Kontrakt, tom 1
Feeria Young, 2016
344 str.
Skoczę za tobą w ogień...
Skoczę za tobą w ogień...
Emma popełnia samobójstwo. I w jednej chwili, świat jej najlepszej przyjaciółki się wali. Opętana żądzą zemsty nastolatka, nie cofnie się przed niczym, by skrzywdzić tych, którzy w jej mniemaniu stoją za śmiercią Emmy. Nawet jeśli chęć odwetu będzie wymagała sprzymierzenia się z samym diabłem...
Jak zachowalibyśmy się, gdyby umarła najbliższa dla nas osoba? Do czego byliśmy zdolni, by zmusić jej oprawców do odpokutowania za swoje czyny? Cóż, Emily się nie patyczkuje i sprzedaje swoją własną duszę diabłu. W końcu, czymże jest ta cena, w zamian za szansę zemsty? Wkrótce jednak przekona się, że wyzbycie się sumienia to niekoniecznie droga, którą chce podążać. Czy jednak wtedy nie będzie już za późno? Zwłaszcza, że z tyłu czaszki wciąż pewien głos będzie podszeptywał, że za śmierć Emmy trzeba wymierzyć sprawiedliwość...
Mam wrażenie, że autorka pierwszego tomu Kontraktu, miała jakiś pomysł. Może nawet kilka. Jednak rozbieżność i niezdecydowanie odnośnie kreacji świata, fabuły i bohaterów, przyniosło w efekcie powieść, którą mogłabym nazwać jednym słowem - sprzecznością.
Główna bohaterka to - podobno - dobra, poukładana dziewczyna, która wmawia nam i sobie, że do niedawna była super uczynna, jednak utrata ukochanej przyjaciółki bezpowrotnie ją zmieniła. Zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak i to od pierwszej do ostatniej strony, co niespecjalnie służy zżyciu się z nią, wręcz przeciwnie - sprawia, że człowiek ma ochotę walnąć w nią, najlepiej czymś ciężkim. Jest naiwna, czasami zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni, a to całe tłumaczenie czemu jest tak zapętlona w swoich działaniach, absolutnie mnie nie przekonuje.
Zresztą, nie tylko kreacja narratorki, w moim mniemaniu bardzo kuleje. Również postacie przyboczne wydają się tak ciekawe jak zeszłoroczny śnieg, może z jednym czy dwoma wyjątkami. Tak, jakby dla autorka uznała, że bezpłciowe szkice kilku oddychających istot z imionami, były wystarczającym powodem by związać ich losy z losem Emily. No cóż - nie bardzo.
Chciałabym napisać, że skoro zawodzi główna bohaterka i postacie z tła, drugoplanowe wszystko naprawiają. Niestety. Kreacja diabła, w pewnych momentach do mnie przemawiała i wydawała się solidna, tylko po to, by za jakiś czas, sprawiać bym z grymasem obserwowała chaotyczne, pełne sprzeczności zachowania. Nie kupiłam tej całej "nagłego, wielkiego przywiązania do śmiertelniczki", ten zabieg mocno mi zapachniał Zmierzcho-podobnymi-książkami. Ponadto, mam wrażenie, że Ewa Seno nie wie kiedy przystopować z dramatyzowaniem i upychaniem w książce tragiczno-kiczowatego, cuchnącego fałszem romantyzmu.
Mogłabym w tym momencie napisać, że naiwne postępowanie bohaterów, czynienie ze złych, koszmarnie słodkich i sztucznych, a także przewidywalna, dość prosta i płytka fabuła oraz wydumane dramaty przypadną do gustu młodszym czytelnikom, niestety inny motyw zastosowany w książce, nie pozwala mi tego zrobić. Mam wrażenie, że autorka na siłę postanowiła sprawić, by jej powieść wydawała się bardziej "dojrzalsza", stąd mnóstwo odwoływania się do seksu. I znów, jestem nieco skonfundowana. Skoro charakter "W ogień" wyraźnie sugeruje mało ambitną pozycję dla młodzieży, po co ten naciągany dodatek w stylu Greya? Jeśli Ewie Seno tak bardzo zależało na uczynieniu lektury bardziej dojrzałej i przemyślanej i zmieszaniu tego z erotyką, może powinna napisać coś, gdzie główna bohaterka nie byłaby głupiutką nastolatką?
Żeby jednak nie pozostawić was z gorzkim posmakiem, napiszę może co dla odmiany - spodobało mi się w książce. Ewa Seno ma nie najgorszy styl pisania. I o ile irytacja główną bohaterką i pozostałymi elementami, o których wspomniałam, faktycznie niekoniecznie służy lekturze, to powieść przynajmniej szybko się czyta. Cały charakter książki jest dość lekki, dzięki humorowi najlepiej wykreowanej postaci - Nathaniela - chwilami pozycję wchłania się wręcz z przyjemnością i uśmiechem na ustach.
Podobał mi się też sposób przedstawienia piekła i choć też do najświeższych i super-innowacyjnych nie należał, to przynajmniej miał jakiś sens i wydawał mi się całkiem interesujący. Poza tym, kiedy diabeł nie zachowywał się jak napalony, ugodzony strzałą amora nastolatek z burzą hormonów, a faktycznie jak król piekieł, bywał czarujący, przerażający, a tym samym - autentyczny. Z sentymentalizmem mu nie do twarzy i przykro, że autorka tego w porę nie dostrzegła.
Czy książkę polecam? Cóż, myślę, że decyzję czy skosztować tej lektury, pozostawię wam. Z jednej strony, z powieścią całkiem miło spędziłam czas, kiedy nie musiałam denerwować się na postawę Emily, z drugiej jednak, świat by się nie zawalił, gdybym uniknęła spotkania z powieścią "W ogień". Jeśli cenicie prozę polskich pisarzy i niestraszne wam stawiania czoła autorkom serii młodzieżowych, dajcie szansę Ewie Seno, a być może oczaruje was w sposób, w jaki mnie nie oczarowała.
Mam wrażenie, że autorka pierwszego tomu Kontraktu, miała jakiś pomysł. Może nawet kilka. Jednak rozbieżność i niezdecydowanie odnośnie kreacji świata, fabuły i bohaterów, przyniosło w efekcie powieść, którą mogłabym nazwać jednym słowem - sprzecznością.
Główna bohaterka to - podobno - dobra, poukładana dziewczyna, która wmawia nam i sobie, że do niedawna była super uczynna, jednak utrata ukochanej przyjaciółki bezpowrotnie ją zmieniła. Zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak i to od pierwszej do ostatniej strony, co niespecjalnie służy zżyciu się z nią, wręcz przeciwnie - sprawia, że człowiek ma ochotę walnąć w nią, najlepiej czymś ciężkim. Jest naiwna, czasami zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni, a to całe tłumaczenie czemu jest tak zapętlona w swoich działaniach, absolutnie mnie nie przekonuje.
Zresztą, nie tylko kreacja narratorki, w moim mniemaniu bardzo kuleje. Również postacie przyboczne wydają się tak ciekawe jak zeszłoroczny śnieg, może z jednym czy dwoma wyjątkami. Tak, jakby dla autorka uznała, że bezpłciowe szkice kilku oddychających istot z imionami, były wystarczającym powodem by związać ich losy z losem Emily. No cóż - nie bardzo.
Chciałabym napisać, że skoro zawodzi główna bohaterka i postacie z tła, drugoplanowe wszystko naprawiają. Niestety. Kreacja diabła, w pewnych momentach do mnie przemawiała i wydawała się solidna, tylko po to, by za jakiś czas, sprawiać bym z grymasem obserwowała chaotyczne, pełne sprzeczności zachowania. Nie kupiłam tej całej "nagłego, wielkiego przywiązania do śmiertelniczki", ten zabieg mocno mi zapachniał Zmierzcho-podobnymi-książkami. Ponadto, mam wrażenie, że Ewa Seno nie wie kiedy przystopować z dramatyzowaniem i upychaniem w książce tragiczno-kiczowatego, cuchnącego fałszem romantyzmu.
Mogłabym w tym momencie napisać, że naiwne postępowanie bohaterów, czynienie ze złych, koszmarnie słodkich i sztucznych, a także przewidywalna, dość prosta i płytka fabuła oraz wydumane dramaty przypadną do gustu młodszym czytelnikom, niestety inny motyw zastosowany w książce, nie pozwala mi tego zrobić. Mam wrażenie, że autorka na siłę postanowiła sprawić, by jej powieść wydawała się bardziej "dojrzalsza", stąd mnóstwo odwoływania się do seksu. I znów, jestem nieco skonfundowana. Skoro charakter "W ogień" wyraźnie sugeruje mało ambitną pozycję dla młodzieży, po co ten naciągany dodatek w stylu Greya? Jeśli Ewie Seno tak bardzo zależało na uczynieniu lektury bardziej dojrzałej i przemyślanej i zmieszaniu tego z erotyką, może powinna napisać coś, gdzie główna bohaterka nie byłaby głupiutką nastolatką?
Żeby jednak nie pozostawić was z gorzkim posmakiem, napiszę może co dla odmiany - spodobało mi się w książce. Ewa Seno ma nie najgorszy styl pisania. I o ile irytacja główną bohaterką i pozostałymi elementami, o których wspomniałam, faktycznie niekoniecznie służy lekturze, to powieść przynajmniej szybko się czyta. Cały charakter książki jest dość lekki, dzięki humorowi najlepiej wykreowanej postaci - Nathaniela - chwilami pozycję wchłania się wręcz z przyjemnością i uśmiechem na ustach.
Podobał mi się też sposób przedstawienia piekła i choć też do najświeższych i super-innowacyjnych nie należał, to przynajmniej miał jakiś sens i wydawał mi się całkiem interesujący. Poza tym, kiedy diabeł nie zachowywał się jak napalony, ugodzony strzałą amora nastolatek z burzą hormonów, a faktycznie jak król piekieł, bywał czarujący, przerażający, a tym samym - autentyczny. Z sentymentalizmem mu nie do twarzy i przykro, że autorka tego w porę nie dostrzegła.
Czy książkę polecam? Cóż, myślę, że decyzję czy skosztować tej lektury, pozostawię wam. Z jednej strony, z powieścią całkiem miło spędziłam czas, kiedy nie musiałam denerwować się na postawę Emily, z drugiej jednak, świat by się nie zawalił, gdybym uniknęła spotkania z powieścią "W ogień". Jeśli cenicie prozę polskich pisarzy i niestraszne wam stawiania czoła autorkom serii młodzieżowych, dajcie szansę Ewie Seno, a być może oczaruje was w sposób, w jaki mnie nie oczarowała.
5/10
Pozdrawiam,
Sherry
Książkę miałam okazję poznać, dzięki uprzejmości księgarni PanTomasz.pl. Serdecznie dziękuję!