Cześć!
Zostałam nominowana przez Aliskę z bloga Siostry w bibliotece, do Teen Wolf Book TAG, z czego niesamowicie się cieszę, bo TW to jeden z moich ukochanych seriali i bardzo chętnie wezmę udział we wszystkim co się go tyczy. :D
Scott McCall, czyli książka, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania
Jestem okropną osobą, że pójdę po najprostszej linii oporu, ale "Duma i uprzedzenie" była dla mnie taką książką. Bo w sumie wiedziałam, że to będzie cudowna powieść, ale nie śmiałam przypuszczać, że tak mocno wbije mi się w serce i mnie w sobie rozkocha.
Co zaś tyczy się Scotta - wiem, że jest hejtowany przez dużą część społeczności oglądającej TW, ale wiecie co? I don't care. Ja go lubię, szanuję i podziwiam. Bo chłopak łatwego życia nie ma, a i tak uważam, że podejmuje świetne decyzje i jest najlepszym liderem, jakiego paczka mogłaby mieć. Dalej, hejtujcie mnie za to.
Stiles Stilinski, czyli książka (lub bohater), dzięki której czuję się dobrze, mimo że jestem smutna
O rany, nie mogłabym dać tu niczego innego, aniżeli tylko "Złodziejkę książek". Byłam w emocjonalnej rozsypce jak przeczytałam tą książkę, ale też ona... uleczyła mnie w pewien sposób. Trudno to wytłumaczyć tym, którzy nie czytali, ale ci, którzy czytali, myślę, że będą wiedzieli o czym mówię. :)
Stileees! Moja miłość i ulubieniec od pierwszego odcinka pierwszego sezonu, odkąd zorientowałam się, że jest sarkastyczny, zupełnie jak ja. :D W tej chwili, w trakcie oglądania piątego sezonu, nie mogłabym go bardziej kochać. Nie mogłabym.
Allison Argent, czyli bohater/bohaterka, której powierzyłabym własne życie
Daemon Black. Jeśli ktoś nie wie czemu, to znaczy, że nie czytał jeszcze "Origin" i "Opposition" gdzie Daemon pokazał jak potrafi walczyć o kogoś kogo kocha. Jak najszybciej nadróbcie serię, nawiasem mówiąc.
Co się tyczy Allison... Allison to Allison. Nic do niej nie mam, ale też jakoś super specjalnie jej nie uwielbiam. Ot, po prostu żeńska bohaterka, która mocno mnie irytowała w drugim sezonie, a w trzecim trochę to odpokutowała.
Lydia Martin, czyli książka, która z pozoru wydaje się być głupiutka, ale jednak niesie ze sobą głębsze przesłanie/zmusiła mnie do refleksji
"Wróć, jeśli pamiętasz" było dla mnie taką książką. Mocno mnie wzruszyła, mocno wpłynęła zarówno na mój nastrój jak i świadomość. Nie wiem jak to opisać, ale miałam wrażenie, że ta niepozorna powieść, zbudowała mnie na nowo. W pewien sposób.
Lydię uwielbiam. Nie jest moją ulubienicą (bo o niej za chwilę), ale myślę, że po tym co przeszła cała paczka, nikt kto jest obecnie na bieżąco z odcinkami, nie jest w stanie nie lubić Lydii. Bo Lydia jest... sobą. Cudowną, inteligentną sobą.
Derek Hale, czyli bohater, który jest na tyle zdeterminowany, żeby osiągnąć to, co sobie zaplanował, nieważne jakim kosztem
Nie tak dawno pisałam o Scarlett, przy okazji recenzowania "Przeminęło z wiatrem"... Przypominacie sobie już tą egocentryczną, egoistyczną, bezwzględną mendę? No właśnie. Ona jest taką bohaterką a'la "brniemy po trupach do celu".
Odnośnie odczuć do Dereka, podzielam to, o czym pisała Aliska. :) Właściwie to jest taka postać, która ani mnie grzeje, ani mrozi. Po prostu... sobie jest.
Jackson Whittemore, czyli bohater, który udaje kogoś kim nie jest
Mare z "Czerwonej Królowej"! Nic więcej nie napiszę, rozumiecie - spoilery. Ale chciałam w tym miejscu wypisać jeszcze kogoś, także z powieści pani Aveyard - ci którzy czytali CK, z pewnością wiedzą kogo. :) Reszcie radzę jak najszybciej nadrobić lekturę.
Co do Jacksona - na początku bardzo go nie lubiłam, wiecie - zachowywanie się jak dupek, raczej nie jest czymś czym człowiek zyskuje sobie sympatię. Ale pod drugim sezon? Ach, prawdziwa gwiazda! Poza tym, uwielbiałam związek jego i Lydii. Uważam, że to był najlepszy partner panny Martin i nie sądzę, by ktokolwiek kiedykolwiek go przyćmił na tym stanowisku.
Malia Tate, czyli bohater, który czuje się nieswojo w miejscu, w którym się znajduje
Hm. Może Paige, z "Czasu Żniw"? No wiecie, ta zbuntowana, cyniczna dziewczyna, która została złapana i przewieziona do kolonii karnej? Na pewno cudownie się tam nie czuła, z wiadomych przyczyn. :D
Maaaalia! <3 Moja najnajnajnajnajukochańsza ulubienica! I tu jest podobnie jak ze Stilesem. Pokochałam ją, przy pierwszym spotkaniu. Po pierwsze dlatego, że lubię aktorkę - Shell, wcielającą się w rolę Malii. A po drugie - ja i Malia mamy TYLE bliźniaczych cech charakteru! Ona jest absolutnie cudowna. ABSOLUTNIE. I jestem team Stalia, także...
Isaac Lahey, czyli smutna książka, którą uwielbiam
"Hopeless"? "Maybe Someday"? "Confess"? W zasadzie - każda inna książka Coleen Hoover, przy której ryczę, śmieję się i emocjonuję za każdym, cholernym razem?
Isaac, no cóż. To kolejna miłość mojego życia, ale fakt - moje uwielbienie do niego jest podszyte smutkiem. Jak o nim myślę, to od razu na moich ustach pojawia się uśmiech, ale w moim sercu jest żal bo... No wszyscy, którzy oglądają TW wiedzą czemu. Ile ja bym dała za to, żeby Daniel powrócił do obsady... <3
Chris Argent, czyli bohater, który jest jednocześnie bardzo silny i zdeterminowany, ale również wrażliwy i czuły
Warner, do diabła! I jeśli już przy bohaterach z "Dotyku Julii"|"Sekretu Julii"|"Daru Julii" jesteśmy, to w sumie tytułowa Julka też pasuje do tej kategorii. Ale jako że Warner to jeden z Panów-Mojego-Życia, ma pierwszeństwo. :)
A Chris... Chris to taka postać, która w tej chwili, jest przeze mnie maksymalnie podziwiana. Niesamowicie współczuję temu facetowi, ze względu na to wszystko przez co przeszedł... a z drugiej strony - respekt, bo no wiecie - wciąż jest silny i nie-sa-mo-wi-ty.
John Stilinski, czyli książka, która powinna zostać uznana za lekturę szkolną
Właściwie to sama nie wiem. Chciałabym by wszystkie moje ukochane klasyki były lekturami, ale jako pomyślę, że uczniowie mogliby je krytykować nawet ich nie przeczytawszy, za sam fakt, iż istnieją... Nie wiem. Fajnie by było, jakby "Hobbit" był lekturą. Co prawda, mój brat miał go w podstawówce, ale ja - rok później, już nie, więc chciałabym by to była lektura. Tak oficjalnie. Rozkochałaby w sobie uczniów, którzy od najmłodszych lat, mogliby zachwycać się Tolkienem. :)
A Szeryf Stilinski to po prostu fajny gość. Plus, podziwiam go, że radzi sobie z "uchybieniami" tyczącymi się Stilesa i paczki. :) Aczkolwiek w ostatnich odcinkach piątego sezonu, zaczął mnie niesamowicie drażnić swoim zachowaniem...
Melissa McCall, czyli książka, która otworzyła ci oczy na różne sprawy
Myślę, że każda książka, którą kiedykolwiek przeczytałam, otworzyła mi na coś oczy. Tylko jedne na coś istotnego, inne na mniej. Aczkolwiek nie ukrywam, że najwspanialszy-na-świecie "Portret Doriana Graya" zmusił mnie do wieelu przemyśleń o refleksji, także myślę, że to dobry wybór do tej kategorii.
Ach, Melissa to dopiero cudowna kobieta. Ideał matki. Absolutnie niesamowita. Niewiarygodna. Kochająca i troskliwa. A jednocześnie taka... taka w sumie przyjaciółko-mama. Perfekcyjnie. :)
Peter Hale, czyli czarny bohater, którego jednocześnie kocham i nienawidzę
O nie, nie, nie. Pozostańmy przy kochaniu, okej? I tutaj wybór mógł być tylko jeden. Zawsze jeden. Darkling, moi państwo. Cudowny, niesamowity-tak-że-go-totalnie-kocham-Darkling z trylogii Grisza.
Petera też zresztą tylko kocham, nie nienawidzę. :) Wiem, ja w ogóle przejawiam skłonności do zakochiwania się w psychopatach - co zauważyłam w sumie niedawno, ale spoko. Nie przejmuję się tym za bardzo. Natomiast Peter... no nazeusa. On jest tak cholernie przystojny, inteligentny i spytny, że nie-zakochanie się w nim, nie wchodziło w rachubę. Wyślijcie mnie za to na stos.
Aiden i Ethan, czyli ulubiona para (grupa) przyjaciół
Cóż. Ekipa z Harry'ego Pottera, z oczywistych względów, a oprócz tego, uwielbiam też relację Thomas-Newt-Minho z trylogii Więźnia Labiryntu, albo przyjaźń Percy-Grover-Anabeth z książek Riordana, Drużyna Pierścienia, od Tolkiena. Poza tym, jeśli o książki NA chodzi, uwielbiam chłopaków z Rosemary Beach, albo bromance Jase'a z Camem z książek J.Lynn. <3
A bliźniacy byli całkiem fajni, gdy już przestali się zachowywać jak totalne sukinsyny.
Alan Deaton, czyli książka, do której powracam gdy mam czytelniczego kaca
Och, jest sporo książek, do których powracam. A nawet serii. O niektórych była mowa wyżej, (Lux, książki J.Lynn NA, Rosemary Beach, Harry Potter, książki Riordana), ale kocham czytać też znów i znów Trylogię Czasu i trylogię Hex Hall. Gideon i Archer leczą złamane serce, w mgnieniu oka. :)
A Deaton to w ogóle jest ciekawa postać! Rozkminiam go od pierwszego sezonu i myślę, że gdyby Jeff skupił się bardziej na tym bohaterze, mogłyby wyjść na jaw ciekawe smaczki.
Kira Yukimura, czyli książka, którą przeczytałam nie wiedząc o niej kompletnie nic
W sumie to nie wiedziałam nic o "Powiedz wilkom, że jestem w domu", bo kiedy ja kupowałam tą książkę, praktycznie nie było jeszcze o niej recenzji, a jeśli były - nie czytałam ich. Wiedziałam tylko, że muszę koniecznie ją mieć i przeczytać, bo ma śliczną okładkę, że na goodreads nieźle ją oceniają i że jest z gatunku YA.
A Kirą jest kochana. W sensie... rany, jak ona potrafi chrzanić o niczym i to jest takie urocze... Poza tym, niesamowicie podziwiam jej umiejętności walki. Strasznie chciałabym umieć posługiwać się kataną w taki sposób jak ona. To znaczy wiecie, bez tego całego "Ja jestem Posłańcem Śmierci" i w ogóle. To trochę creepy.
Liam Dunbar, czyli książka która tak mnie oczarowała okładką, że musiałam ją kupić
W sumie to o "Zodiaku" niewiele wiedziałam, oprócz tego, że podoba mi się okładka, że przecież uwielbiam astronomię, więc chcę mieć takie cudeńko na półce. To znaczy może i czytałam opis i podekscytowałam się na myśl, że to sci-fi, ale pierwsze co zwróciło moją uwagę i po czego zauważeniu obiecałam sobie, że po premierze zamówię powieść, to okładka.
Co się tyczy Dunbara, to czasami mam wrażenie, że jestem jedyną osobą w fandomie, która nie podnieca się nim i w sumie to nawet go nie lubi. Nie wiem, Liam po prostu sobie jest, w sumie to czasami mnie irytuje, czasami nie zwracam w ogóle na niego uwagi. Chyba nie jarają już mnie piętnastolatkowie. Sorry.
Jordan Parrish, czyli książka, na którą zwróciłam uwagę dzięki opisowi
W sumie to "Królowie przeklęci" są dla mnie taką książką. Przeczytałam opis, który na okładce jest autorstwa George'a R.R.Martina i po prostu wiedziałam, że muszę zacząć polować na tę pozycję. Skoro autor "Gry o Tron" twierdzi, że ten cykl jest epicki - wierzę mu na słowo i też chcę to przeczytać! Jak najszybciej!
A Parrish... Też w sumie nie mam nic do niego, to znaczy owszem - pewnie jak cały fandom, zastanawiam się czym on u diabła jest, ale muszę przyznać, że jego wątek mnie nie pochłania jakoś specjalnie. Ot, sobie egzystuje zastępca szeryfa, trochę go shippuję z Lydią i w sumie tyle.
Theo Raeken, czyli bohater, wobec którego mam mieszane uczucia
Hej, to trochę niesprawiedliwe bo nie mam mieszanych uczuć wobec Theo! Ale okej, jeśli chodzi o literacką postać, którą nie wiem czy w sumie lubię czy nie... Chyba Trent z "Dziesięciu płytkich oddechów". W sumie to wszyscy się nim zachwycają, jaki to nie jest wspaniały, a ja go nawet nie lubię. Ale szanuję to, że moja ulubienica Livie go lubi, dlatego można powiedzieć, że mam co do niego mieszane uczucia.
Nie mam mieszanych uczuć wobec Theo, bo ja kocham pana Raekena, jest kolejną miłością mojego życia z tego serialu, po Stilesie, Peterze i Isaacu. :) To znaczy, nie zrozumcie mnie źle, nie jestem ślepa ani naiwna. Widzę, że jest socjopatą, oglądałam już finał sezonu 5A i widzę do czego doprowadził, ale za cholerę nie przestanę go kochać bo tak: jest inteligentny, jest sprytny, jest bystry, jest przystojny, czarujący i cholernie dobrze kłamie. Ale wspominałam już, że mam słabość do złych chłopców, hmm?
Bobby Finstock/Coach, czyli najśmieszniejszy bohater EVER
W sumie to nie wiem. Bo w sumie wiele książek ma wiele zabawnych bohaterów. Ale chyba Leo, z książek Riordana, bo na Zeusa - to Leo!
Relacja Coach-Stiles-Scott rządzi! W ogóle, Coach jest świetną postacią, sprawiał, że chichotałam, przez ostatnie cztery sezony. Szkoda, że w piątym go zabrakło, ale rozumiem, że niektórzy aktorzy po prostu odchodzą z obsady, naprawdę. Życie idzie naprzód i tak dalej.
Sciles, czyli książka (lub bohater), która złamała ci serce
Mam podać jedną książkę?! Tyle ich było! Ale w porządku. Całkiem nieźle mną zdruzgotały "Próby Ognia", Dashnera. I to mam na myśli, do tego stopnia, że miałam kaca książkowego na miarę apokalipsa-się-zbliża. "W pierścieniu ognia" też mocno przeżyłam, zwłaszcza że czytałam jeszcze na długo przed tym jak powstał film i nikt mi niczego nie zaspoilerował. A z bardziej oczywistych to wiadomo, znów - książki Colleen Hoover albo Abbi Glines. Albo seria Lux, na Luksjan! Co pani Armentrout ze mną zrobiła w dwóch ostatnich tomach...
Sciles - absolutnie-bezsprzecznie-kocham. Najlepszy bromance serialowy EVER. Nikt, nigdy nawet nie zbliży się cudownością i epickością do relacji Scotta i Stilesa. Nie ma takiej opcji. Absolutnie uwielbiam, płakałam z nimi, śmiałam się z nimi, a nawet na przestrzeni lat, kiedy oglądałam Teen Wolfa, od początku emitowania - dojrzewałam z nimi. A złamane serce... No cóż, biorąc pod uwagę jak strasznie się z nimi zżyłam, to było do przewidzenia, że w którymś momencie mnie złamią i doprowadzą do łez...
Okej, to by było na tyle. Dzięki za zabawę <3
A do tagu nominuję wszystkich, którzy oglądają TW i mają ochotę wykonać tag. :)
W oczekiwaniu na sezon 5B...
Pozdrawiam!
Sherry
Sherry
Tak bardzo kocham <3 Wiem, pokazywałam już to na FP, ale cóż.
To Malia. Nigdy jej dość.