piątek, 20 lutego 2015

Opal - Jennifer L. Armentrout

źródło
Opal
Jennifer L. Armentrout
Seria: Lux, tom 3/5
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 18.02.2015
Liczba stron: 496

Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzednich dwóch tomów.

Jenn, znów to zrobiłaś. 
Rozwaliłaś moje czytelnicze życie na kawałki.

źródło
Ja nie wiem co powiedzieć. Po prostu nie wiem. Bo cholera jasna, to się stało ponownie. Cały czytelniczy świat legł w gruzach. Moje serce zostało połamane, podeptane i zostawione na pastwę bólu i tęsknoty. Czytanie tej książki było jak wgłębianie się w labirynt. Na początku myślicie: "jest okej, będę trzymać się lewej strony i podręcznikowo dotrę do wyjścia". Ale z czasem staje się jasne, że Jennifer wymaga podjęcia wyboru - bezpiecznego obserwowania tego co się dzieje w książce bez emocji, bez angażowania, lub zatonięcia w doznaniach razem z Katy i Daemonem. Ja wyboru nawet nie miałam, bo historia bohaterów wbiła się do mojego serca już pierwszym tomem, a kolejny tylko pogłębił to uczucie. I teraz nie wiem czy wyklinać autorkę od najgorszych, że tak strasznie zabawiła się moim kosztem, czy składać jej pokłony, za tak wielki talent, jaki posiada.

źródło
Chyba właśnie psychika mi wysiadła i poszła się grzać w świetle beznadziei. Jestem prawie pewna, że dokładnie w tej chwili mój mózg i serce totalnie się nienawidzą i kłócą ze sobą. A najpewniejszym jest fakt, że kac książkowy to prawdziwa jędza. A Jennifer L. Armentrout zakpiła sobie ze mnie, prowadząc niesamowitą historię, dając mi tyle powodów do chichotania, do uśmiechów, by na koniec uderzyć w najczulszy punkt. Ktoś pomyśli, że przesiadam. W końcu to tylko paranormal-romance, co? Ale wychodzi na to, że to nie "tylko paranormal-romance". Bo czuję się tak, jakby autorka mnie spoliczkowała. Jakby dała wszystko co dobre, tylko po to, żeby na koniec... 

Ale nic nie zwiastowało katastrofy. 

źródło
Nie zrozumcie mnie źle. Nie byłam na tyle naiwna, by myśleć, że pani Armentrout na półmetku, bo to już trzeci tom z pięciu, nie zrobi czegoś szokującego. Właściwie to spodziewałam się tego, ale koniec końców i tak to był szok Bolesny, bolesny szok. Dlatego jeśli recenzja wyda wam się nieskładna i tak dalej to już wiecie do której pisarki wysyłać skargi. Z jednej strony, zdaję sobie sprawę, że seria Lux nie jest jakaś zaskakująca czy oryginalna. Gatunek jak gatunek, ambitny nawet odrobinę. A jednak jest coś takiego w tych książkach... Może to wspaniale wykreowani bohaterowie: Katy, szalona blogerka książkowa, równie urocza co pyskata, moja bezsprzeczna ulubienica jeśli o żeńskie postacie z powieści chodzi. Daemon - Daemon... na którego określenie nie straszy mi słów, choćbym napisała całą książkę o nim. To taki typ, w którym trzeba się zakochać, bo... no nie ma się wyjścia. A może wspaniałość serii Lux zawdzięczamy dialogom? Sprzeczkom Katy i Daemona nie mającym końca, pełnym ripost i złośliwości? A może to iskrzenie, wyczuwalne z kartek, chemia łącza bohaterów, która przelewa się też w czytelnika?

źródło
A może to po prostu fakt, że pani Armentout umie radzić sobie z piórem, ciągnie fabułę płynnie, w ściśle określonym kierunku, nie zbaczając z drogi, a przy tym dołączając masę różnych wątków, masę rozwiązań, także tych wstrząsających? I w tym tomie autorka nie oszczędzi bohaterów. Będą walki, będą śmierci, będzie poczucie utraty. Boleśniejsze niż cokolwiek innego. Ale prawda jest taka, że nic nie równa się ze wstrząsającym finałem, przez którego miałam ochotę wydrzeć się na cały dom, tak żeby każdy usłyszał moje sfrustrowanie. Mój ból. Moje cierpienie. Bo tak - Jenn czyni z czytelnika nie tylko świadkiem zdarzeń rozgrywanych w książkach, ale wplata go w historię, tak że czujemy się jakbyśmy mieli własny wkład w poszczególne tomy. 

Uwielbiam jak pozycje, które czytam, wywołują masę różnych emocji. A przy "Opalu" czy pozostałych częściach serii Lux nawet nie musiałam się o to martwić. Bo akcja wciąga od pierwszej strony. Bo uzależnia. Bo daje tyle do przeżywania. I tak: przy czytaniu śmiałam się na głos, by chwilę później mieć w oczach łzy. Chichotałam, tylko po to, by zaraz ze wstrząsem i rozszerzonymi oczami patrząc na kolejne zdania, przepływające w zawrotnym tempie. Uśmiechałam się do siebie jak szalona, czując jak serce szybciej zaczyna mi bić przy Daemonie, by przewróciwszy parę stron dostrzec, że jest koniec. Tak okrutny. Tak... beznadziejnie, beznadziejnie tragiczny! 

Nadal nie dowierzam w to co się stało. Nadal nie dowierzam, że autorka zakończyła to w takim momencie. Czuję psychiczny ból na myśl o tym co czeka bohaterów w ostatnich dwóch częściach. A książkę oczywiście polecam. Czy wyobrażacie sobie, bym tego nie zrobiła?

10/10
Pozdrawiam,
Sherry



Drobna rada dla wszystkich, którzy jeszcze nie czytali "Opalu". Poczekajcie aż w Polsce wyjdzie tom czwarty. Uwierzcie mi. Ta książka niszczy człowieka. Ja na przykład miałam super postanowienie, by całą serię przeczytać po polsku, w wersji papierowej, jak na czytelnika przystało. Ale tym tomem, Jenn zmusiła mnie do wzięcia się za oryginał "Origin". Bo za cholerę nie wyobrażam sobie czekać na polski tom czwarty, skoro czuję się rozrywana na pół przez ból.

To tyle.