sobota, 14 marca 2015

Serial: The 100 - sezon 2

źr.
Sezony: 7
Rok produkcji: 2014 - 2020
Gatunek: Science fiction, dramat

Recenzja nie zawiera spoilerów z sezonu 1!
Można więc czytać nawet jeśli się go jeszcze nie oglądało.

Pewnie wiecie, że Sherry jest serialomaniaczką. Taką naprawdę - maniaczką przez wielkie "M". Ilość godzin, które Sherry spędziła oglądając masę, masę produkcji, jest naprawdę liczbą okrutnie wielką. Taką, która normalnym ludziom nie mieści się w głowie. Ale nie o tym chciałam pisać. W związku z tym, że oglądam dużo seriali, to mam wielkie wymagania. A tak się składa, że przedstawiany dziś przeze mnie tytuł jest jednym z moich najukochańszych seriali EVER. Co o czymś świadczy, hę? Zapraszam zatem do recenzji. Powróćmy na napromieniowaną Ziemię by dowiedzieć się, co w sezonie drugim spotka Setkę.


źr.
źr.

Przypomnijmy o co biega w "The 100". Twórcą produkcji jest niezawodny Jason, którego tweety na twitterze, przed każdym odcinkiem, powodują paraliże serca tysiąca fanów serialu. Sam serial jest emitowany przez stację CW, która jest... no dobra. Muszę to przyznać - jedną z lepszych stacji. Mają bardzo fajne produkcje, które zresztą będę jeszcze recenzować. I mimo że "The 100" powstał w oparciu o książkę, to tak naprawdę bardzo się od niej różni. A jaka jest zasadnicza różnica? Serial jest dużo, dużo lepszy. Jeśli nie czytaliście moich zachwytów nad pierwszym sezonem - nadróbcie. Był zachwycający, cudowny, wspaniały i absolutnie niesamowity. A teraz wyobraźcie sobie, że drugi jest tysiąc razy lepszy od poprzedniego. Taaaak. Zdecydowanie szykujcie się na natłok gifów, masę fangirlowskich wstawek i tym podobnych...

źr.
źr.
W sezonie pierwszym, Setka młodocianych przestępców wychowanych na stacji kosmicznej, została wysłana na napromieniowaną Ziemię w celu odkrycia, czy da się na niej żyć. Okazało się, że da. Ale na Ziemi nie jest bezpiecznie. Zupełnie. Mamy wiele, wiele zagrożeń, począwszy od zmutowanych zwierząt, tajemniczych chorób i zaraz atakujących młodych, czy choćby Grounders - Ziemian, którzy... no, wolą witać nowych kolegów z kosmosu włóczniami wbitymi w ich serca, aniżeli powitalną kawką przy ciasteczkach. Pierwszy sezon zapewnił nam masę różnych emocji, masę zwrotów akcji i finał, który był tak zaskakujący, przerażający i dramatyczny, że myślałam, iż nie wytrzymam w oczekiwaniu na kolejne epizody. Wytrzymałam. I opłaciło się.

W drugim sezonie, Setka, a właściwie już nie - zmierzy się z nowymi niebezpieczeństwami. Ogromnymi. Tajemnicami, o których nie wiedzieli, że istnieją. A fakt, że pojawi się nowe zagrożenie, a losy wielu bohaterów będą niepewne... sprawi, że po raz kolejny widz wsiąknie w serial od pierwszego odcinka. I nie będzie miał dość. Nigdy.

źr.
źr.
Nagle okazuje się, że postacie, których nienawidziliście w pierwszym sezonie, są waszymi ulubieńcami w drugim. Że postacie, które kochaliście, raz na zawsze zostały wykreślone z waszych serc. Zgon goni zgon. Ogólnie rzecz biorąc, sezon drugi jest znacznie bardziej dojrzalszy, dopracowany i cholernie zaskakujący. Praktycznie każdy odcinek to Sherry z oczami wielkimi jak spodki, nie mogąca uwierzyć w to co widzi. Pojawią się nowe postacie, jedne do pokochania, drugie do znienawidzenia, ale główni bohaterowie pozostaną niezmienieni... i tak...

Clarke Griffin, nasza księżniczka, liderka, przywódczyni zmierzy się z takimi okrucieństwami, że... Naprawdę nie wiem jak to wszystko ogarnąć umysłem. To co przeszła. To co przejdzie. Ilość zdrad, cierpień i tragedii jakich doświadczyła to jakaś paranoja. I o ile w pierwszym sezonie ją bardzo szanowałam, to w tym była moją ulubienicą jeśli o postacie żeńskie chodzi. Ona tak wyewoluowała... I gdy wszyscy inni okazywali się naiwni, ona była stanowcza, silna, wierna, waleczna. I lojalna przyjaciołom. A to najważniejsze.

Bellamy Blake. Jeśli czytaliście moją recenzję pierwszego sezonu, wiecie że ten bohater był ucieleśnieniem w moich snów. Cóż. Drugi sezon sprawił, że w moim sercu dla nikogo innego już oprócz niego nie ma miejsca. Definitywnie. I on wyewoluował. I jeśli oglądnięcie pierwszy odcinek sezonu pierwszego, a ostatni sezonu drugiego, nie będziecie mogli uwierzyć, że to ten sam facet. Ten sam dupek, który uważał się za władcę, ten sam, który... W sezonie drugim robił tak e p i c k i e rzeczy, że ja się śliniłam do ekranu.

źr.
źr.
źr.

źr.
źr.




















Strasznie przerażające jest to, że postacie są zmuszone do robienia okropnych rzeczy i podejmowania okrutnych w skutkach decyzji, w tak młodym wieku! Jak pomyślę, że w wieku osiemnastu lat, mieli decydować o życiu i poświęceniu innych na rzecz na przykład większych korzyści... Ciarki mnie przechodzą. 

Bo wiecie, oni zostali rzuceni praktycznie na śmierć na tą Ziemię. A gdy okazało się, że jest o wiele gorzej niż przewidywano... po prostu musieli zrobić wszystko co konieczne by przeżyć. Ale przebywając ze sobą, mając styczność z wieloma osobowościami i charakterami, uczyli się od siebie nawzajem. I tutaj dobrym przykładem będzie niezawodny ship Bellarke (Bellamy+Clarke). Fakt, że po prostu ich własne słowa wychodziły z ust tego drugiego... Serce zaczyna człowiekowi szybciej bić - serio.

Ale ja jestem romantyczką na zawsze wierną religii Bellarke i choćby nie wiem co się działo i choćby nie wiem kto pojawiał się w ich życiu, ja wierzę, że oni... naprawdę, naprawdę... się pokochają.

źr.
źr.
W "The 100" jest wszystko.
- niesamowite, unikalne charaktery, spośród których wybierzecie sobie tych do kochania i tych do nienawidzenia
- najlepsi aktorzy, którzy tak świetnie odzwierciedlają postacie, że innych cudów natury sobie na ich miejscu nie wyobrażam
- cały cast "The 100" jest po prostu epicki! Śledzenie ich na instagramie/twitterze jest niesamowite bo ilość śmiechu przy ich wpisach i filmikach jest komiczna ^^
- dramaty zarówno miłosne, jak i tragedie na poziomie... wykraczającym ludzkie pojęcie
- zwroty akcji tak niespodziewane i boleśnie uderzające w serca, że ja praktycznie po każdym odcinku sezonu drugiego, nie wiedziałam co ze swoim życiem zrobić (kac serialowy nie wybiera)
- zarówno elementy si-fi, dramatu, akcji, romansu i w pewien sposób - thrillera
- rozkwitanie i ewoluowanie bohaterów, które aż miło oglądać
- śmierć. DUŻO ŚMIERCI. Radzę się do niektórych postaci za bardzo nie przywiązywać, bo prawdopodobnie i tak umrą
- sceny - o dziwo - zabawne, komediowe, przy których widz wybucha śmiechem, szczerzy się do ekranu, lub po prostu oddycha z ulgą, że jeszcze jakieś promyczki nadziei tam prześwitują
- sceny tragiczne - nie macie pojęcia ile razy w trakcie sezonu drugiego ryczałam.

Właściwie nie umiem opisać tego co bym chciała, w taki sposób jaki bym chciała bo musiałabym opisać każdy odcinek osobno, a to i tak byłoby za mało! Bo to jest tak epicko epicki, genialno genialny serial! COŚ NIE-SA-MO-WI-TE-GO. A ja po finale... A ja po finale jestem... wypruta z emocji. Jak balon, z którego uleciało powietrze. Wciąż mam łzy w oczach jak pomyślę co się stało. I o mój Boże. Niech ten październik już nadchodzi z sezonem trzecim. BŁAGAM!

źr.
źr.
Bo wiecie, może się okazać, że nie ma dobrych i złych. Może są źli i jeszcze gorsi. A gdy przyjdzie im poświęcić wszystko w obronie przyjaciół, jakie będą tego konsekwencje? Powiem tak: myślałam, że to finał pierwszego sezonu był tragiczny. Ale po finale sezonu drugiego wiem... że dopiero teraz moje serce zostało roztrzaskane w drobny mak. Nie płakałam tak nawet przy odcinku ósmym, sezonu drugiego, jak przy jego finale. A mogę wam obiecać, że odcinek ósmy to jakiś cholerny dramat. 

Finał dotknął mnie do żywego. Bo on... był dla mnie o wiele bardziej dotkliwy niż wszystko inne razem wzięte. Płakałam jak głupia, smarkałam się, a później, gdy już wszystko się skończyło, wpatrywałam się w czarny ekran monitora chyba przez dobre pięć minut. A później znów oglądnęłam odcinek wierząc, że jakimś cudem coś się zmieni i... akcja nie pójdzie w tę stronę, w którą poszła. 

Prawdopodobnie nie przedstawiłam wam mojej miłości do tego serialu, tak jak chciałam to zrobić. Ale musicie wiedzieć, że ja go po prostu kocham. I będę kochać, bo nie ma mowy, żeby po tak GENIALNYM drugim sezonie, trzeci był gorszy. Nie. Ma. Cholernej. Opcji.

Tak więc oglądajcie "The 100". Bo jeśli któryś młodzieżowy serial zasługuje na uwagę, to do diabła - jest to właśnie ten!

źr. tumblr
źr. tumblr
Kocham. Polecam. Czekam.
Na trzeci sezon.

I Bellarke.
Bellamy&Clarke forever.

Pozdrawiam,
Sherry


May we meet again.
Idę płakać dalej.

Oglądacze "The 100" wiedzą czemu przy tej piosence.
Nie-oglądacze niech i tak posłuchają, bo jest przepiękna.
Ale niech wezmą się za serial. Bo w recenzji trzeciego sezonu prawdopodobnie trudno będzie mi wszystko ubrać w słowa bez spoilerów.

sezon 1 | sezon 2 | sezon 3 | sezon 4 | sezon 5 | sezon 6 | sezon 7
Książka: Misja 100



źr.
źr.
źr.
źr.
źr.