![]() |
źr. |
The Riot Club
Czas trwania: 1 godz. 46 min.
Oksford. Marzenie studentów Wielkiej Brytanii (i Sherry, jeśli już musicie wiedzieć). Zaczyna się nowy rok i naukę w najstarszym uniwersytecie Anglii rozpoczynają między innymi Miles Richards i Alistair Ryle. I teraz krótka lekcja historii - wiecie, że na Oksfordzie, w realnym świecie działa elitarny klub Bullingtonu? To właśnie on stał się inspiracją do stworzenia "Klubu dla wybrańców". W filmie bowiem, na uniwersytecie działa The Riot Club, zrzeszających bogatych rozpuszczonych młodzieńców. Tyle, że Riot Club nie jest klubem zwyczajnym. O czym przekonacie się między innymi czytając recenzję. Zapraszam.
![]() |
źr. |
![]() |
źr. |
Film ogólnie chciałam obejrzeć nie tylko dla mojej obsesji na punkcie Oksfordu, ale przede wszystkim dla panów tam występujących. Zwłaszcza na czterech warto zwrócić uwagę. Matthew Beard na przykład, grał tak uroczą postać jak na rozpuszczonego bachora oczywiście, że po filmie praktycznie od razu chciałam go więcej. Miał szczęście wcielić się bowiem w Guy'a, który chyba ze wszystkich chłopaków miał najwięcej dystansu do siebie + fajnego najlepszego przyjaciela + dużo ciekawego do powiedzenia. Dalej mamy Maxa Ironsa, który wiem, że jest uwielbiany przez niektóre osoby. Chłopak grał jednego z dwóch nowych uczniów Oksfordu, a mianowicie Milesa. O postaci rozpiszę się później, także kontynuujmy. Douglasa Bootha też lubię. Bardzo. Ale nie dziwcie się. Nie jestem ślepa i widzę, że jest przystojny, tak? No i na końcu, gość na którego wiem, że czekacie najbardziej - Sam Clafliln. Jeden z ulubieńców Sherry o czym mogliście poczytać o tutaj. Sam grał drugiego nowego uczniaka uczelni - Alistaira. I oj, o nim to będę miała duuuuużo do napisania.
![]() |
źr. |
![]() |
źr. |
Ten film jest tak cholernie przerażający i szokujący, że po jego skończeniu nie wiedziałam czy być wściekła czy totalnie ogłupiała, po tym co zobaczyłam. Ale od początku. The Riot Club przeprowadza specjalną selekcję nowych członków. Tak się składa, że w nowym roku brakuje dwójki do kompletu, więc jak się możecie domyślić, celami są Miles i Alistair. Obydwoje, mimo że wywodzą się z bogatych rodzin, różnią się od siebie. Miles nie obnosi się ze swoim statusem społecznym, jest uprzejmy i generalnie chyba najbardziej... ludzki ze wszystkich bohaterów. W sensie - najbardziej czynami przypomina człowieka, a nie potwora, jak pozostali.
Co się tyczy Alistaira, granego przez Sama Claflina... Ja naprawdę kocham tego faceta. Uwierzcie mi. Znaczy Sama. Ale po oglądnięciu "The Riot Club" miałam ochotę jechać tam gdzie mieszka i rozkwasić mu nos o ścianę. Obawiam się, że mam złą wiadomość dla fanów tego aktora. Po tym filmie znienawidzicie jego uroczą twarzyczkę. A wszystko dlatego, że tak genialnie wcielił się w rolę potwora.
![]() |
źr. |
![]() |
źr. |
Alistair: "I'm sick to fucking death... of poor people!"
Alistair jest młodszym bratem. Zawsze młodszym. Zawsze, tym drugim. Wiecie, czuje się niedoceniony przez rodziców, przez których jest porównywany do starszego brata i którzy oczekują, że będzie równie doskonały jak ich pierworodny. Tak się składa, że ów braciszek skończył własnie Oksford, a tu już progi Uniwersytetu przekracza następny panicz Ryle. Tyle że ten jest zepsuty. Do najczulszych włókien organizmów. Do cna. ZEPSUTY. Wredny, podły, bezwzględny, perfidny - no po prostu ktoś, kogo mielibyście udusić gołymi rękami.
Facet brzydzi się biedotą, uważa się za PANA ŚWIATA i sądzi, że tylko bogaci mają prawo istnieć, a cała reszta do pospólstwo, niegodne jego szanownej uwagi. Alistair, poza tym, toczy niemą wojenkę z Milesem, który jest jego przeciwieństwem, o czym wam wspomniałam. Miles znalazł sobie obiekt westchnień z niższych warstw społecznych, a Alistairowi jest słabo na samą myśl, jak przyziemnie postępuje jego nowy kolega. Jak potoczą się ich losy, gdy wstąpią w szeregi chłopaków z The Riot Club?
![]() |
źr. |
![]() |
źr. |
Ogólnie, wszyscy chłopacy z klubu są bezwzględni, nie mają sumienia i postępują amoralnie, jakby zasady ogólnodostępne ich nie dotyczyły, ale Alistair przekracza wszelkie granice. Zresztą sami zobaczycie, jeśli odważycie się włączyć film. Fabuła generalnie skupia się na postępowaniu bogatych paniczów i ukazania jak brutalne i okrutne mają sposoby myślenia. A także zachowanie, z którego skutkami będą musieli sobie poradzić.
Bo The Riot Club słynie przede wszystkim z kontrowersyjnych biesiad, tak samo zresztą jak realny Klub Bullingtona. Ale z tego co się orientuję, Bullington Club nie wyznaje aż tak podłych zasad i jego członkowie nie głoszą aż tak okrutnych potworności. Ale kto wie czy w rzeczywistości panowie bogacze faktycznie tak nie postępują?
![]() |
źr. |
![]() |
źr. |
Film jest... szokujący, ale nie spodziewajcie się jakiejś porywającej akcji, wybuchów, fajerwerków i nie-wiadomo-czego-jeszcze. Całość jest raczej spokojna, ale obfituje w tak niebezpieczne zwroty akcji i wstrząsające refleksje paniczów, że nie można się oderwać od ekranu, aż do końca, po którym widz siedzi z pustą głową, nie wiedząc co do diabła myśleć o "Klubie dla wybrańców".
Bo on naprawdę daje do myślenia. O postępowaniu młodych. O niekonsekwencji i nieodpowiedzialności. O brutalności świata bogactwa. O tym jak z czarusiów, chłopacy zmieniają się krwiożercze bestie, nie liczące się z niczym i z nikim.
Film ogólnie polecam bo był... zaskakująco brutalny i pozostawił mnie w oszołomieniu, na pograniczu z wściekłością do rozładowania, ale ostrzegam fanki Sama - jeśli nie chcecie żeby jego twarz kojarzyła wam się z okrutnym dupkiem, w którym nie macie prawa się zakochać, radzę sobie Riot Club darować. Bo przed nienawiścią do Alistaira, (czyli twarzyczki Sama) się nie ustrzeżecie.
Pozdrawiam,
Sherry