poniedziałek, 27 czerwca 2016

Heaven. Miasto elfów - Christoph Marzi

źr.
Heaven: Stadt der Feen
Wydawnictwo Muza, 2016
334 str.

Pustka w niebie

Wyobraźcie sobie, że przemykacie po dachach Londynu, wtapiając się w ciemność nocy, a wasz rutynowy bieg zaburza poznanie niezwykłej dziewczyny. Dziewczyny, która mówi, że wycięto jej serce. Jaka jest wasza reakcja? Niedowierzanie? Kpina? Strach? Śmiech? Taka właśnie sytuacja przytrafia się nastoletniemu Davidowi, który postanawia sprawdzić, jak to o czym opowiada piękna Heaven, ma się do rzeczywistości. Dokąd zaprowadzi obojga ta historia?

Christoph Marzi w swojej powieści z gatunku urban-fantasy zabiera nas prosto w objęcia Londynu, który jednak nieco różni się od wersji stolicy Anglii, którą znamy my. Przede wszystkim, w pewnym miejscu nad tamtym Londynem, niebo nie ma gwiazd. Autor tworzy własną wizję miasta, a dodając do tego urozmaicenia w postaci magiczno-kryminalnych elementów z kategorii tych mocno młodzieżowych, otwiera przed nami wstęp do tego co kryje jego wyobraźnia.

źr.
Historia Davida rozkochanego w spacerach po dachach i Heaven uciekającej przed dwójką zbójów, który według niej - ukradli jej serce, zapowiadała się magicznie i fascynująco. Niestety, koniec końców, lektura mnie rozczarowała. Klimat co prawda bywa baśniowy i budzi w czytelniku chęć zdobycia odpowiedzi na pytania, które pojawiają się wraz z postępem fabuły, jednak fakt jak nużąca, długa, monotonna i mało dynamiczna jest akcja, utrudnia czytanie, zniechęcając zarówno do samej opowieści, jak i do bohaterów, którzy są zarysowani zbyt pobieżnie, jak na mój gust. To dwójka młodych ludzi, którzy podobno - wkroczyli w wiek dorosły, a podejmują tak mało racjonalne decyzje, jakich nie powstydziłyby się osoby dużo, dużo młodsze od nich. Są naiwni, bardzo zagubieni i niemal cały czas poruszają się po omacku, co po jakimś czasie przestaje być intrygujące, a zaczyna irytować. Na dodatek z tak słabo wykreowanymi postaciami, również wątek romantyczny rodzący się pomiędzy nimi, zdaje się być sztuczny, fałszywy i po prostu nie na miejscu. 

Christophowi Marziemu zajmuje sporo czasu, by doprowadzić do punktu, w którym czytelnik czuje, że w końcu zaczyna się coś dziać. A nawet pomimo tego - lektury nie czyta się szybciej czy lepiej. Myślę, że przede wszystkim to, tak strasznie mnie rozczarowało. Kocham urban fantasy, uważam, że jest jednym z ciekawszych podgatunków fantastyki, a wielkomiejskie klimaty mnie urzekają, jednak zabieg autora w "Heaven", by treść i opisy przysłoniły akcję i fabułę, nie okazał się korzystny.

źr.
Kolejnym elementem, który wypadł fatalnie w książce, były dialogi. Sztuczne, mało sensowne, chwilami kiczowate. Aż chciałoby się, by w takim wypadku, któryś wątek okazał się niesamowity i urzekający, niestety - ze słabym przebiegiem fabuły, również potencjał historii, gubi się w treści. Koniec końców, rozwiązania fabularne i uzyskanie odpowiedzi na pytania, jest rozczarowujące i przesłodzone. Myślę, że autor przesadził też z odwoływaniem się do różnych tytułów z popkultury, bo nie dość, że nie wnoszą niczego ciekawego do całości, to sprawiają, że jeszcze bardziej tytuł traci na płynności. Osobiście, nie przywiązałam się do bohaterów, ich przygody nie interesowały mnie specjalnie, także i to co się z nimi działo, nie działało na mnie w żaden sposób. Wydarzenia z kulminacyjnych rozdziałów zatem, zamiast wzbudzać wielkie emocje czy napięcie, okazały się dla mnie śmieszne i przedobrzone. 

Nie mogę napisać, że książka była tragiczna, bo w gruncie rzeczy - baśniowy klimat oraz fascynujący pomysł fabularny, były naprawdę świetne i działały na wyobraźnię, jednak obawiam się, że autor nie stanął na wysokości zadania i koniec końców, ze smutkiem muszę napisać, iż nie jestem zadowolona z tego co dostałam w "Heaven".

Mimo wszystko, jestem niemal pewna, że młodsi czytelnicy mogliby nieco lepiej przyjąć  tę pozycję, może nawet z fascynacją i zainteresowaniem śledząc przygody dwójki osiemnastolatków, którzy zachowują się jak dwunasto-trzynastolatkowie, także lektury nie odradzam, ale też bardziej ambitnym czytelnikom, nie polecam.

4/10
Pozdrawiam,
Sherry


Książkę poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza. Dziękuję!

8 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że to nie będzie jakiś mega hiper cud. Może młodsi się skuszą, dzieciaki lubią takie klimaty, ale czy w obecnych czasach autor może sobie pozwolić na bylejakość? Ma tylko jedną szansę, by zyskać wielbicieli.
    No nic, najważniejsze, że się nie skusiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam pewne obawy, zwłaszcza że widziałam oceny na goodreads, ale nie wiem. Ten pomysł z chodzeniem po dachach... i fakt, że to urban-fantasy, a ja kocham urban-fantasy... No cóż. :( Tak bywa.
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. Oooo... to przystopowałaś teraz mój entuzjazm. Książka ma piękną okładkę i czeka już na półce, więc jestem ciekawa co z tego wyniknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, by tobie książka się bardziej spodobała. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  3. O kurde, ale słabo! A ja mam na nią taką ochotę... i nawet czeka w kolejce... trochę mnie przeraziłaś!

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca ci życzę, żeby powieść wzbudziła w tobie cieplejsze uczucia... :/
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Czyli z czystym sumieniem będę szukać innych lektur ;)

    OdpowiedzUsuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry