sobota, 11 czerwca 2016

Od złej do przeklętej - Katie Alender

źr.
From Bad to Cursed
Złe dziewczyny nie umierają, tom 2
Wydawnictwo Feeria Young, 2016
455 str.

Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzedniego tomu trylogii!

Powrót do starych przyzwyczajeń

Minął rok, odkąd Alexis zmierzyła się z nie lada wyzwaniem, jakim była walka z duchem. Rok pełen spokoju, zwyczajności i niezachwianej rutyny, która pozwoliła jej zapomnieć o koszmarze. Jednak życie nie jest proste, a los nie byłby złośliwym sobą, gdyby nie przypomniał głównej bohaterce, jak wielkim draniem potrafią być niespodziewane powroty...

Kacey wraca do domu. I już samo to - na wstępie, nie zwiastuje niczego dobrego. Ale kiedy mała siostrzyczka wplątuje się w spotkania podejrzanego klubu, w którym nie wszystko wydaje się normalne, Alexis ponownie decyduje się zrobić wszystko co w jej mocy, by ocalić Kace. Tym samym, sama dołącza do sekretnego zgrupowania, tylko po to, by dowiedzieć się, że być może z czymś tak przerażającym, jeszcze w życiu nie miała do czynienia. A kiedy maszyna zostanie wprawiona w ruch, nic już nie będzie w stanie jej zatrzymać. 

Pierwsza część trylogii, zauroczyła mnie. Niepokojący klimat, gęstniejąca atmosfera, sensownie wykreowani bohaterowie, pyskata, zadziorna, buntownicza główna bohaterka - absolutne indywiduum, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Przede wszystkim jednak, uwiódł mnie niesamowity styl pisarki, który nie pozwolił mi oderwać się od lektury ani na moment. Tom drugi mnie... zaskoczył wyraźną innością. Subtelna, ale wciąż - widzialna zmiana w tkaniu głównej fabuły, pomysły na kończenie wątków i rozwijanie charakterów postaci, w kierunkach, które nie były najtrafniejszymi, to pierwsze oznaki zwiastujące, że coś jest bardzo nie tak.

Zniknęła cudowna płynność, która w poprzedniej części, pochłonęła mnie i sprawiła, że minuty upływały z prędkością błyskawicy. Dynamika zmieniła regularność i ostrość, pozostawiając nas nieco znudzonymi czytaniem i monotonnością fabuły i wydarzeń. Bo pomimo, że znów - sam pomysł na historię był ciekawy, to jednak jego rozwinięcie, przypominało niedokończony szkic. Autorka przedstawiła główny koncept, namąciła w przebiegu, skomplikowała sobie życie i tym sposobem całość wydała mi się potraktowana po macoszemu, a zakończenie wątków zbyt... proste, zbyt szybkie, zbyt poplątane. Tak jakby pisarka chciała za dużo rzeczy zamieścić w jednym rozdziale, co skończyło się chaosem.

Innym elementem, który uległ pogorszenie jest... Alexis. Straciła iskrę. Straciła tę cząstkę siebie, którą w niej uwielbiałam. To co czyniło z niej wyjątkową bohaterkę. Mam wrażenie, że w ogóle, autorka w tej części trochę zawaliła sprawę z bohaterami, może z wyjątkiem Kacey, która na tle pozostałych bohaterów, jak Carter, Lydia czy Megan, wypadła dość korzystnie.

Nie zrozumcie mnie źle - to nie jest zła czy beznadziejna książka. Właściwie to jest naprawdę fajna. Nieźle się ją czyta - mimo wszystko, wątek ponownie jest interesujący, choć już nie wzbudza niepokoju, tak jak to było w tomie pierwszym. Czytelnik śledzi wydarzenia z mniejszym i większym zainteresowaniem, a pewna zmiana Alexis jest ciekawa do oglądania, z psychologicznego punktu widzenia, ale chyba to co mnie zawiodło to sam fakt, jak spadł poziom w przeciągu tych dwóch tomów. I cieszę się z lektury "Od złej do przeklętej", tym bardziej, że zapowiada się na to, iż w zakończeniu trylogii, wydarzenia z tej książki będą mieć kluczowe znaczenie, ale żałuję, że nie była przynajmniej tak dobra, jak jej poprzedniczka.

Niemniej - jeśli lubicie ciekawe YA, z wątkami stylizowanymi na młodzieżowy thriller/horror/dramat, dajcie szansę pani Alender. Ta kobieta ma głowę pełną pomysłów i wierzę, że jeśli tylko nie zmarnuje potencjału - finał trylogii może być naprawdę szokujący i pomysłowy. Osobiście - nie mogę się doczekać.

-6/10
Pozdrawiam,
Sherry




Książkę miałam okazję przeczytać, dzięki uprzejmości księgarni PanTomasz.pl. Serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry