375 str.
Jude i Noah to bliźnięta. Ona jest typem buntowniczki, chcącej urealnić wizję siebie, jako Pani swojego życia. On jest nieśmiałym artystą, przemawiającym sztuką, a nie słowami. Ona jest zadziorna i bezczelna, chce wszystkiego. On bacznie obserwuje, bada ludzkie zachowania. Ona znajduje się na drodze życia, pełnej zabawy, towarzystwa, śmiechu i słońca. On szuka czegoś czego nie można sprecyzować. I mimo różnic, nikt inny nie rozumie ich tak, jak rozumieją się wzajemnie. Ale dorastanie jest ciężkim okresem, pełnym zawirowań i niespodziewanych wydarzeń i w gruncie rzeczy, w pewnym momencie, może pojawić się szczelina, z dnia na dzień, przybierająca coraz większy rozmiar...
"Nasze prawdziwe osobowości są głęboko ukryte w tych fałszywych."
Zawsze myślałam o czytaniu jak o swego rodzaju sztuce. Jednak po raz pierwszy zdarzyło mi się, czytając właśnie powieść Jandy Nelson, mieć wrażenie, że autorka podarowała czytelnikom nie tyle co książkę, a raczej obraz. Trudno to opisać, trudno to wyjaśnić. Ale pisarka dysponuje tak plastycznym, pięknym stylem pisania, że osobiście wydawało mi się jakby każde kolejne zdanie było niczym machnięcie pędzla. Plamy barw pojawiały się wokół mnie, do tego stopnia pochłaniając moją uwagę, że nawet się nie zorientowałam kiedy całkowicie straciłam poczucie z rzeczywistością, a całym sercem i duszą zaangażowałam się w to, co w danym momencie przeżywało rodzeństwo.
"To było zarazem dobre i złe. Miłość buduje i niszczy. Tak samo uparcie daje radość i łamie serce."
Obawiam się, że nie wszyscy ludzie doszukają się w powieści tego, czego moglibyśmy się spodziewać po typowej powieści Young Adult. Próżno tu wyczekiwać niesamowitych zwrotów akcji, nieprzewidywalności, wydarzeń z fajerwerkami na koniec. To co dostaniemy od autorki, to refleksyjną podróż wgłąb dusz dwójki młodych ludzi, z pozoru - tak skrajnie od siebie różnych, w rzeczywistości - bardzo do siebie podobnych. Każde z nich, będzie miało coś do zaoferowania. Niesamowity pokład emocji, rozczarowania i zawodu, opakowany w paczkę ze słów, barwiących kolorami. I choć powinnam, ze względu na podobieństwo charakterów, identyfikować się z pyskatą Jude, to Noah okazał mi się bliższy. Bo okazało się, że w więzi łączącej czytelnika z bohaterem, nie będzie chodziło o podobieństwo w zachowaniu codziennym, a o proste i skomplikowane jednocześnie - pokrewieństwo dusz.
"Liczą się tylko światy, które mogę stworzyć, nie ten syf, w którym muszę żyć."
Co zaskakujące - pokrewieństwo pomiędzy mną, jako czytelnikiem, a Noahem, było tak wyraziste, że odczuwałam je nie jako coś budującego, coś przynoszącego pozytywne wibracje. Nie, bo w chwili gdy poczułam, że bariera
"ja - książka" się złamała i wsiąknęłam w to wszystko całą sobą, zdałam sobie sprawę, że targające chłopcem uczucia są do tego stopnia intensywne, iż staliśmy się jednością i wraz z Noahem upadałam, wraz z Noahem oddychałam sztuką, delektowałam w nieszczęściu i samotności. Kosztowałam złości, niechęci, współzawodnictwa i nienawiści. Być może po części dlatego, koniec końców Jude nie byłam w stanie zaakceptować i choć po pewnym czasie rozumiałam jakie pobudki nią kierują, nie sprawiło to, że zaczęłam ją lubić - co najwyżej tolerować.
"- A może każdy składa się z wielu różnych osób - stwierdzam. - Może cały czas gromadzimy te różne ja."
Ta powieść jest przesiąknięta
wszystkim. Samotnością, dorastaniem, gniewem, miłością, rozczarowaniem, porażką, zwycięstwem, śmiercią, poczuciem niezrozumienia, okruchami złamanego serca, pustką po utraconymi kawałkami duszy, artyzmem, sztuką, pięknem, brzydotą, zazdrością. To wiele barw, tworzących jeden wielki obraz, który emanuje tak wieloma emocjami, że po skończeniu powieści, człowiek ma wrażenie, jakby się przebudził z jakiegoś snu. Snu, z którego pozostałościami będzie musiał żyć już do końca życia. Bo to jedna z
tych książek. Książek, które czytelnik chce zachować na zawsze. Fakt jak
"Oddam ci słońce" wtargnęło to delikatnego miejsca wewnątrz mnie, zaatakowało najczulsze struny i pozostawiło jeden wielki zamęt zarówno w moim sercu jak i myślach, świadczy sam za siebie - powieść Jandy Nelson
przemawia własnym językiem. Zdecydowanie
chcecie się nim upajać.
Oczywiście polecam.
9/10
Punkt odebrany za Jude.
Pozdrawiam,
Sherry