piątek, 7 listopada 2014

Jedno małe kłamstwo - K.A. Tucker


One Tiny Lie
Dziesięć płytkich oddechów, tom 2
Wydawnictwo Filia, 17.09.2014
Liczba stron: 431

RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW Z TOMU I

Popełniaj błędy...

Livie, czyli młodszą siostrę Kacey - bohaterki "Dziesięciu płytkich oddechów" poznaliśmy gdy miała piętnaście lat i w przeciwieństwie do Kacey, była poukładana i grzeczna. W "Jednym małym kłamstwie", Livie ma już osiemnaście lat i właśnie zaczyna studia na uczelni, o której marzyła. W czasie jednej z pierwszych w życiu "poważnych" imprez przed rokiem akademickim, dobrze znajoma nam Kacey, upija swoją młodszą siostrzyczkę. Dzień później, oprócz wielkiego kaca, okazuje się, że Olivię zaczynają nawiedzać inne kłopoty. A jeden z nich ma nawet imię! 

źr.
Ashton Henley jest autentycznym przeciwieństwem tego, co poukładana Olivia z idealnym planem na życie, szuka w chłopakach. Arogancki, bezczelny, pewny siebie, niegrzeczny, złośliwy i superseksowny kapitan osady wioślarskiej jest typowym podrywaczem, który w życiu kieruje się przede wszystkim tym co ma w spodniach. Zaliczając jedną dziewczynę za drugą, nie baczy na otaczającą go rzeczywistość, korzystając z uciech życia studenta na całego. Tak się składa, że jest też przyjacielem swojego przeciwieństwa - Connora, czyli ideału o jakim niemal każda dziewczyna mogłaby śnić po nocach. Przystojny, czarujący, atrakcyjny, miły, troskliwy, wydaje się perfekcyjnym dopełnieniem doskonałej Livie. Ale czy rzeczywiście dziewczyna pragnie porządku? Czy czasem w życiu nie potrzebujemy chaosu, nawet chwilowego?

"- Przestań przekraczać granicę.
- Już ją przekroczyliśmy."

źr.
Bohaterowie to mocny punkt książek pani Tucker. Tak samo jak w pierwszym tomie, mamy tu postacie, które doświadczyły sporo bólu i mierzą się ze swoimi małymi koszmarami. Ale fakt, że mimo wszystko pozostają naprawdę realni i namacalni sprawia, że mam ochotę oddać hołd autorce. Livie mnie po prostu oczarowała. Bo mimo, że różniłyśmy się od siebie, wieloma cechami, to jednak odkryłam między nami pokrewieństwo, które sprawiło, że nie tylko idealnie wczułam się w sytuację dziewczyny, ale też rozumiałam każdą jej myśl i każdy jej czyn. Co więcej - pochwalałam jej wybory i jestem przekonana, że niemal we wszystkich sytuacjach przedstawionych w powieści, postąpiłabym dokładnie tak jak Olivia.

To psychiczne pokrewieństwo pomiędzy mną, a główną bohaterką "Jednego małego kłamstwa", oczywiście wpłynęło na mój odbiór lektury. I o ile przy "Dziesięciu płytkich oddechów" nie potrafiłam naprawdę zżyć się z Kacey, o tyle życie Livie, przez te kilka godzin trwania lektury, stało się także moim życiem. Czułam się tak, jakbym oddychała tym samym powietrzem co ona. Jakbym przemierzała jej ścieżkami i popełniała jej błędy. Uwielbiam gdy autorzy tak kreują postacie, aby odzwierciedlały też one cechy czytelnika. Ta bliskość pomiędzy mną, a Livie, plus pierwszoosobowa narracja sprawiły, że oczywiście zakochałam się w powieści.

"- W jaki sposób dowiedziałaś się, jak należy żyć? [...]
- Metodą prób i błędów, Livie. To jedyny sposób jaki znam."

źr.
Jeśli zaś chodzi o Ashtona Henleya... Pragnę oto uroczyście ogłosić, że to mój ideał faceta. Dokładne odzwierciedlenie moich pragnień. Udoskonalenie ze snów. Kocham tego mężczyznę i jestem gotowa przebić włócznią każdego, kto się będzie ze mną kłócić o pierwszeństwo do tego pana. Bo Ashton ma wszystko to co powinien mieć idealny, literacki chłopak. Doskonale nakreśloną przeszłość, humor tak wspaniały, że naprawdę trudno mi zliczyć momenty, przy których dzięki niemu śmiałam się przy książce na głos. Cechy Ashtona i jasność przekazu jego postępowania, a także czyste emocje płynące ze scen, w których on występuje - to wszystko składa się ja jedną, klarownie rysującą się całość, a mianowicie - mojego kolejnego, książkowego męża.

"Jedno małe kłamstwo" zawładnęło moim życiem i wywróciło je do góry nogami. W tym momencie muszę napisać, że o ile naprawdę "Dziesięć płytkich oddechów" roztrzaskało moją psychikę, o tyle kontynuacja wydawała mi się po prostu dużo lepsza. Nie ma porównania pomiędzy tymi tomami. Jeśli w pierwszej części byłam w stanie dostrzec mankamenty i nie potrafiłam do końca wczuć w sytuację Kacey czy Trenta, o tyle historia Livie i Ashtona po prostu mnie przejęła i poruszyła do głębi.

"- Co oznacza "dziewczyna na zawsze"? [...]
- Wolność."

Płakałam i śmiałam się przy tej książce jednocześnie. Moja miłość zarówno do męskiego bohatera, jak i do całości rosła z każdą stroną, by na końcu skumulować się w jedną prostą całość, którą mogłabym określić słowem - intensywna, czy też: pełna pasji. Pożądanie przeplatane z zauroczeniem i wątpliwościami było mieszanką idealną, wyważoną w sposób doskonały, nieprzesłodzony. Po skończeniu tej książki wiem, że K.A. Tucker darzę uwielbieniem, nad jej kunsztem pisarskim i uczuciami oraz emocjami, które potrafi przelewać na papier.

Tak więc "Jedno małe kłamstwo" oczywiście polecam. Niech dotrze do was prawda o tym, że trzeba popełniać błędy, bo to one są prawdziwym źródłem mądrości. Dajcie się uwieść historii, która zawładnęła moim sercem i umysłem i nie pozwoliła oderwać się od lektury ani na moment. Dajcie się uwieść uczuciu, które przybiera różne postacie, a zabarwione jest smutkiem, troską i uniesieniami sercowymi. Dajcie się uwieść Ashtonowi i oddajcie mu serce tylko po to, by na koniec mógł je oddać wam w strzępach. I nie zapomnijcie.

Sherry kocha Asha.

10/10
Pozdrawiam!
Sherry

Inne książki K.A. Tucker zrecenzowane na Feniksie:
Przez niego zginę