piątek, 3 kwietnia 2015

Maybe Someday - Colleen Hoover


Maybe Someday
Maybe, tom 1
Wydawnictwo Moondrive, 2015
440 str.

Czemu książki Hoover są tak cholernie doskonałe?

źr.
Wiecie, chyba zabierając się za lekturę tej książki, miałam nadzieję, że okaże się beznadziejna. Bo przecież to niemożliwe, żeby każda książka Colleen Hoover była tak idealna, tak bolesna dla mojego serca. Niestety się przeliczyłam, bo oto mój świat po raz kolejny został wywrócony do góry nogami. I po raz kolejny za sprawą tworu opatrzonego nazwiskiem Hoover. Czy ta kobieta kiedyś przestanie mnie niszczyć swoimi doskonałymi dziełami? Błagam, oby nie.

Jeśli jeszcze się nie domyśliliście - straciłam głowę dla tej książki. Tak wiem. Jestem taka podatna na wszystko co wychodzi z pod pióra Colleen Hoover. Ale jak można nie być na jej książki nie być podatnym, skoro wyzwalają tyle uczuć? Skoro poruszają tyle tematów, z których każdy jest ważniejszy od drugiego? A wszystko doprawione jest mnóstwem bólu, mnóstwem cierpienia, ale i szczerą, prawdziwą miłością, przyjaźnią, troską, zaufaniem, cierpliwością. Tak było i w tym wypadku.

źr.
Sydney ma poukładane życie. Studia, praca, najlepsza przyjaciółka, z którą mieszka, chłopak, z którym planuje przyszłość. Ale jest jeszcze sąsiad, codziennie o tej samej porze, grający na gitarze, poruszający swoją muzyką, najczulsze struny jej serca. Ridge też ma poukładane życie. Praca, mieszkanie, dziewczyna, współlokatorzy, którzy co prawda nie płacą czynszu, ale odwdzięczają się przyjaźnią, talent muzyczny i codzienne sesje z gitarą na balkonie. Codzienne wpatrywanie się w sąsiadkę i uświadamianie sobie, że jest oszukiwana przez najbliższych, a on nic z tym nie robi. Kiedy ich drogi się przetną, spontanicznie, w najmniej oczekiwanym momencie, a ich losy przeplotą się ze sobą, trudno będzie im nie przekroczyć granicy "może kiedyś", zwłaszcza że czeka ich balansowanie na krawędzi. 

Ta książka. Tak niesamowita. Tak niezwykła. Tak bolesna. Osoby, które miały już styczność z powieściami Hoover, pewnie wiedzą już, że nie da się czytać jej tworów i nie wzruszać się przy nich. "Maybe Someday" to ponowny zbiór skrajności, do którego Colleen zaczyna mnie powoli przyzwyczajać. 

źr.
Z jednej strony mamy żarty, zabawne dialogi, sarkastyczne kłótnie pomiędzy bohaterami, które sprawiają, że czytelnik niemal płacze ze śmiechu. Ja osobiście, nie zliczę chichotów i napadów śmiechu, które przeżyłam czytając tę pozycję. Szeroki uśmiech gościł na mojej twarzy przez większą cześć lektury. A co z tą mniejszością, możecie zapytać? Cóż, jeśli nie pojawiał się uśmiech, w oczach pojawiały się łzy. O tym właśnie mówię - skrajności. W jednej chwili możemy się śmiać wraz z bohaterami, czuć tę radość, autentyczne szczęście, wraz z nimi. A już po chwili, resztki uśmiechu wyparowują pod ciężarem w piersi, którego nie jesteśmy się w stanie pozbyć. Pod naciskiem, zbierających się w oczach łez, które torturują, które każą przerwać książkę i wydmuchać nos. 

Człowiek nie powinien odbierać jakiejkolwiek książki w ten sposób, w jaki ja odbieram dzieła Hoover. To jest zbyt intensywne, zbyt... bolesne, zbyt emocjonalne, by było normalne. Ale świadczy tylko o tym, jak doskonałą i cudowną autorką jest Colleen. Colleen, która jest moim wzorem, moją gwiazdą, moją mistrzynią. Jak inni pisarze mogą nawet śmieć stawać z nią w konkury?

Ridge i Syd, ich historia, zaparła mi dech w piersi. Oni sami zaś, wkradli się do mojego serca, do mojej głowy, sprawiając, że przeżywałam dosłownie wszystko razem z nimi. Uczucia. Łzy. Emocje. Śmiech. Pasję. Miłość do muzyki. Przejęcie. Pożądanie. Wewnętrzną walkę. Nieuchronność decyzji. Wyniszczające cierpienie. 

Jeśli myślicie, że to jedna z tych prostych New Adult, która was niczym nie zaskoczy - widać, że nie czytaliście jeszcze nic Colleen Hoover. Bo jej książki, każda kolejna, każda następna, to szok, opętane miłością oblicza czytelników. I tak też jest w wypadku "Maybe Someday". Książki tak idealnej, że to aż nierealne. Tak bardzo chciałabym umieć wypisać wady... ale jak mogę to zrobić, skoro ona ich nie posiada? Więc czytajcie. Zakochujcie się. Cierpcie. Bo może się okazać, że to właśnie na "Maybe Someday" czekaliście całe czytelnicze życie. 

10/10
Pozdrawiam,
Sherry


Maybe Someday | Maybe Not

Inne książki Colleen Hoover zrecenzowane na Feniksie: