wtorek, 14 lipca 2015

Zodiak - Romina Russell


Zodiac
Zodiak, tom 1
Wydawnictwo YA!, 2015
464 str.

A tymczasem w Galaktyce...

Galaktyka Zodiaku dzieli się na dwanaście domów, przypadającym konkretnym znakom zodiaku. Każdy z nich ceni inne wartości, charakteryzuje się wyjątkowymi cechami. Istnieją, współegzystują, lecz działają na zupełnie innych zasadach. Cały porządek rzeczy burzy się, gdy galaktykę nawiedza szereg katastrof. Kiedy jedna z nich, niszczy dziedzictwo i wszystko co znała prawie siedemnastoletnia Rhea z domu Raka, dziewczyna wie, że nadchodzi czas zmian. Zwłaszcza, że nagle jej życie wywraca się do góry nogami, a nad galaktyką pojawia się widmo starożytnej, potężnej, złowieszczej istoty, w której istnienie nikt zdaje się nie wierzyć i to właśnie na barki młodej dziewczyny przypada zadanie zjednoczenia domów i uratowania tylu istnień ile zdoła. Nic nie jest jednak tak proste jak się wydaje, zwłaszcza jeśli wszyscy traktują twoje ostrzeżenia, jako nic niewarte prorokowanie...

"Dawno temu, przed wiekami,
Wąż zjawił się między Gwiazdami"

Powieść Rominy Russell, interesowała mnie od samego początku, głównie dlatego, że lubię sięgać po książki sci-fi, a wątek zamieszania w fabułę astrologii, wydawał mi się fantastyczny i intrygujący. Koncept na stworzenie świata, był naprawdę świetny. Podział na dwanaście domów, indywidualne cechy, którymi się szczyciły. To było jak zwielokrotnienie Hogwartu i zamieszczenie go w galaktyce. W rzeczywistości jednak, autorka powiodła swoją historią takimi ścieżkami, że nie wydaje ona nam się podobna do niczego innego. Tak jakbyśmy całkiem na nowo poznawali młodzieżowe science fiction. 

źr.
Od początku daje nam się we znaki typowy zabieg literacki, który pani Russell zastosowała w swoim dziele, a mianowicie, tak zwane - "od zera, do bohatera". W jednej chwili, Rhea, która wcześniej nic nie znaczyła dla świata, zmienia się w jedyną osobę, która może go uratować. Co dziwne jednak, nie działało mi to na nerwy, tak jak myślałam, że będzie, co oczywiście przyjęłam z ulgą. Zamiast tego jednak, drażniła mnie mnogość opisów, bo to wszystko sprawiało, że akcja rozciągała się niemiłosiernie i czytelnik miał wrażenie, jakby historia zmierzała donikąd. Z niecierplwością oczekiwałam jakiejś dynamiki, czegoś do ożywiłoby opowieść i choć zdarzały się momenty, które naprawdę czytadło się z wielkim zainteresowaniem, to niestety całość, skupiająca się na licznych opisach, utrudniała zżycie się z treścią i przeżywania przygody, jak należy. 

źr.
Jak wiemy jednak, książki sci-fi, rządzą się własnymi prawami, dlatego nie będę zgłębiać się w poszczególne cechy treści i tego czego dotyczyły opisy, bo w gruncie rzeczy wiem, że autorka próbowała tylko sprawić, by uniwersum wydawało nam się bardziej znajome, a zamiast tego, skupię się na innych elementach, na które warto zwrócić uwagę. Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to muszę przyznać, że była... w porządku, aczkolwiek nie rewelacyjna. Nie czułam żadnego przywiązania do postaci, śmierci poszczególnych osób, nie robiły na mnie wrażenia i chyba jedynie do Haysana, inteligentnego, błyskotliwego, bystrego chłopaka, poczułam iskrę sympatii, która zwiększała się ze strony na stronę. Cieszę się, że autorka nie zrezygnowała z odrobiny romansu, nawet jeśli początkowym zamiarem było skupienie całej uwagi czytelnika na micie o tajemniczym Wężu i przedstawieniu galaktyki, z perspektywy jednego z domów. 

Wątek miłosny był więc miłym ubarwieniem, ciekawym dodatkiem w tle. To co mnie irytowało znacznie bardziej od niego, to było nachalne wciskanie trójkąta miłosnego, tam gdzie absolutnie go być nie powinno, jak w sytuacjach, gdzie ostatnie o czym główna bohaterka powinna myśleć, to adoratorzy. Możemy jednak wziąć pod uwagę jej młody wiek, fakt, że hormony zaczęły buzować, a jej życie, dosłownie przewróciło się do góry nogami. Żałuję jednak, że sama narratorka nie była mi w żaden sposób bliska, bo nie byłam w stanie jej współczuć, nie byłam w stanie cieszyć się z jej sukcesów czy kibicować jej w jakiś sposób, bo nie było pomiędzy nami więzi. Co innego Haysan, ale niestety był on tylko postacią drugoplanową. 

"Zawierzyły Domy obietnicy Węża, 
Wykradł magię naszą największą"

Książka Rominy Russell mimo ciekawego konceptu fabularnego, niestety nie okazała się tak rewelacyjna, jak miałam nadzieję, że będzie. Co nie znaczy, że zaliczyłabym ją do nie wartych uwagi gniotów. Powieść jest bardzo interesująca, fabuła zahacza o wiele ciekawych kwestii, a sama autorka wprowadza sporo zabiegów literackich, ubarwiających opowieść. I mimo że nie nazwałabym "Zodiaka" rewelacją, cieszę się, że miałam możliwość wybrania się w galaktyczną podróż z Rheą i Haysanem (przede wszystkim Haysanem!) i z wielką przyjemnością, potowarzyszę im również w sequelu. Powieść polecam czytelnikom, którzy lubią trochę galaktycznego chaosu i od czasu do czasu, nie mają nic przeciwko długim opisom i specyficznemu klimatowi sci-fi.

+ Okładka jest przecudna, bo świeci się w ciemności!

7/10
Pozdrawiam,
Sherry


Zodiak | Wandering Star | Black Moon | Thirteen Rising