzeba zacząć od wspomnienia, że sezon 6 jest równocześnie PRZEDOSTATNIM sezonem serialu. Pomimo, że finał pozostawia furtkę do sezonu siódmego i wyraźnie wskazuje na to w jakim kierunku potoczy się akcja finalnej serii za rok, wciąż - fakt, że zbliża się pożegnanie jest... smutny.
  • ... zwłaszcza że sezon szósty faktycznie otworzył całkiem nowy rozdział The 100. To jak powtórka z sezonu 1, tyle że bohaterowie są przygnieceni przez winy z przeszłości, co wyraźnie wpływa na poszczególne relacje. 
  • Sezon szósty kładzie wielki nacisk na motyw mierzenia się ze swoimi demonami. Bohaterowie będą musieli skonfrontować się z tym co zrobili, jest tu sporo kłótni, sporo wyrzutów, sporo wspomnień. To taka wewnętrzna podróż wgłąb tragedii, których doświadczyły postacie w ciągu ostatnich pięciu sezonów.
  • Spodziewajcie się zatem tej nostalgicznej nuty, powracania do błędów bohaterów. Jeśli nie przepadacie za takimi motywami - w sensie wspominania tego co było i mierzenia się z konsekwencjami, bo wolicie świeże, szybkie, pełne akcji historie - cóż, ten sezon będzie dla was ciężki. Ja osobiście jednak, tą podróż w głąb mroku kryjącego się w bohaterach, odbyłam z radością. 
  • To przywoływanie przeszłości wyraźnie pokazuje jak długą drogę przebyli bohaterowie. Ewolucja postaci jest jednym z moich ulubionych elementów w The 100.
  • W tym sezonie ginie kilkoro kluczowych bohaterów. Bohaterów, którzy byli z nami od bardzo dawna. Przygotujcie się zatem na parę pożegnań. Dla mnie osobiście, z jakiegoś powodu, były bardzo emocjonalne. Co prawda nie płakałam, ale zdecydowanie się nimi przejęłam - czego nie czułam w poprzednich sezonach. 
  • Sezon 6 ma kilka wątków i choć przez jakiś czas zastanawiałam się, po co w ogóle został wprowadzony wątek Madi, wierzę, że sezon 7 odpowie na moje pytania.


źr.
źr.


  • Uwielbiam to, jak bohaterowie w tym sezonie faktycznie są testowani - w sensie, są zmuszeni wybrać swoje priorytety. Czy walka zawsze jest odpowiedzią? Czy można zwalczyć poczucie wyobcowania? Czy warto wybrać przetrwanie, kosztem przyjaźni? 
  • Ten sezon bardzo przypadł mi do gustu pod kątem wizualnym. Twórcy mieli spore pole do popisu i osobiście, zakochałam się w żywych barwach, którymi otoczyli się bohaterowie w tej serii.
  • Wszystkie 13 odcinków utrzymało (przynajmniej) dobry - czasami nawet BARDZO DOBRY poziom, a historia była na tyle ciekawie rozpisana, że po zakończeniu jednego epizodu, natychmiast chciało się obejrzeć kolejny.
  • Bellarke. O RANY od czego zacząć. Ta relacja... nie wiem co powiedzieć. Pomiędzy nimi jest tyle miłości, że niezależnie od tego jak skończy się serial, duo Clarke x Bellamy zapadnie mi w pamięci jako bratnie dusze. Doskonali liderzy. Potrzebujący siebie nawzajem. Serce i mózg. Nie mam słów.
  • Podczas oglądania tego sezonu, naprawdę warto zwrócić uwagę na Murphy'ego i Octavię. W tym sezonie będą mieć sporo do udowodnienia.
  • Największym plusem tego sezonu jednak, dla mnie osobiście, była gra aktorska Elizy Taylor (serialowej Clarke). To co ta dziewczyna odwaliła w tej serii to... po prostu geniusz. Nie chcę spoilerować, ale napiszę tylko, że Eliza stanęła w sezonie 6 przed pewnym wymagającym zadaniem, jednak poradziła sobie DOSKONALE. Gesty, zmiana tonu głosu... ogólna atmosfera towarzysząca bohaterce... Jestem pod olbrzymim wrażeniem.
  • Jeśli zaś chodzi o negatyw - jestem nieco rozczarowana samym finalnym odcinkiem, bo choć miał swoje dobre momenty, The 100 przyzwyczaiło mnie do czegoś więcej - czegoś bardziej intensywnego, dlatego koniec końców sam epizod 13 trochę nie dosięgnął progu, który dla niego wyznaczyłam. Szkoda.
  • Plus za główny "czarny charakter" w tym sezonie. Uwielbiam.

źr.
źr.

Sezon szósty był dobry. Naprawdę dobry. Nie jest może moim faworytem, ale też nie znajduje się na dole mojego rankingu - nie jest więc źle. Nie wiem czy to kwestia tego, że sama jestem melancholijną osobą, ale seriale, które decydują się poruszać tematykę powrotu do błędów z przeszłości i mierzenia się ze swoimi lękami, jak i winami, zyskują moją aprobatę, dlatego serię szóstą The 100, musiałam polubić. Nie było innej opcji. Nostalgia to mój komik, cóż poradzić.

Sezon szósty to wciąż bardzo interesująca fabuła, to wciąż akcja, to wciąż mnóstwo wątków - dostajemy jednak także nowych bohaterów, nowe historie do poznania i nowe możliwości. Ta seria nie była AŻ tak dramatyczna jak poprzednia, ale wciąż, bez dramy się nie obyło, jednak była bardziej subtelna niż w sezonie 5.

Szósta seria to także mowa o przebaczeniu, nowych początkach i uczeniu się współistnienia. Będą konfrontacje, będą rozmowy, będą kłótnie, walki, ale też czułe uściski. Pomijając sam finalny epizod, który był trochę wyblakły na tle poprzednich odcinków, jestem zadowolona. Naprawdę. Nie mogę się doczekać ostatniego sezonu. Liczę, że mnie powali intensywnością emocji.

Pozdrawiam,
Sherry


sezon 1 | sezon 2 | sezon 3 | sezon 4 | sezon 5 | sezon 6 | sezon 7


źr.
źr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry