![]() |
źr. |
Utrata
Rachel Van Dyken
Ruin
Zatraceni, tom 1
Feeria Young, 2015
304 str.
U progu marzeń, twarzą twarz ze Strachem
Szkoda, że jako czytelnika, która ma już za sobą całą masę książek, nadal się nie nauczyłam, żeby nigdy nie nastawiać się za bardzo pozytywnie do jakiejś powieści. Bo bez konkretnych wizji tego co może nas spotkać w trakcie trwania lektury, jesteśmy przygotowani zarówno na rozgoryczenie, jak i ewentualne zachwyty. Mając jednak na względzie pozytywne opinie innych czytelników, raczej nie możecie mnie obwiniać, że podeszłam do "Utraty" z pewnymi oczekiwaniami. Co niestety przypłaciłam nerwami. Dlatego, by uchronić was przed katastrofą, doradzę - spodziewajcie się najgorszego, bądźcie gotowi na najlepsze. Bo wtedy będziecie usatysfakcjonowani. Naprawdę.
Powieść Rachel Van Dyken jako New Adult, jest stworzona na fasadach schematów, z jakich słynie kochany przeze mnie gatunek. Mamy dwójkę młodych dorosłych, z bagażami doświadczeń, z lękami, z marzeniami i pragnieniami, którzy z jakichś powodów dręczeni są przez osobiste demony i obawy. Pojawia się iskra, burzy mury i... wciąż gdzieś pomiędzy postaciami stoi jakieś Ale. Kiersten właśnie zaczęła studia. Łyka kolorowe pastylki, budzi się w środku nocy z krzykiem, a w myślach prześladują ją pewne osoby i wspomnienia z nimi związane. Wes to gwiazdor drużyny futbolowej, przystojny, gorący, charyzmatyczny. Krąży wokół niego i jego świty - serio, świty (uwielbiam to słowo) masa mitów i legend, a które są prawdziwe? Się okaże. Pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, zmagających się własnymi ograniczeniami fizycznymi czy psychicznymi, przyjdzie się także zmierzyć z pojawiającym się w błyskawicznym tempie uczuciem. Czy będą skłonni oddać się pociągowi do siebie nawzajem, kiedy na horyzoncie, przynajmniej na jedno z nich - czeka nieuchronna porażka?
![]() |
źr. |
"Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo."
Narracja autorki jest całkiem sympatyczna. Książkę czyta się w błyskawicznym tempie, mając na ustach lekki uśmiech. Rachel Van Dyken serwuje nam historię opowiedzianą zarówno z perspektywy Kiersten jak i Wesa, a to sprawia, że dostajemy pełny obraz tego co się dzieje pomiędzy nimi i w ich życiu. Zabija to pierwiastek oczekiwania, ale również każe nam być zaintrygowanymi jak i czy w ogóle problemy młodych się rozwiążą, gdy już dojdzie do ostatecznej konfrontacji. To co jest cenione w "Utracie" to także fakt, że autorka porusza konkretny, ważny problem, który jednak na końcu spłaszcza do poziomu na miarę harlequina, czy fantasy, doprawdy. Ale jakkolwiek nie byłabym rozczarowana zabiegiem literackim, jaki zastosowała Van Dyken na końcu, widzę co mogło podobać się innym w tej książce. Czasami jednak, dobry pomysł to za mało. I wtedy nadchodzę ja, chętna by wytknąć wszystkie możliwe wady danego produktu. A "Utrata" miała takowych... sporo.
![]() |
źr. |
"Może nie perfekcja życia, a jego chaos sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?"
Co jeszcze mogłabym zarzucić powieści? Nienaturalny przebieg znajomości pomiędzy Westonem, a Kiersten. Słowo daję, wystarczyło ile spotkań? Dwa? Trzy? A oni już oświadczają, że są swoimi superprzyjaciółmi i będą superobecni w swoich superżyciach. Ja rozumiem, że pewne... okoliczności mogły sprzyjać pośpiechowi zawarcia jakichś tam znajomości i wytworzenia więzi, ale koniec końców jestem rozczarowana nierzeczywistym uczuciem pomiędzy parą bohaterów, faktem, że wszystko ewoluowało tak szybko, a Van Dyken, gdy już wypłynęła na szerokie wody nierealizmu i przesłodzonego romansu, nie potrafiła wrócić na realny, rzeczywisty grunt, tracąc tym samym w moich oczach.
Pewnie zostanę oskarżona o pomijanie istoty lektury, wartości jaką mogła przynieść. Ale halo! Poczekajcie! Przecież najlepsze zostawia się na koniec. Może was to zdziwi - po tym co przeczytaliście wyżej - ale naprawdę książka mi się podobała. Była ładna, traktowała o bólu, stracie, walce i nadziei, które zawsze stanowią solidne filary zgrabnie napisanej historii. Nie wzruszyłam się jednak i nie zachwyciłam w takim stopniu w jakim bym chciała, co zmusza mnie do wystawienia oceny takiej, jaką wystawiam dziś. Jestem podwójnie załamana faktem, że nie uległam piórowi Rachel Van Dyken, znając swoją wrażliwość i moją dziwną skłonność do płaczu przy New Adult. Autorko, czemu mnie nie złamałaś?
Powieść polecam zagorzałym wielbicielom gatunku NA. Postarajcie się jednak nie podchodzić do niej z wygórowanymi oczekiwaniami, tak jak ja to zrobiłam, a może koniec końców wasze opinie będą się znacznie różnić od mojej. Ja tymczasem zabieram się za kontynuację serii, bo fakt, że tam bohaterem jest Gabe, nastraja mnie do niej nawet więcej niż pozytywnie.
"Słabość to tylko ból, który opuszcza nasze ciało."
Powieść polecam zagorzałym wielbicielom gatunku NA. Postarajcie się jednak nie podchodzić do niej z wygórowanymi oczekiwaniami, tak jak ja to zrobiłam, a może koniec końców wasze opinie będą się znacznie różnić od mojej. Ja tymczasem zabieram się za kontynuację serii, bo fakt, że tam bohaterem jest Gabe, nastraja mnie do niej nawet więcej niż pozytywnie.
5/10
Pozdrawiam,
Sherry
Utrata | Toxic | Shame
Nawiasem mówiąc, czytam sobie właśnie "Toxic" po angielsku, więc jeśli chcecie, może wcisnę gdzieś w terminarz , przedpremierową recenzję w maju.