środa, 10 czerwca 2015

Cinder - Marissa Meyer


Saga księżycowa, tom 1
Literacki Egmont, 2012
440 str.

Któż nie lubi baśni?

źr.
Zamknijcie oczy i pozwólcie umysłowi podążyć za moimi słowami. Wyobraźcie sobie futurystyczny świat, zautomatyzowany, zmechanizowany - sukces rozwoju technologii. Ludzie, którzy trafiają do szpitali, po spotkaniu z chirurgami, są w stanie kontynuować żywota, nawet jeśli sytuacja powypadkowa nie wyglądała zbyt dobrze. Wyobraźcie sobie, jak tkanki, żyły, krew i mięśnie, zastępują kable, oprogramowanie i metal. Widzicie to? Widzicie mieszanie się ludzi z cyborgami? A więc macie wizję świata, w jakim Marissa Meyer obsadziła akcję swojej powieści. Tyle że w przyszłościowym Nowym Pekinie nie wszystko jest idealnie, od zarazy, na którą nie ma lekarstwa i na którą umiera cała masa ludzi począwszy, na dyskryminacji cyborgów i spychania ich do drugiej kategorii skończywszy. Przecież blaszaki nie mają prawa mieć uczuć, prawda? To tylko kupa złomu? Nie, moi drodzy. Nie tylko. A Cinder jest tego najlepszym przykładem.

źr.
Główna bohaterka jest cyborgiem od jedenastego roku życia, w dodatku nie pamiętającym niczego co było przed tym, zanim zabrali się za nią chirurdzy. Zepchnięta na margines społeczny dziewczyna, żyje tylko dlatego, że niegdyś zlitował się nad nią jakiś człowiek, przygarniając ją do siebie. Szkoda tylko, że wkrótce po tym zmarł, a jego żona postanowiła zrobić z cyborga swoją tanią siłę roboczą. Teraz, jako najlepszy mechanik w Nowym Pekinie, Cinder żyje ze świadomością, że wszyscy, z którymi kiedykolwiek się zetknie, będą w niej widzieć jedynie coś obrzydliwego, osobliwą rzecz, zmechanizowaną i pozbawioną uczuć. Wkrótce jednak, dziewczyna napotyka na swojej drodze księcia, a to spotkanie i wszystko co dzieje się po nim, sprawia że jej życie, nagle wywraca się do góry nogami. Czy jednak następstwa okażą się pozytywne?

źr.
Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałam czego spodziewać się po debiucie amerykańskiej autorki. A jednak mimo że spotkanie, teraz - gdy już go doświadczyłam, nie wydaje mi się zasługiwać na miano "rewelacyjnego", okazało się wystarczająco interesujące, bym miała ochotę na dalsza przygodę z piórem Marissy Meyer. To, co najbardziej ujęło mnie w pierwszym tomie Sagi Księżycowej, nie licząc autorskiej interpretacji i bazowania na baśni o Kopciuszku, o którym wspomnę później, to połączenie wielu gatunków, w jednej pozycji. Na pierwszy rzut oka wysłania się science-fiction. Mamy przyszłość, zautomatyzowanych cywili, Nowy Pekin obawiający się natarcia ze strony wojowników z księżyca. Ale jeśli mam być szczera, z czasem, zdałam sobie sprawę, że sci-fi to tylko otoczka, w którą opakowana jest historia, skrywająca wiele sekretów i niespodzianek.

źr.
W powieści można znaleźć typowe oznaki, świadczące że w całość zamieszana jest także dystopia. Wiele elementów kojarzyło mi się też z futurystyczną odmianą steampunku. Takie pomieszanie gatunkowe, dało ciekawą mieszankę, w postaci historii Cinder. Autorka, całość postanowiła oprzeć na bazie baśni o Kopciuszku. Jestem przekonana, że historię sieroty, która stała się księżniczką znacie, więc nie będziecie mieć problemu z odkryciem subtelnych nawiązań do bajki, w treści powieści. Zresztą, cały charakter "Cinder" wydawał mi się okryty baśniowym klimatem. Bo baśnie są spokojne i takie też było tempo akcji w książce Meyer. Próżno tam szukać nagłych zwrotów akcji, czy błyskotliwych tajemnic i rozwiązań. Całość nie obfituje w dynamikę, ale płynność i lekkość pióra autorki sprawiają, że powieść czyta się z wielką przyjemnością, nie chcąc jej odkładać. Sekrety, mimo że przewidywalne, są zgrabnie wplecione w treść, tak - że odpowiedzi na niezadane pytania, kwitną na każdej kolejnej stronie, objawiając się nam w postaci kolejnych, interesujących elementów, przykuwających wzrok.

źr.
Postacie są wyraziste i właściwie nie trudno ich sobie wyobrazić, zwłaszcza że narracja jest trzecioosobowa, w związku z czym nie śledzimy poczynań jedynie Cinder, ale także księcia, muszącego sobie radzić w roli następcy tronu, czy chociażby doktora poszukującego lekarstwa na zarazę, pustoszącą kraj. Sama główna bohaterka jest uroczą mieszanką pewnego rodzaju uległości, z którą walczy, buntu, ciętego języka i zagubienia. W głębi siebie jest nieprawdopodobnie silna i z uporem walczy o to, na czym jej zależy. Nie umiem wyjść z podziwu, z jaką lekkością, Marissa Myer, wplotła jeszcze w swoją opowieść nutkę romantyzmu, która jednak nie dominuje, ale stanowi ciekawe ubarwienie tła.

źr.
"Cinder" jest zdecydowanie jednym z lepszych debiutów, z jakimi kiedykolwiek miałam do czynienia. Autorka miała świetny pomysł na opowieść i mimo że nie uznałabym spotkania z jej książką za jakieś czytelnicze objawienie, to miły, baśniowy klimat, połączenie gatunków i ciekawe zakończenie sprawiły, że będę wyczekiwać spotkania z kolejnym tomem Sagi Księżycowej, z niecierpliwością. Jestem ciekawa dokąd zaprowadzą bohaterów podejęte przez nich decyzje i czy Marissie uda się utrzymać moją uwagę i nutkę sympatii, jaką ją obdarzyłam, przez kolejną historię. Książkę generalnie polecam, zwłaszcza fanom gatunków, o których pisałam wcześniej. Uważajcie, bo uniwersum Cinder wciąga i oplata zmysły czytelnika baśniowym klimatem do tego stopnia, że nawet po odłożeniu książki na półkę, ma się wrażenie, jakby nasz duch wcale nie opuścił pełnego tradycji, obyczajów i kultury Nowego Pekina.

7/10
Pozdrawiam,
Sherry


Cinder | Scarlett | Cress | Winter