niedziela, 25 maja 2014

"Drżenie" - Maggie Stiefvater

źródło
Tytuł: Drżenie
Autorstwa: Maggie Stiefvater
Trylogia: Wilkołaki z Mercy Falls
Tom: 1
Liczba stron: 456
Wydawnictwo: Wilga

Pierwsze rozdziały tej powieści czytałam z wielkim dystansem do całości. Nie byłam do tego wszystkiego przekonana. Myślałam , że to będzie kolejna banalna powieść, w której wszystko skończy się happy endem oczywiście na czele z miłością, a przez wszystkie rozdziały czytać będziemy o tym jak dwójka nastolatków marzy o sobie nawzajem. Na szczęście tu tego nie spotkałam. Chociaż pierwsze rozdziały nie zachwycają... ja np. nie wiedziałam o co chodzi kiedy je czytałam, to przy kolejnych można już się wczuć w sytuację bohaterów. 

źródło
Grace jest naprawdę świetnie wykreowaną postacią. Ma trudne życie. W dzieciństwie została pogryziona przez wilki, w tym uratowana przez jednego, później zamknięta w aucie w którym prawie umarła z przegrzania. Jednak jako nastolatka tez nie miała lekko. Rodzice nie poświęcali jej za dużo czasu i nie interesowali się nią, chociaż się starali. Grace wyrosła na naprawdę rozsądną dziewczynę, może nawet rozsądniejszą niż jej szalona matka i nauczyła się o siebie dbać. Przede wszystkim jednak musiała się przyzwyczaić do samotności bo chociaż miała dwie najlepsze przyjaciółki to w domu praktycznie przesiadywała całe dnie sama. Sam natomiast był niepokojącą postacią od samego początku. Gdy czytałam pierwszy rozdział z jego perspektywy miałam wrażenie, że ten chłopak ma lekką obsesję na punkcie Grace i ciągłym obserwowaniu jej. Można by się zastanawiać kim w ogóle ten chłopak był. Przystojnym romantykiem czy gościem z trudną przeszłością? To i to. 

źródło
Do ich poznania dochodzi w dość nieprzyjemnej sytuacji. Sam pod postacią wilka zostaje postrzelony na polowaniu, które zostało zorganizowane specjalnie do wybicia wszystkich dzikich zwierząt. Grace odnajduje go pod swoim domem i od razu wie, że to on uratował ją w dzieciństwie, że to on obserwował ją pod swą zwierzęcą postacią. Ich miłość rozwija się z biegiem rozdziałów, ale to trudne do określenia uczucie. Piękne... niebanalne. Ukłon w stronę pan Stiefvater za to iż potrafiła to wszystko tak rozegrać. Zauroczenie sobą nastolatków to jedna z cudowniejszych więzi o jakich czytałam. Jednak w tej książce nie wszystko jest takie kolorowe i szczęśliwe jak mogłoby się wydawać.

Zakochani walczą z innymi wilkami jak np. biała wilczyca czy też chłopakiem, który niedawno został pogryziony przez wilki. Nie można dopuścić by zrobił krzywdę komuś innemu. Ale to nie główny kłopot Grace i Sama w tym cyklu. Najważniejszym i najtrudniejszym do pokonania jest... zimno... które może sprawić iż Sam na zawsze zostanie uwięziony pod postacią wilka. W trylogii Drżenia pojawiają się też inni bohaterowie, którzy naprawdę udoskonalają jeszcze bardziej powieści. Wredna, a zarazem urocza Isabell czy choćby niegrzeczny Cole, który zostaje wprowadzony przez autorkę w ''Niepokoju'', czyli drugim tomie trylogii.

Koniec pierwszego tomu jest... przerażający. Zresztą jak wszystkich trzech części. Niesamowite jak autorka mogła to wszystko tak wymyślić, aby po każdej części chciało się czytać kolejne. Szczególnie dotkliwy jest to problem po przeczytaniu ''Ukojenia''. Ja np. wychodziłam ze skóry że wszystko skończyło się tak... a nie inaczej. Seria jest naprawę warta polecenia. Moja ocena spada przy tych niewielu rozdziałach, w które wkradła się monotonia jednakże te książki są naprawdę wspaniałym dziełem. Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę trylogię i myślę, że nawet ktoś nie lubiący wilkołaków czy paranormali znajdzie tu coś dla siebie, ponieważ likantropia to tylko dodatek to tego wszystkiego. Tak naprawdę najistotniejszą rzeczą w tej serii jest uczucie...pogłębiające się z każdą kartką... 

Z całego serca polecam...

8/10
Pozdrawiam,
Sherry



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry