sobota, 9 stycznia 2016

Ugly love - Colleen Hoover

źr.
Polska premiera: 18 maj 2016

Nie pozwól sobie czuć

źr.
Dwudziestokilkuletnia Tate wprowadza się do brata. Rzecz w tym, że jest on bardzo nadopiekuńczy, jeśli o młodszą siostrzyczkę chodzi, a będzie to miało znaczenie zwłaszcza kiedy okaże się, że jednym z jego przyjaciół, a zarazem sąsiadem, jest Miles. Przystojny, seksowny, zamknięty w sobie Miles, którego Tate nie będzie w stanie rozgryźć. Unikający odpowiedzi, nie uśmiechający się, o surowym charakterze i pokerowej twarzy chłopak, zacznie wzbudzać dziwne pragnienie w głównej bohaterce, ale czy będzie miał jej do zaoferowania coś, co ją usatysfakcjonuje? Zasady są proste: tylko seks. Żadnych pytań. Żadnej przyszłości. Przypadkowe pieprzenie - to jego oferta. Ale co kiedy... Tate to przestanie wystarczać?

“God gives us the ugliness so we don’t take the beautiful things in life for granted.” 

źr.
Mówi się, że czasami porażki, dramaty w przeszłości, można uczynić doświadczeniem na przyszłość. Można sprawić, by zrobiły z ciebie silniejszego, mądrzejszego, bogatszego o wiedzę człowieka. Mogą uczynić z ciebie wojownika. Ale czasami bywa też tak, że nasze barki, nasza psychika, nasze serce... nie jest w stanie pracować tak jak pracowało przed tragicznymi wydarzeniami. Czasami... ciężar na duszy sprawia, że nie ma innego wyjścia, jak tylko ugiąć się pod jego ciężarem. I nie dopuścić, by kiedykolwiek, serce musiało przechodzić przez to jeszcze raz. Colleen Hoover ma to do siebie, że kreuje prawdziwie bolesne, tragiczne historie, które jednak są tak namacalne, tak intensywne, że mamy wrażenie, jakby dotyczyły nas samych. To jedna z tych autorek, która nie tworzy czegoś do co nadaje się do czytania. Nie, ona pisze coś, co jest do przeżywania.

źr.
Pióro tej amerykańskiej autorki to fenomen. Jest tak lekkie i przyjemne, że książki Hoover wchłania się błyskawicznie, nie mogąc - i nie chcąc! - przerywać lektury przed samym końcem. Na dodatek pisarka potrafi nadać sytuacjom kolorytu i pikanterii, więc sprawnie łączy romantyczne scenki z nie pozbawionymi smaku erotycznymi. I tak, przeplatane ze sobą ból i szczęście, rozkosz i gniew, nienawiść i miłość, nadzieje i wewnętrzne złamanie - łączą się, dając najlepszą z możliwych mieszanek. Mieszanek uderzające w tak czułe struny serca człowieka, że gdy ten musi w końcu powrócić do rzeczywistego świata, ma wrażenie jakby część jego samego, odłamek serca, został gdzieś pomiędzy stronami. Uwięziony między słowami. Zaklinowany między uczuciami.

“It's the beautiful moments like this that make up for the ugly love” 

źr.
"Ugly love" uczyniło mnie cieniem samej siebie. Po skończeniu tej powieści, miałam wrażenie, że jestem emocjonalnym wrakiem, złamana, zburzona, po części odbudowana na nowo. Po policzkach płynęły łzy, a to co zostało z mojego serca, nie chciało złożyć się w całość. W myślach była tylko jedna myśl, jedno imię - "Miles". Ten człowiek was... zniszczy. Bo zakochacie się w nim. Wiem, że tak. Miles Archer będzie waszą miłością, a równocześnie zgubą. Będzie czarował, będzie rozsiewał wici, po to by na koniec dotkliwie skrzywdzić. Jego historia, jego przeszłość, to najbrzydsza, a zarazem najpiękniejsza część powieści. A przyciąganie pomiędzy nim a Tate? Nie poczujecie tego. Przeżyjecie to. A Colleen Hoover dotknie najczulszych strun waszych serc. Dotknie was do żywego. Zostawi was spustoszonych przez intensywność doznań, spragnionych... spragnionych kolejnych stron.

źr.
Pióro Hoover ma też mroczniejszą stronę. Gwarantuje, że po skończeniu książki nie będziecie już tymi samymi osobami. Nie odzyskacie utraconych części siebie. Będzie was męczyło i zachwycało równocześnie, przynosząc ze sobą finał, który będzie piękny i dramatyczny, który będzie nieprawdopodobny, a jednocześnie... niewystarczający. Bo oto poczujecie, że nie macie dość. Że chcecie więcej. A rzeczywistość przyjdzie informując, że to koniec. Że nie ma kolejnego słowa. Jakimś cudem, każda litera u Colleen Hoover, zawiera więcej emocji niż niejeden cały utwór innego autora. Jakimś cudem każde dzieło Collleen Hoover mnie w sobie rozkochuje, a jednocześnie sprawia, że je nienawidzę za to jak mnie skrzywdziło. Jakimś cudem wiem, że nadal będę się torturować powieściami Colleen Hoover bo mimo że rozbijają mnie na kawałki, gwarantują też takie przeżycia, że człowiek w pełni sobie uświadamia, jak wielką magią, jak wielkim przywilejem jest czytanie. Dla takich książek, warto literaturę poznawać.

To nie jest zwyczajna historia romantyczna. To opowieść, która otworzy wasze serca na brzydotę. I przyjmiecie ją, cholera - z wdzięcznością.
Pozwólcie sobie odlecieć z "Ugly love". Warto.

10/10
Pozdrawiam,
Sherry


Inne recenzje książek Colleen na moim blogu: