piątek, 26 lutego 2016

Confess - Colleen Hoover


Confess
Wydawnictwo Otwarte, 2017

Niewolnicy słów

Auburn i Owen to dwie zagubione dusze. Dwie zagubione dusze, ze złamanymi sercami, bliznami na psychice i ciężkimi wspomnieniami w pamięci. To także dwójka młodych osób, które potrzebują pomocy, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Bo egzystują, lecz nie żyją. Oddychają - nie łapiąc tak naprawdę powietrza. Starają się zabijać czas obowiązkami, rzeczami, które mogłyby pozwolić im odlecieć od ponurej prawdy. Ale tak naprawdę, na dnie ich serc czai się pustka. Pustka, która pewnego dnia, przy pewnym spotkaniu... przestaje dawać o sobie znać. Jakie to będzie mieć następstwa? Co będzie ich to kosztować?

“There are people you meet that you get to know, and then there are people you meet that you already know.”

Mam teorię, że każdy czytelnik, w którymś momencie swojego życia, trafia na autora, który zdaje się być mu przeznaczony. Który zdaje się pisać twory specjalnie dla niego. Docierają one bowiem do najczulszych strun serca. Bezbłędnie manipulują emocjami. Totalnie w sobie rozkochują. Zapierają dech w piersiach. Colleen Hoover, jest taką autorką dla mnie. Jest pisarką, która używa pióra niczym różdżki, wywracając moje życie do góry nogami, pozostawiając we mnie trwałe ślady. Każda jej książka, każde jej kolejne dzieło, to otwarte furtki do miejsca, w którym mam szansę odlecieć. Bym mogła zaznać kolejnych milionów emocji. Bym mogła poczuć więcej.

źr.
"Confess" to bolesna, melancholijna, refleksyjna, romantyczna, delikatna historia dwóch dusz. Jest jak mgiełka - oplata łagodnie czytelnika, tak że ten, boi się przerwać czytać, boi się ruszyć, boi się oddychać, byle nie stracić cudownego uczucia, jakie nim zawładnęło. Obydwoje - Auburn i Owen mają swoje grzechy. Mają swoje żale. Mają swoje ciemne ślady w sercach. Ona wegetuje z poczuciem straty - wielkiej, okrutnej straty i z niemal poddańczym, straceńczym nastrojem, wprowadza w niepokojąco smutny klimat powieści. Owen tymczasem, czaruje. Czaruje duchowością, czaruje mentalnością, czaruje osobowością. To pełen pasji artysta, który jednak zatracił się po drodze i z każdym kolejnym dniem wiedział, że oddala się od ścieżki normalnego życia. A później się spotykają. I spotkaniu temu nie towarzyszą fajerwerki. Nie towarzyszy trzęsienie ziemi. Towarzyszy natomiast naturalny magnetyzm. Intensywne poczucie zrozumienia. Mają szansę wznieść się na wyżyny. Mają szansę zostawić przeszłość, zostawić rany za sobą. Mają szansę uciec. Tyle że... pewne rzeczy z przeszłości obydwojga, nie pozwolą im na to. Ograniczą ich ruchy. Czy jest jakakolwiek szansa na przerwanie tego dramatycznego koła gorzkich rozczarowań i okrutnych zbiegów okoliczności?

“Some secrets should never turn into confessions. I know that better than anyone.”

źr.
Możecie się zastanawiać, co w książkach Hoover jest takiego niezwykłego, skoro opisy każdych kolejnych jej tworów brzmią podobnie. I nie obwiniam was za niepewność. To co musicie zrozumieć, to że w piórze CoHo nie ma nic przeciętnego. Nie ma niczego co już było. A przynajmniej nie zaprezentowane w tak znakomitym stylu, jak to robi ta specyficzna, konkretna autorka w swoich dziełach. To co wyróżnia jej prace, to fakt, ile emocji kryje się w każdym rozdziale. W każdej stronie. W każdym zdaniu. W każdym, cholernym, pojedynczym słowie. Paleta uczuć z natężeniem niemożliwym do ogarnięcia, przybywa po czytelnika, jak po ofiarę, kiedy tylko ten otwiera książkę - by porwać go wprost do nurtu rzeki, w której przeważa czyste, zniewalające... czucie. Czucie wszystkiego. I tak, jeśli opowieść jest tak piękna, ale i tragiczna, jak ta wiążąca losy Auburn i Owena, rozkoszujemy się tym co przeżywają, ponieważ sami doznajemy tego wszystkiego. Na własnej skórze. Na własnej... duszy. Na dodatek, książki Hoover się pochłania w zastraszającym tempie, więc nawet nie orientujemy się, kiedy wszystko zdążyło się skończyć. A przewróceniu ostatniej strony najczęściej towarzyszy rozdzierający ból. Kojąca nadzieja. Niegasnący apetyt na więcej.

“I think love is a hard word to define,” I say to her. “You can love a lot of things about a person but still not love the whole person.”

źr.
"Confess" jest piękną i wyjątkową książką nie tylko ze względu na talent, jakim dysponuje autorka, ale także ze względu na fakt, czym inspirowała się, tworząc ją. Przeniosła do dzieła życie. Życie zwyczajnych śmiertelników. Życie osób, które przeżywały coś strasznego. Coś smutnego. Coś radosnego. Przeniosła rzeczywistość, która nas otacza. Przeniosła emocje. Może dlatego wszystko wydaje się tam być tak autentyczne. Na dodatek, CoHo tak jak w przypadku pisania "Maybe Someday" zawarła współpracę z autorem piosenek - Griffinem Petersonem, tak w "Confess" mogliśmy podziwiać owoc jej współpracy z artystą - Danny'm O’Connorem, dzięki któremu jeszcze bardziej namacalnie, poczuć artyzm, miłość do sztuki i pasję, jaką odznaczał się Owen. Owen, w którym nie można nie zakochać się bez pamięci. Poświęcenie, lojalność, kipiące emocje i troska. Colleen Hoover wykazuje tendencję do kreowania męskich bohaterów, kradnącym czytelniczkom serca. I nie inaczej jest tym razem. Mogę wam obiecać, że po przeczytaniu tej książki, skrótu OMG nigdy nie odbierzecie już tak samo jak wcześniej...

“I'm scared I'll never feel this again with anyone else," I whisper.
He squeezes my hands. "I'm scared you will.”

"Confess" to eksplozja kolorów. Eksplozja barw. Eksplozja porywających serca uczuć. To co ja muszę wyznać po jej przeczytaniu, to że jestem nieodwołalnie zakochana. Absolutnie oczarowana. Bo CoHo znów podarowała mi odlot w najczystszej postaci. Miłość podaną w tak naturalny, acz niewiarygodnie cudowny sposób, że nie byłam w stanie w niej nie-uczestniczyć całą sobą. Nie mogłam nie chichotać. Nie uśmiechać się jak szalona. Nie ulegać porywom serca. Nie wzruszać się. Nie złościć. Nie mogłam nie płakać. Colleen Hoover niszczy człowieka. I buduje go na nowo. Pozwólcie jej zrobić to samo z wami.

10/10
Pozdrawiam,
Sherry


Inne książki Colleen zrecenzowane na Feniksie: