czwartek, 19 listopada 2015

Ulubione aktorki - część 4

źr.

Cześć!

Spodziewaliście się, że po partii trzeciej ulubionych aktorek, będziecie musieli czekać na kolejną miesiąc? Niespodzianka! Kto tym razem wylądował na tej zaszczytnej liście?


źr.


Zaczynamy z absolutnie uroczą Anne, którą myślę, wszyscy powinni przynajmniej kojarzyć. Jej kariera jest niesamowicie nafaszerowana tytułami, także jestem pewna, że w którymś momencie waszej egzystencji, twarzyczka pani Hathaway, mignęła wam przed oczami. A jeśli mieliście szczęście, nie tylko mignęła, ale i została na dłużej!

Anne szczerze i absolutnie kocham. Naprawdę, poziom szacunku i fangirlowskiego uwielbienia, jakim ją darzę, jest niewyobrażalny. I w sumie mam kilka powodów, by tak ją uwielbiać. A nawet może więcej niż kilka. 

Kiedy jednak ja i Anne się poznałyśmy? Oczywiście przy "Pamiętnikach Księżniczki", gdzie Anne wcielała się w rolę głównej bohaterki - rezolutnej Mii. Praktycznie do dnia dzisiejszego, ilekroć widzę ten film, w moim serduszku pojawia się ciepło. Mam mnóstwo wspomnień z nim związanym, mnóstwo dobrych wspomnień, także Anne musiała się stać ważna mojemu sercu - wyobrażacie sobie, żeby było inaczej?

źr.

Ale hej! Na księżniczkach, jej role się nie kończą. Anne była także uroczą początkującą dziennikarką w ekranizacji "Diabeł ubiera się u Prady", Jane Austen - czyli jedną z moich najukochańszych autorek EVER! w filmie "Zakochana Jane", przedstawiającą historię brytyjskiej pisarki, czy Białą Królową w "Alicji w Krainie Czarów"! Gdzie - nawiasem mówiąc, charakteryzacja Anne wypadła wspaniale!

Osobiście, przyjemnie mi się też oglądało takie szalone romantyczne komedie, jak na przykład "Ślubne wojny" - jeśli lubicie motyw ślubów, to oglądajcie śmiało! O! Albo "Miłość i inne używki"! To też świetna propozycja dla fanek romansów. Albo segment bohaterki, w którą wcielała się Hathaway w filmie "Walentynki", który jak dla mnie niestety nie był jakiś szałowy, no ale. Plejada gwiazd.

Czytelniczki będą zachwycone oglądając Anne w ekranizacji książki "Jeden dzień", gdzie moja ulubienica wciela się w główną rolę, albo w musicalu "Nędznicy"! Ja, zachwycam się jeszcze "Mrocznym Rycerzem", gdzie Anne zagrała Kobietę Kota - ale wiecie, moja obsesja na punkcie Batmana daje się o sobie znać, albo najnowszym filmem z Anne, na którym nawet byłam w kinie - "Praktykancie". Absolutnie polecam, jeśli jesteście zmęczeni życiem. To jest tak pozytywny i uroczy film, że będziecie musieli się uśmiechnąć. 

Generalnie, to co mnie zachwyca w tej aktorce, to jej naturalność, jej styl grania, który zdaje się jej przychodzić z zadziwiającą łatwością. Oprócz tego, zdolności - oczywiście i uroda! Uwielbiam filmy z Anne, bo w większości, gwarantują mi dobrą zabawę, chwilę zapomnienia i oczywiście ją - Anne, na ekranie. A wiadomo, że widok ulubieńca zawsze cieszy. 



źr.


Moja historia z Rach, zaczyna się oczywiście od... Nie - nie od "Pamiętnika". Pewnie będziecie zszokowani i zdruzgotani, ale nie oglądałam tego filmu, nie czytałam książki i szczerze mówiąc, nie mam za bardzo ochoty by to zrobić. Sam fakt, że wymyślał ją Sparks, z którym się nie zaprzyjaźniłam, strasznie mnie odrzuca. Ale powracając! Ja i Rach, spotkałyśmy się przy "Wrednych dziewczynach". Szczerze mówiąc, ta pierwsza część serii Wrednych dziewczyn, podobała mi się chyba najmniej, ale! Sama rola Rachel była świetna! Tyle wdzięku, tyle klasy! Tyle... jej! Rachel! Musiałam, oczywiście musiałam, zwrócić uwagę na jej karierę.

I tak, trafiłam na niezbyt jak dla mnie udany film - "Polowanie na druhny". Z jakichś przyczyn, ta produkcja bardziej mnie drażniła, niż miała bawić. Niemniej, Rachel znów wypadła bardzo sensownie, postać przez nią odgrywana, była moją ulubioną, bo dzięki urokowi Rach i jej talentowi, Claire jawiła się widzowi jako naprawdę fajna persona!

Ale kiedy się zakochałam w grze aktorskiej pani McAdams? Oczywiście w moim najwspanialszym "Sherlocku", gdzie u bok mojego ulubieńca - Roberta Downeya Jr., absolutnie zachwycała! Irene w jej wydaniu, była po prostu niesamowita! Z klasą, ale i charakterkiem - z odwagą, ale też pewnego rodzaju niewinnością. Różne rodzaje skrajności, które mnie urzekły.

źr.

Nie mogę nie wspomnieć o klimatycznym filmie "O północy w Paryżu". Swego czasu, było o tej produkcji głośno, więc jestem pewna, że w którymś momencie musieliście o niej słyszeć. Generalnie, filmoteka Rachel jest bardzo obfita, w interesujące tytuły, także myślę, że tam na dobrą sprawę, każdy znajdzie coś dla siebie, jeśli by chciał poznać tą aktorkę.

Chociażby "I że Cię nie opuszczę". Piękny, dramatyczny film, o miłości, o walce, o życiu i stracie. Podejrzewam, że możecie go znać, bo w TV puszczali go już tyle razy, że dosłownie niektóre kwestie bohaterów, wypowiadam razem z nimi, ale jeśli nie - trzeba to nadrobić! Był też nieco mniej udany, ale i tak uroczy i przyjemny - "Czas na miłość", z którym miło spędziłam czas także ze względu na drobny element fantasy.

A co w przyszłości? W przyszłości, czeka nas występ McAdams w wielkim projekcie Marvela - "Dr Strange". Jako że komiks jest naprawdę fajny i generalnie lubię charaktery, to i na film czekam. A teraz, gdy Rachel w nim będzie... czekam nawet bardziej.

źr.


Po pierwsze - wiem, pewnie jej nie kojarzycie. Ale tym razem wam wybaczę, bo Molls jest młoda i generalnie ja ją kocham za jedną, jedyną, najcudowniejszą rolę, także... Zacznijmy jednak od początku - kim jest ta młoda osóbka i czemu ją uwielbiam?

Pochodzi z Teksasu i jest niewiele ode mnie starsza - bo ma dwadzieścia dwa lata. Poza tym, posiada jeden z najfantastyczniejszych typów urody, jakie w życiu widziałam. Serio. Ale powód, dla którego ją bardzo, bardzo cenię i bardzo, bardzo kocham, to... Jeden z moich najukochańszych seriali ever - "Castle". Molly wciela się tam w rolę ukochanej i jedynej córeczki, jedynego i niepowtarzalnego... Castle'a! Urocza twarz panny Quinn i jej piękne, rude włosy pojawiają się więc na ekranie dość często. Może nie tak często jakbym chciała, ale na tyle czasu często, by Molly mnie w sobie rozkochała tą jedną rolą. A to duża sprawa. 

Ogólnie, o postaci, w którą wciela się Molly w "Castle", nie będę wam teraz zbyt wiele pisać, bo szykuje się recenzja całej produkcji, albo i każdego sezonu z osobna, także na chwalenie Molls, przyjdzie jeszcze pora.

źr.

Ale hej, hej! To jeszcze nie koniec! Po tym, jak Molly oczarowała mnie swoją grą aktorską, swoją urodą, swoją mimiką i pazurkiem w wyżej wspomnianym serialu, postanowiłam pooglądać filmy, w których się pojawiała. I tak, poznałam...

"Zawsze tylko ty", którego oglądałam głównie ze względu na mojego ulubieńca - Logana Lermana, ale gdy zobaczyłam Molly na ekranie, dosłownie piszczałam. Niestety, o ile Logan grał jedną z dwóch głównych ról, o tyle Molly musiała zadowolić się poboczną. Ale! Swoją pracę wykonała doskonale. :)

Generalnie, w takim stopniu jak kocham Molly i resztę ulubienic z tego spisu, tak nienawidzę pewnej, jednej, małej gnidy, która nazywa się Britt Robertson. Niestety, panna Quinn musiała pojawić się w dwóch produkcjach, u boku znienawidzonej przeze mnie wiedźmy. Pierwszy film to "The First Time", który obejrzałam ze względu na ulubieńca i miłość mojego życia (a także chłopaka znienawidzonej Britt, o ironio) - Dylana O'Briena, ale znów - widok Molly był dobrym widokiem. 

Było też, to Disney'owe badziewie - "Liceum Avalon", gdzie Molly zagrała już dłużej niż pięć minut, ale wciąż - uważam, że potencjał tej dziewczyny, nie jest należycie wykorzystywany i doceniany. Co to za pomysł by główną rolę dać Britt, gdy tuż obok jest Molly? 

No i byli jeszcze "Millerowie", nie tak stara komedia, którą oglądałam w szkole i w sumie, byłam pozytywnie zaskoczona. Nie powiem, żeby humor był jakiś wybitny, ale przyjemnie się oglądało i znów - doceniłam każdą sekundę Molly w tle. 

źr.

Pewnie niektórzy z was się zdziwią, ale na oryginalnej okładce książki "City of Ashes" - Clare, jest właśnie Molly. 




To tyle. Czekajcie na kolejny part, a tymczasem, jak zwykle, piszcie co myślicie.

Pozdrawiam,
Sherry