wtorek, 19 lipca 2016

Ulubione aktorki - część 5

źr.


Cześć!

Dawno nie było już niczego o Ulubienicach, nie?


źr.

13. Lizzy Caplan

Dziś witam was wraz z Liz, która jest absolutnie genialna i zaraz postaram się wam to udowodnić. Ale krótko o niej: ma 34 lata, a ja pierwszy raz w roli widziałam ją laaaata świetlne temu w filmie "Wredne dziewczyny". Kojarzycie gotkę - dziwaczną kumpelkę głównej bohaterki w pierwszej części? Here it is! Lizzy w rzeczy samej. Owszem, była tam jedną z XXX ludzi w tle, ale tu bardziej mi chodzi o ewolucję. Liz grała gotkę w młodzieżowym filmie, tylko po to, by później przenieść się w nieco bardziej... niegrzeczne klimaty prosto do... "Czystej krwi". A tam grała swego rodzaju psychopatkę, więc w sumie rola gotki... no. Naprowadziła ją na klimaty. :)

Później wystąpiła w tej dziwacznej, ale trochę uroczej komedii romantycznej - "Dziewczyna mojego kumpla". Jak widzicie, prześlizgiwała się z roli na rolę, po to by później trafić do głośnej produkcji sci-fi, jaką jest "Projekt: Monster" - którego, o hańbo! Wciąż nie widziałam. Kojarzycie ten popularny film "127 godzin"? Tam też pojawiła się Lizzy. Ba! Żeby było śmieszniej, zagrała też w produkcji u boku mojego-przyszłego-męża-Dylana-O'Briena. Tak, tak! Dobrze przeczytaliście! A filmem tym był "High Road". Średniawy, ale ekipa się liczy, hm?

Później była ta urocza - trochę na kształt "500 dni miłości" - komedia romantyczna pt. "Dobra partia". I durna komedia "Wieczór panieński", którą jednak oglądałam dla odreagowania i bam. Sprawdziła się idealnie. Plus - mam sentyment do tego filmu, bo tam Lizzy grała razem z Islą Fisher, o której wspomnę jeszcze zaraz. I o ile postać Isly była odrobinę kopnięta psychicznie, o tyle postać Lizzy była... nie wiem. Z pazurkiem. Z charakterkiem. I szczerze - lubiłam ją najbardziej. I to głównie wtedy zaczęłam zwracać uwagę na Lizzy i śledzić jej karierę co doprowadziło mnie do...

źr.

... do absolutnego cuda - serialu "Masters of Sex", gdzie Lizzy faktycznie pokazała co potrafi. Ludzie! Jeśli chcecie zobaczyć jak bardzo Liz potrafi dostosować się do sytuacji i pokazać charakter i talent w pełnej krasie - oglądnijcie ten serial. Tylko wiecie. To jest +18, ze względu na tematykę. W końcu tam lekarz i jego asystentka - Liz właśnie. A raczej jej postać - prowadzą badania na temat seksu. Ale pani Caplan pokazuje, że jest pomysłowa, piękna, charakterna i naprawdę zapada w pamięć. :) 

Plus, to właśnie po rozpoczęciu oglądania tego serialu, zakochałam się w jej grze aktorskiej i wylądowała na liście moich ulubienic, także...

Na koniec wspomnę jeszcze oczywiście o najnowszej produkcji z Lizzy - "Iluzji 2", gdzie znów. W tej swojej pokręconej postaci pokazała, że prześlizguje się po rolach z łatwością, o jakiej byśmy jej nie podejrzewali. Zastępowała tu Islę Fisher, ale dzięki urokowi Liz, nie poczulismy, że to jest... wymiana, czy coś. To po prostu był powiew świeżego pojęcia. Dzięki Liz. 

Przejrzyjcie sobie jej filmografię, bo oczywiście zawiera dużo więcej produkcji, a naprawdę Lizzy warto poznać. 



źr.


Co za talent! Jest z 97', a zachwyca jak niewiele osób w jej wieku potrafi. Zaczęła występować, kiedy miała 8 lat i od tamtej pory do dnia dzisiejszego, jej filmografia się wydłuża, kasa na koncie wzrasta, a i uznanie wśród krytyków i kinomaniaków się powiększa. Ale trzeba to Chloë przyznać. Nie dość, że jest ładna, to jeszcze jej talent. WOW. 

Wspominałam już wcześniej o "500 dniach miłości", wiecie, że panna Moretz doczekała się tam własnego udziału? Nie wiem czy zwróciliście uwagi na tę małą, blond główkę. Młodo pojawiła się też w tle "Dziennika cwaniaczka", grając dziwaczkę szkolną - Angie. Ale i tak była super. Później dla odmiany był horror - "Pozwól mi wejść" gdzie zagrała młodziutką wampirzycę. Bo wiecie - czemu nie? Ludzie generalnie zaczynali kojarzyć twarz Chloë od produkcji "Kick-Ass", gdzie faktycznie, wyróżniała się, bo wcieliła się w rólkę osoby, która niekoniecznie skrywa się w cieniu. :) 

Później był "Hick", gdzie Chloë, ku mojej uciesze - pojawiła się tuż obok cudownej Blake Lively i jeszcze cudowniejszego, bo właściwie to miłości-mojego-życia-szkoda-że-szczęśliwie-zamężny-Eddiego Redmayne'a. Nie można zapomnieć u magicznej roli w "Hugo", charakternej - z PAZURKIEM (dosłownie) w "Mrocznych Cieniach" u boku Deppa, czy - znów creepy - "Carrie" czyli ekranizacji książki Kinga. 

źr.

Ja z całą pewnością jednak, kocham ją za rolę w ekranizacji innej książki, a mianowicie "Zostań, jeśli kochasz" gdzie jej gra aktorska, sprawiła, że ryczałam przez niemal cały film. To jak grała... jak... przez te kilka godzin STAŁA się Mią... Nie-wia-ry-go-dne. 

Później był ten thriller - gdzie zagrała bodajże młodą prostytutkę - "Bez litości". JESZCZE nie widziałam, ale chcę! Nie tak dawno temu Chloë można było zobaczyć w komedii "Sąsiedzi 2", u boku Efrona i tak dalej. Och! Albo inna ekranizacja książki, tym razem "Piąta Fala", której się trochę obawiam bo gra tam postać książkową, której nie cierpię. Ale okej. Będzie super. 

A co w przyszłości? Oczywiście czekamy na aktorską wersję "Małej Syrenki", w którą wcieli się właśnie Moretz. 



źr.


I kolejny promyczek, którego losy śledzę zasadniczo od samego początku. Jej pierwszą rolą była rola Effy w serialu "Skins" i to zasadniczo wystarczyło, by rozpędzić jej karierę. W końcu gdy gra się kogoś tak... specyficznego jak Effy Stonem, trzeba się liczyć z tym, że ktoś cię dostrzeże. A Kaya - obecnie 24-letnia mężatka spodziewająca się dziecka (<3), zagrała Effy wspaniale. Co niekoniecznie musiało być łatwe. Kiedy już napiszę zaległą recenzję Skinsów, sami zobaczycie czemu. 

Później była malutka rólka w "Starciu tytanów", ale osobiście cieszyłam się z niej, bo jest tam też moja inna ulubienica - Gemma, a to już coś. Wciąż nie miałam sposobności by oglądnąć wersję "Wichrowych Wzgórz" z Kayą w roli głównej, ale spoko - się nadrobi. Zważcie jednak na fakt, jak szybko przemknęła z grania ćpunki mającej problemy emocjonalne (Effy) do grania kultowej postaci z książki, którą kojarzy - myślę - większość. Kaya pojawiła się też w tle "Niech będzie teraz".

źr.

W międzyczasie pojawiło się trochę produkcji, które nie mają większego znaczenia. A później super-produkcja. Ekranizacja jednej z moich najukochańszych trylogii książkowych EVER. "Więzień Labiryntu". I mój-przyszły-mąż-Dylan z moim-drugim-ukochanym-Thomasem i Kayą, w jednej produkcji! Cudo. Zwłaszcza jedynka, gdzie Kaya była właściwie jedną z nielicznych żeńskich postaci w obsadzie. Dzięki temu ludzie zwracali na nią większą uwagę, a ona mogła się popisać. W dwójce też poradziła sobie niesamowicie, także trzymamy kciuki za trójkę. <3

Plus, oczywiście czekamy na "Piratów z Karaibów 5", hm? :)

W każdym razie, w Kayi też cudowne jest to, że z taką łatwością prześlizguje się z jednej roli na drugą i w każdej robi na mnie piorunujące wrażenie. Także mam nadzieję, że jej kariera będzie stale się rozwijać, bo jeśli ktoś na to zasługuje, to właśnie pani Scodelario.




To tyle na dziś. Pomyślałam, że stęskniliście się za paniami, także... nie musicie dziękować. :D

Pozdrawiam,
Sherry