poniedziałek, 1 sierpnia 2016

GoT | Najsmutniejsze zgony

źr.

Cześć!

Wszyscy wiemy, że Gra o Tron to serial dla masochistów. Uwielbiasz jakiegoś bohatera. Bohater ginie. Załamujesz się psychicznie. Zakochujesz się w kolejnej postaci. Postać umiera. Ty tracisz kolejny kawałek serca. 

Na przestrzeni sześciu sezonów, było mnóstwo zgonów. MNÓSTWO. Chcecie wiedzieć, które mnie - osobiście załamały i uczyniły głęboko nieszczęśliwą i poruszoną? Jeśli tak - ten post jest dla was.

Niech będzie chronologicznie.

Notka ZAWIERA SPOILERY z serialu!

źr.

Ned Stark

To była chyba pierwsza "duża" śmierć. Ta, która wstrząsnęła wszystkimi, którzy nie znali książki wcześniej i która pozbawiła nas nadziei, że ktokolwiek jest bezpieczny. Skoro zginął główny bohater... to co do diabła może stać się z pozostałymi? Wstrząsająca. Pozostawiająca trwały ślad na psychice.

źr.

Talisa Stark/Maegyr

Całe Krwawe wesele to było jedno wielkie WHAT THE FUCK, ale to jak zginęła Talisa i niepoczęte dziecko jej i Robba... Naprawdę cieszę się, że Frey'owie zamienili się cholerne ciasto. Zasługiwali. Do tej pory nie umiem oglądać sceny Krwawych Godów. 

źr.

Robb Stark

Do diabła! A Jon mówił w drugim odcinku pierwszego sezonu, że "was Starków, trudno zabić". Gówno prawda, Jon! Bo kiedy Ned zginął, ludzie mogli się łudzić, że jego najstarszy syn dokona odwetu. Ale nieeee. Gdzieżby tam. Zamiast tego, twórcy ponownie - ale głównie dzięki Martinowi, bądźmy szczerzy - postanowili zabrać nam osobę, którą kochaliśmy.

źr.

Catelyn Stark

Aż chciałoby się powiedzieć: "chyba sobie jaja ze mnie robicie". Starkowie giną jak muchy, my zdążyliśmy już ich tak z tysiąc razy posłać do diabła, a tu jeszcze ginie Cait. Sure. Why not.

źr.

Grey Wind

Nie wiem czemu tak cholernie przejmowałam się od początku losem Wilkorów. Wszystkich. I nie to, że Lady mnie nie zasmuciła, ale tak więcej było furii na głupią Sansę, na Joffa, te sprawy. Ale Grey Wind? On był wojownikiem. On był... przyjacielem Robba. A zginął - całkiem sam. Bezbronny.

źr.

Oberyn Martell

Najgorsze jest to, że miał tylko sezon. A w ciągu tego jednego sezonu, zdążyłam go pokochać za charyzmę, otwartość, spryt i błyskotliwość. Plus - oczywiście fakt, że chciał się zemścić na Tywinie i pomóc Tyrionowi, też podziałały na mnie przyciągająco. Ale cholera jasna! Co za DEBIL! Krzyczałam jak głupia do ekranu, kiedy chodził wokół Góry, żeby przestał pieprzyć i wbił tą włócznię w serce olbrzyma, ale nieee. Gdzieżby tam. UCH!

źr.

Pyp

Wiem, że dla większości on nic nie znaczył, ale rzecz w tym - ja naprawdę lubiłam tego dzieciaka. Lubiłam jego przyjaźń z Jonem i Samem, lubiłam to, że stał się dla Jona bratem i był mu bezwzględnie lojalny. Po trudnych początkach, ale

źr.

Grenn

Tu, podobnie jak z Pypem. Uwielbiałam czwórcę Jon-Sam-Pyp-Grenn. Byli tacy zgrani. Tacy... naprawdę, naprawdę lojalni sobie nawzajem. Ale hej. Grenn był bohaterem. Utrzymał bramę. Pamiętam o tobie, Grenn.

źr.

Ygritte

I teraz żeby była jasność. Ja - NIE LUBIŁAM Ygritte. Wkurzała mnie niemiłosiernie. A potem zabiła Pypa i to było już przegięcie. Ale czemu jej śmierć jest w tym rankingu? Właśnie ze względu na obrazek, który widzicie na górze. Ze względu na to jak cierpiał Jon, po jej utracie. To było dla mnie naprawdę... smutne. Smutny Jon, to smutna Sherry. Cóż poradzić.

źr.

Jojen Reed

Nie, nie piszę tego tylko dlatego, że Jojen był grany przez jedną z moich miłości - Thomasa Brodie-Sangstera. Jojen w ogóle był pomysłowo wykreowaną postacią, taką z potencjałem i jestem trochę zła, że było go tak mało, bo gdyby twórcy skupili się na nim trochę bardziej... Choćby jego umiejętności - heloł! 

źr.

Shireen Baratheon

Jeśli ktoś chce wiedzieć czemu nienawidzę Melisandre. Shireen była taka urocza! Co więcej - była inteligentna! To jak szybko załapała język z Gilly i Samem i to jaką więź miała z Davosem... 

źr.

Jon Snow

Tak, tak. Teraz wiemy, że Melisandre jednak na coś się przydała. Ale samo to, że musiałam patrzeć, jak ci pieprzeni zdrajcy zabijają mojego skarba... Moją wielką miłość... Gdy musiałam patrzeć, na to jak umiera samotnie... w zimnie... z ostatnią myślą, że został zabity przez tych, których zwał braćmi... Że ostatni cios zadał mu jego wychowanek... Zeusie.

źr.

Summer

PRZESTAŃCIE ZABIJAĆ WILKORY! Tak szczerze, ta śmierć mnie sparaliżowała. Summer po Duchu był moim ulubionym wilkorem, a teraz... teraz ostał się tylko Ghost, właśnie i Nymeria, o ile twórcy nam ją zwrócą. Biedny Summer. :( 

źr.

Hodor

Ten odcinek. Na litość Zeusa. Jeszcze nie zdążyłam przeboleć śmierci Summera, a tu Hodor i wszystko się wyjaśnia, aż się serce człowiekowi łamie...

źr.

Rickon Stark

PRZESTAŃCIE ZABIJAĆ STARKÓW! Biedny Rickon. :( Było tak blisko pojednania z przyszywanym bratem...

źr.

Loras i Margaery Tyrell

Ogólnie, uwielbiam ród Tyrell. Uwielbiam Lady Olennę i marzę by Wysogród został pokazany w serialu, bo wyobrażam sobie, jak piękny byłby to widok. Ale. Mimo że domyślałam się, że najmłodsi Tyrellowie zginą - bądźmy szczerzy, zanosiło się na to, fakt, że faktycznie zginęli... I to zabici przez Cersei... Doprowadził mnie do furii. Kochałam Marg. Była naprawdę świetna i czuję, że gdyby była królową dłużej, mogłaby naprawdę pokazać na co ją stać. I Loras. Biedny, biedny Loras. Także nadciągający odwet Lady Olenny? "Aprobuję" to za małe słowo.


A wy? Czyją śmierć najbardziej przeżyliście?

Pozdrawiam,
Sherry


17 komentarzy:

  1. A właśnie o tym rozmawiałam wczoraj z moim narzeczonym :D Zdecydowanie najbardziej przebolałam Neda i Oberyna Martella. Oberyn był taki cudowny! :) A Johna Snowa nie lubiłam ( nie bij mnie!) więc mi go nie żal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej ludzi nie lubi Jona, tym więcej mam go dla siebie. :D
      Tak czy inaczej. Popieram zdanie o Oberynie. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. Ned Stark nie rozumiem, jak mogli uśmiercić mojego faworyta! To prawda w tym serialu pokochasz bohatera, a on w następnym odcinku umiera:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego trochę się boję kochać Tyriona, Aryę i Dany. Bo wierzę, że Jona drugi raz mi nie odbiorą. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  3. Dla mnie z tej listy najsmutniejsza była śmierci Grey Winda o Summera, potem Shireen.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem dopiero na 4 sezonie, więc jeszcze nie wszystkie śmierci widziałam, ale jest tak jak piszesz - śmierć Neda to był wstrząs i żadna późniejsza śmierć mnie tak nie zaszokowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: A "najszczęśliwszy" zgon? Zdecydowanie Joffrey!

      Usuń
    2. O szczęśliwych zgonach notka jutro. :) Nawet dłuższa od tej powyżej. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  5. HODOR!!!!! To była najsmutniejsza śmierć. Chciałam poznać losy Rickona, ale najwyraźniej jego żywot nie był dość istotny dla plotu :) Shireen Baratheon jej śmierć, razem z Czerownym weselem i ostatnim odcinkiem było jednym wielkim WTF! Nie wspominając o karmie dla psów... cieszę się jednak ze śmierci Joffreya i Ramseya. AAA i oczywiście KINGS LANDING aka królewski skok z okna, szkoda mi było Tommena...i córki Cercei, w sumie oni nie zasłużyli sobie na taki los ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie. Gdzie dotarł wraz Oshą? Jak to się stało, że Shaggyboy zginął? Szkoda Rickona. :(
      Też szkoda mi było Tommena i Myrcelli, aczkolwiek po części cieszę się, że zginęli. Naprawdę nie cierpię Cersei, dlatego fakt, że ona cierpiała po ich śmierci? Usatysfakcjonował mnie. To okrutne wiem, tym bardziej, że tę dwójkę naprawdę lubiłam, ale... :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  6. Najbardziej mnie ruszył Hodor. Oprócz tego Ygritte (ja ją bardzi lubiłam) i Oberyn. A wilkory ponoć mordowali z racji ograniczonych kosztów.
    Jona oczywiście śmierć też mnie niesamowicie ruszyła, ale wiadomo jak to się wszystko skończyło. Jon jest świetną postacią, nie mogli go pozostawić martwego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam o wilkorach, ale i tak jestem zła, bo w końcu one od początku miały odgrywać większą rolę. A tak? Została Nymeria (GDZIEŚ) i Duch, a jeśli zabiją Ducha, to chyba mnie szlag trafi.
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. Dla mnie zdecydowanie na pierwszym miejscu jest śmierć Hodora, ona jakoś mną wstrząsnęła najbardziej. I jeszcze śmierci wilkorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w stanie to zrozumieć. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry