niedziela, 21 czerwca 2015

Co, jeśli... - Rebecca Donovan

źr.
What If
Feeria Young, 2015
395 str.

źr.
Nyelle Preston ma oczy Nicole Bentley, ma śmiech Nicole Bentley, ale nie ma pojęcia kim Nicole Bentley jest. Tego właśnie, Cal, który przed laty stracił swoją przyjaciółkę, nie potrafi zrozumieć. Po tylu miesiącach, w końcu ją odnalazł, ale koniec końców okazuje się, że Nyelle nie poznaje go. Nie reaguje na przywoływane imiona ludzi, których powinna znać. Czyżby Cal się pomylił? Kim jest Nyelle Preston, mająca wygląd Nicole, ale posiadająca zupełnie inną osobowość? Czy Cal powinien brnąć w swym śledztwie na temat nowo poznanej dziewczyny, dalej, czy powinien odpuścić, zanim przeszłość ponownie zaatakuje, zanim wspomnienia zmieszają się z rzeczywistością, nie przynosząc odpowiedzi na długo skrywane sekrety?

Rebecca Donovan, zdobyła sympatię wielu czytelników, swoją trylogią "Oddechy", której niestety ja, nadal nie miałam okazji poznać. Nie wiedziałam więc na co się nastawiać i podeszłam do lektury "Co, jeśli...", bez jakichkolwiek wymagań, z czystą głową i nadziejami, że autorce uda się mnie oczarować. Czy koniec końców jestem zadowolona ze spotkania z amerykańską autorką?

"Nawet jeśli się udaje, że nic się nie stało, wciąż jest to tak samo realne."

źr.
Historia Cala i Nyelle, przepełniona jest melancholią i smutkiem, mimo że nowo poznana koleżanka głównego bohatera, to chyba najbardziej energiczna, pozytywna osoba, o jakiej kiedykolwiek czytałam. Autorce udało się, wpleść w każdy rozdział sens i drugie dno, podsycając ciekawość czytelnika i zmuszając Cala do podejmowania kolejnych działań, przybliżających go do szalonej, impulsywnej Nyelle. Kolejne zdania, kolejne dialogi, urywki wspomnień, podsycały przyciąganie pomiędzy postaciami, ciasno splatając ze sobą ich losy, w jak najbardziej realny sposób, co spowodowało, że czytelnik z satysfakcją i uśmiechem obserwował kolejne wydarzenia, wciąż jednak obawiając się, że największe lęki Cala się spełnią i w którymś momencie, przeoczymy zniknięcie dziewczyny. 

Książka praktycznie od początku pochłania czytelnika, zmuszając go do śledzenia kolejnych wydarzeń i uniemożliwiając odłożenie lektury, przed jej skończeniem. Autorka stworzyła interesującą opowieść, wypełnioną tajemnicami, posiadającą także drugie dno, które skłania czytelnika do przemyśleń, a jednocześnie nie moralizuje i nie wydaje się fałszywe. I mimo że historia Cala i Nyelle podobała mi się, zwłaszcza że do samego końca skazywała czytelnika na domysły, to nie mogę powiedzieć, by wydawała mi się autentycznie rewelacyjna.

"Wyrzuty sumienia to przebiegłe bestie. Ranią głęboko, a kiedy rana już się zabliźnia, posypują ją solą."

Są pisarze, którzy piszą bardzo dobrze, którzy sprawiają, że ich dzieła mają znaczenie i nie zanikają gdzieś pomiędzy innymi tytułami z gatunku. Są też tacy, którzy piszą lepiej niż bardzo dobrze, z tego powodu, że potrafią wbić się do świadomości czytelnika, potrafią manipulować jego uczuciami, zdają się wypełniać serca widzów, nowymi wrażeniami i uczuciami. Rebecca Donovan, w moim przypadku, zalicza się do pierwszego przykładu. Wydaje mi się, że po tym z jakimi autorkami miałam do czynienia, jeśli chodzi o New Adult, naprawdę ciężko jest zrobić na mnie wrażenie i o ile naprawdę, nie mam o co oskarżyć autorki "Co, jeśli...", o tyle nie sprawiła ona, że mogłabym uwielbiać jej twór. 

źr.
Bo wszystko w "Co, jeśli..." było wykonane na bardzo dobrym poziomie. Tyle, że... na tym się skończyło i autorka nie przekroczyła magicznej granicy "rewelacyjności". Postaciom nie brakowało życia czy naturalności, w związku z czym, wydawali się naprawdę realni  i namacalni, ale - nie potrafiłam się z nimi zżyć, a ich poczynania obserwowałam z pewnej odległości. Narracja prowadzona zarówno z perspektywy Cala, jak i retrospekcje pozwalające nam spojrzeć na historię okiem innych bohaterów, ubarwiły i uzupełniły powieść w znakomity sposób, nadając jej szczególnego znaczenia, ale - jakkolwiek rzeczywiste i interesujące by nie były, nie przybliżyły mnie do opowieści. Romantyczny wątek, skomponowany w historię, wypadł uroczo, zabawnie, ale i nieco dramatycznie, czyli dokładnie tak jak powinien, ale... w związku z tym, że do samych postaci się nie przywiązałam, nie mogłam odczuwać zauroczenia i chemii pomiędzy nimi, w taki sposób w jaki bym chciała. Tajemnice głównej bohaterki skłoniły czytelnika do domysłów, nad tym, czego miałaby one dotyczyć i jaki mogłyby mieć przebieg i choć całość, koniec końców była sensowna, jak i cała powieść, to niestety moje podejrzenia się spełniły i uznałam, że cały ten wątek mógł być mniej przewidywalny. Autorka zawarła też całą masę emocji i uczuć w swoim dziele, serwując nam głęboką historię młodzieńczej miłości, ale i mierzenia się z przeszłością oraz stawiania czoła lękom, co sprawiło, że uśmiechałam się, a nawet wzruszyłam przy lekturze, tylko że... niedostatecznie mocno. Cokolwiek Rebecca Donovan by nie zrobiła, mnie wydawało się, że robiła za mało. I w tym tkwił problem. 

"Co, jeśli" to powieść o nadziei, o poszukiwaniu siebie, o mierzeniu się z przeszłością i chwytaniu chwili, oraz docenianiu jej. To historia, która udowadnia, że można kochać wystarczająco, by rezygnować z siebie, tęsknić wystarczająco, by wykorzystywać okazje. Rebecca Donovan, stworzyła coś wyjątkowego, historię przepełnioną uczuciami i tego właśnie jej nie zapomnę. Tego się uchwycę i to właśnie sprawi, że sięgnę po inne jej książki. Bo jest coś magnetycznego i uroczego w stylu, w jaki autorka wprawia w ruch miłość i emocje, jakby oliwiła koła zębate wielkiej maszyny, która pomimo skaz, przyciąga uwagę.

7/10
Pozdrawiam,
Sherry


Za możliwość przeczytania książki, serdecznie dziękuję wydawnictwu.