poniedziałek, 16 marca 2015

"Gdy nadejdzie czas" - Susane Colasanti

źr.
Gdy nadejdzie czas
Susane Colasanti
Oryginał: When It Happens
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 16.02.2011
Ilość stron: 328

źr.
Sara i Tobey rozpoczynają ostatnią klasę w szkole średniej. Obydwoje mają własne cele do zrealizowania, na najbliższych parę miesięcy. Ona marzy o dostaniu się na Nowojorski Uniwersytet. On o wygraniu w Zderzeniu Zespołów. Ona pragnie w końcu znaleźć miłość swojego życia - w roli potencjalnego partnera widzi przystojnego Dave'a, który przed wakacjami wziął od niej numer telefonu. On pragnie, by Sara, w której potajemnie się podkochuje, w końcu zwróciła na niego uwagę. Niestety gdy przy dziewczynie zaczyna kręcić się Dave - surfer, a także jeden z najpopularniejszych chłopaków w szkole, co do zaoferowania Sarze będzie miał Tobey? 

źr.
Czasami, gdy czytam książki, wobec których nie miałam jakichś większych wymagań, ale po prostu spodziewałam się przyjemnej lektury i okazuje się, że nawet na to nie mogę liczyć, tracę wiarę w literaturę. Ale w końcu dopadają mnie myśli, że może po prostu świat i rynek wydawniczy tak wyewoluował, że tytuły, które przed paroma laty były hitami, w dobie nowszych tytułów już się nie spodobają, bo poprzeczka znacznie się podniosła. Tak się też sprawa miała ze mną i książką Susane Colasanti. Przysięgam, że nie miałam wygórowanych oczekiwań, gdy zabierałam się za tę pozycję. Akurat naszła mnie ochota na jakiś przyjemny romans Young Adult i po prostu liczyłam, że uda mi się zatracić w lekturze i zapomnieć o świecie. Niestety autorka książki mi to uniemożliwiła.

źr.
Kreacja bohaterów jest okropna. Zarówno Sara, Tobey jak i ich przyjaciele oraz pozostałe postacie wydają się tak papierowi, że bardziej już chyba nie mogliby być. Przede wszystkim, okropnie irytował mnie ich infantylny sposób myślenia i banalne, płytkie "problemy", z których robili tragedie i dramaty na miarę światową. Gdyby na wstępie nie powiedziano mi, że mają po osiemnaście lat i kończą szkołę średnią, pomyślałabym, że dopiero co finiszowali podstawówkę. Biorąc pod uwagę fakt, jak niedojrzali byli zarówno Sara jak i Tobey, możecie sobie wyobrazić, że uczucie które między nimi wykwitło, było równie niedojrzałe jak oni sami. Nie potrafiłam wczuć się w ich sytuację, przeżywać z nimi przygody, wzloty i upadki. Nawet im nie kibicowałam, bo czułam się maksymalnie oddalona od treści książki. Jakby ona znajdowała się po jednej stronie muru chińskiego, a ja po drugiej.

źr.
Na całe szczęście przeplatające się rozdziały z perspektyw Tobey'a i Sary były krótkie, co pozwoliło mi w miarę szybko przebrnąć przez lekturę. Jednak gdy odkładałam książkę, później musiałam się zmuszać by do niej powrócić, co dobrze o niej nie świadczy, musicie to przyznać. Właściwie to nie wiem tak do końca, co mnie tak okropnie irytowało i drażniło w tej powieści. Wydumane problemy bohaterów? Kiczowate uczucie, które śmieli nazwać "miłością"? Fakt, jak autorka spłaszczyła fabułę i niczym jej nie ubarwiała? Chyba wszystko to w równym stopniu. Czasami nie mogłam się powstrzymywać przed pogarliwym śmiechem, gdy czytałam rozważania Sary i Tobey'a. I choć to jego myśli zazwyczaj były bardziej absurdalne, to jednak Sara bardziej mnie wkurzała. A jeśli narratorzy nie zyskują mojej sympatii, już na wstępie dana pozycja traci w moich oczach.

To, że losy bohaterów były mi obojętne i ani trochę nie obchodziło mnie co się z nimi stanie, każe mi wystawić ocenę taką, a nie inną. A szkoda, bo nie lubię krytykować młodzieżowych romansów. Ale wiecie czego nie lubię bardziej? Powieści Young Adult, które są pozbawione sensu czy powodów do istnienia. A "Gdy nadejdzie czas" jest jedną z nich.

Nie polecam
3/10

Pozdrawiam,
Sherry


Dla cierpliwych, próbka dojrzałych rozważań Tobey'a z rozdziału drugiego:
(długa, ale jak przeczytanie, zrozumiecie poziom jaki reprezentuje ta lektura)

"W sypialni rzucam ręcznik na ziemię i zakładam bokserki. Ciekawe, czy wolałaby bokserki, czy obcisłe slipy? A może obcisłe bokserki? Cynthia lubiła obcisłe bokserki, ale pozostałe dziewczyny, z którymi miałem do czynienia, nie przejawiały jakichś szczególnych upodobań. Może dlatego że tylko z Cynthią uprawiałem seks? Czyżby obcisłe bokserki miały z tym coś wspólnego?
Zaglądam do szafki z moją przedpotopową bielizną. Gdybym zobaczył takie zapasy u kogoś obcego, co bym sobie o nim pomyślał? Wszystko jakieś takie postrzępione. Czyżbym znowu potrzebował ciuchów? Nienawidzę prosić mamę, żeby kupiła mi majtki. Wszyscy je noszą, ale to upokarzające przyznawać się do tego przed własną matką. Nawet jeśli i tak to ona robi mi pranie.
Nagle doznaję olśnienia. Sam kupię sobie majtki! Ona nie musi o niczym wiedzieć! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałem? Pewnie dlatego, że dopiero od niedawna mam samochód i zapominam, że mogę załatwiać różne sprawy samodzielnie."

Myślę, że komentarz jest zbędny. Napiszę tylko, że chyba jestem jakimś urodzonym geniuszem, bo nie posiadam samochodu, ani nawet prawa jazdy, a różne sprawy załatwiam samodzielnie od paru cholernych lat. Także ten.

28 komentarzy:

  1. Papierowi bohaterowie to najgorsze co może być w powieści, dlatego już wiem, że na pewno nie sięgnę po powyższą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego interesującego nie stracisz. ;)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. o matko! czytam recenzje i nagle fragment. Jakbym czytala 12 latke, ktora stara sie wyrosna z maminej pomocy o wszystko xd rozwodzenie sie o bieliznie na tyle linijek? padlam. Treaz rozumiem skad ta niechec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tylko fragmencik ^^ Co prawda więcej o bieliźnie nie ma, ale jest dużo innych głupot, bzdur, które sprawiają, że mam ochotę walić głową w mur, bo... jak można było stworzyć coś takiego?
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
    2. Coż chyba jednak dalo rade i na dodatek ktos to wydal! Zart totalny dla pozbawionych mozgu dzieciarni ;pTakie mam odczucie po przeczytaniu recenzji ;) Boże! Ratuj mlodziez!

      Usuń
    3. Może komuś książka się podoba. :) Nie będę oceniać gustu innych ludzi, bo ta pozycja jest bardzo lekka i szybko się ją czyta, ale nie reprezentuje sobą niczego specjalnego.

      Usuń
  3. Już dawno czytałaś o tej książce i choć chciałabym poznać treść to ta twoja obojętność względem bohaterów trochę mnie odstrasza. Dodatkowo kreacja bohaterów - piszesz okropna - szkoda :( Ostatnio coraz trudniej trafić na książkę z dobrze sportretowanymi postaciami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ostatnio nie. :) Sięgam po te nowsze NA i po prostu... przeraża mnie jak bardzo utożsamiam się z bohaterami i przeżywam wszystko to co oni. :) Gorzej z tymi starszymi książkami. Nie potrafię już ich... docenić. Tak myślę. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Ojej. Ojej.
    Ojej.
    Książka już od dawna leży na mojej półce, przymierzam się, przymierzam i zacząć jej nie mogę. A może słusznie?
    I te majtki... Boże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa. Jak będziesz chciała jakąś książkę do shejtowania - to bierz się za "Gdy nadejdzie czas". :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  5. A tak się dobrze zapowiadało;) Cytat przecudny:) Pośmiałam się chociaż:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też się śmiałam. Tylko szkoda, że to był taki gorzki śmiech. :( Może gdybym się nie spodziewała przyjemnej lektury, byłabym inaczej nastawiona do całości. :/
      Pozdrawiam!
      Sherry

      Usuń
  6. Padłam na kalwiaturę w nieopanowanym wybuchu śmiechu. Ale wiesz co? Dobrze, że przeczytałaś tę książkę, teraz docenisz każdą kolejną, która wpadnie w Twoje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja reakcja była dokładnie taka sama! :)

      Usuń
    2. Racja, racja. Teraz doceniam na przykład wszystkie aktualnie posiadane i uwielbiane przeze mnie NA. Jak dobrze, że one powstały by osłodzić gorycz jaką sprawiły książki takie jak "Gdy nadejdzie czas". :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. A spojrzenie z okładki było bardzo intrygujące i myślałam, że to będzie pozytywna recenzja a tu takie zaskoczenie..

    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że ocenię tę książkę pozytywnie. Niestety, lektura pozbawiła mnie złudzeń. ;(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  8. Uuu, kiepska ocena... nie mam ochoty na tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  9. Ta książka interesowała mnie kilka lat temu... ale teraz już w ogóle mnie nie interesuje....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ja powinnam przestać się interesować starszymi książkami. A przynajmniej tymi z "młodzieżowych romansów". :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  10. Książkę czytałam niespełna dwa lata temu i niewiele z niej pozostało w mojej pamięci, co oznacza, że nie była warta zapamiętania. Dobre książki pozostają z nami na BARDZO długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dodany przez Ciebie fragment ja również pozostawię bez komentarza :D

      Usuń
    2. Masz rację. :) Niestety ta książka jest zaprzeczeniem "dobrej". Będę musiała się jej jakoś pozbyć ^^
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  11. Po opisie spodziewałam się lekkiej, zabawnej lektury, ale widzę, że nawet to nie miało miejsca. Papierowe postaci, to na pewno nie jest to, co lubię. Tak samo ze zmuszaniem się do czytania... Fragment niesamowicie mnie rozbawił, choć rozumiem, że autorka tego nie zamierzała. Chociaż mogłaś się pośmiać. :D

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie na plus. :D Szkoda, że to był taki pogardliwy śmiech, a nie śmiech śmiechowy :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  12. Czytałam jednak w moim świetle nie była aż taka zła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, są różne typy czytelników, różne gusta. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry