niedziela, 18 września 2016

Serial: Suits - sezon 5

źr.
Sezony: 7 (zamówiony)
Rok produkcji: 2011 - ...
Gatunek: Dramat, prawniczy

Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzednich sezonów!

Judgement Day

Cztery sezony Suits. Śmiania się. Płakania. Wkurzania. Obserwowania ulubieńców na ekranie. Wyklinania ich od najgorszych. Wzdychania do nich. Bycia oczarowanym przez ich błyskotliwość i przebiegłość. I nadchodzi sezon piąty. Sezon piąty, który rozwala widza, powala na łopatki, a finałem przeszywa serce jak gwóźdź. Pozwólcie, że przedstawię wam mój ULUBIONY (dotychczas) sezon. Sezon piąty.

źr.

Czemu 5 sezon Suits jest najlepszą rzeczą jaką widział świat?

  • Dopóki nie rozpoczął się piąty sezon, byłam przekonana, że żadna seria Suits nie dorówna sezonowi pierwszemu. Wiecie. Znakomite początki. Mnóstwo śmiechu, poznawanie poszczególnych postaci, obserwowanie do czego są zdolni i jak niszczą swoich przeciwników. Coś niesamowitego.
  • Później nastąpił sezon drugi, sezon trzeci, sezon czwarty. I nadal kochałam ten serial, z całego serca, ale czasami - zwłaszcza w drugim i trzecim sezonie, zdarzały się takie momenty, w których byłam trochę znudzona, w których czułam monotonność. I owszem, sezon czwarty znów przywrócił mi pełne uwielbienie do serialu. Ale wciąż nie był to seria, który pokonałby w moim rankingu serię pierwszą.
  • A później nastąpiła seria piąta. I moje życie, wraz z nią, nabrało sensu - jakkolwiek by to nie brzmiało. A najlepsze jest to, że sezon piąty nie jest taki jak pierwszy. Właściwie to jest zaprzeczeniem początków, czymś całkiem odwrotnym. Tak jakbyście patrzyli na krzywe odbicie lustrzane. I może właśnie dlatego, to właśnie on - sezon piąty - wgniótł mnie w fotel, sprawił, że ja - wierna fanka Suits, już wtedy kochają serial, zaczęłam kochać go jeszcze mocniej - a serio. Nie sądziłam, że to możliwe.
  • Pewnie później o tym zapomnę, więc już na początku wspomnę, że jedną z rzeczy, które od początku uwielbiałam w Suits był soundtrack. Ale w piątym sezonie, soundtrack przerósł najśmielsze oczekiwania. Muzyka sprawiła, że czułam się tak, jakby ziemia się pode mną zapadała, także... gratulacje, twórcy!

źr.
źr.

  • Po raz kolejny, sezon jest tematycznie podzielony na dwie części. Które owszem - ściśle się ze sobą wiążą i następują tak płynnie po sobie, że człowiek może być jedynie zachwycony zdolnościami twórców. Czemu jednak napomknęłam o tym podziale - bo ów podział sprawia, że tak jakby - pierwsza część sezonu bardziej skupia się na Harvey'u, a druga bardziej na Mike'u. A wierzcie mi, takie wyjście? Jest I-DE-A-LNE.
  • Dzięki części pierwszej sezonu, możemy zobaczyć Harveya jakim wcześniej NIGDY go nie widzieliśmy. Dużo bardziej podatnego na ból, zmagającego się z naprawdę wielkim szajsem, ze swojego życia. Jako że PEWNE wydarzenie z finału czwartego uderzy w jego najczulsze struny, możecie być pewni, że tym razem, niezawodny Harvey nie wyjdzie z tego bez szwanku.
  • Pierwsza część sezonu pokaże też Donnę i Louisa w nowych warunkach, na tle, czegoś innego niż dotychczas, co z jednej strony będzie bardzo świeże i ciekawe do obserwowania, a z drugiej, osoby sympatyzujące wyżej wspomniane osoby, będą musiały uzbroić się w cierpliwość. 
  • Firma Jessiki i ekipy, po raz kolejny znajdzie się... na swego rodzaju zakręcie. Pierwsza połowa piątego sezonu to będzie uświadamianie nam jak kruche są podwaliny kancelarii, natomiast druga połowa to swoiste trzęsienie ziemi. Jak dotąd nasza ulubiona kancelaria Nowego Jorku, radziła sobie z wszystkimi wojnami, odpierając ataki, broniąc się i atakując przeciwników. Ale hej, nie zawsze mamy czas by założyć zbroję przed walką. A bez niej... Cóż. Szykuje się sporo kłótni, nieporozumień i walki.
  • Do szeregów przeciwnego obozu powraca bowiem ktoś kogo wszyscy dobrze znamy i kogo wszyscy bardzo, ale to bardzo nienawidzimy... A pewni ludzie po prostu nie odpuszczają. Chcecie wiedzieć jak tym razem to się skończy? Pierwsza część piątego sezonu da wam odpowiedź.

źr.
źr.

  • A teraz porozmawiajmy trochę o drugiej połowie piątego sezonu. Totalnie rozbrajającej. Która była dla mnie tak bolesna, tak okrutna, tak słodko-gorzka, że uśmiechałam się przez łzy, klęłam na tych, których zdążyłam pokochać, a jeszcze mocniej klęłam na wszystkich, którzy ośmielili się zaszkodzić moim promyczkom szczęścia.
  • Końcówka sezonu piątego, to jazda bez trzymanki. Która jest okropna. Wciągająca. Pochłaniająca. Ale tak bolesna do oglądania, tak trudna do zniesienia i przygnębiająca... realizmem, że rozwala serce na małe kawałeczki.
  • A wszystko zaczyna się wraz z odcinkiem 10. Który sam w sobie jest NIESAMOWITY. To ponowna wycieczka w przeszłość bohaterów. Niemal w każdym sezonie jest przynajmniej jeden epizod z flashbackami poszczególnych postaci, a tym razem flashbacki będą szczególnie przygnębiające i smutne. Słowo honoru - że przynajmniej pół 10 odcinka przepłakałam. 
  • A teraz wyobraźcie sobie, że po przepłakaniu połowy odcinka, ledwo trzymacie się na nogach i nadchodzi sama końcówka, która uderza w was z siłą Hulka. Cóż, macie szczęście, że teraz możecie oglądać sezon piąty bez czekania na kolejny epizod, bo dla wszystkich fanów Suits, wyczekiwanie na 11 epizod 5 sezonu, było jak największa tortura. 
  • Późniejsze odcinki nie były łatwiejsze. Bo spełniły się najgorsze obawy wszystkich bohaterów. Coś co krążyło nad ich głowami od pewnego czasu - koszmar stał się rzeczywistością. I nikt nie był na to przygotowany. A także na fakt, jak bardzo to może wyniszczyć nie tylko firmę, ale i samych bohaterów. 
  • Postacie będą zmuszeni podjąć ważne decyzje. O lojalności, wierności. Czy warto...? Czy ratować siebie kosztem innych...? Kto powinien zapłacić za błędy jakie popełnili...?

źr.
źr.


Powiem tak: w tym sezonie powraca mnóstwo znajomych twarzy. Nawet takich, o których byście nie pomyśleli, że je znów zobaczycie. Piąty sezon jest jak najgorszy narkotyk. Nie da się od niego uzależnić, nie da się nie odlecieć, po zobaczeniu tego co się dzieje.

Wciąga ze skutecznością tornada. Pochłania. Absolutnie czaruje. Działa na wszystkie emocje widza. Sprawia, że się śmiejemy, chichoczemy, uśmiechami, tylko po to, by później zniszczyć, rozwalić na kawałeczki i na koniec wbić nam nóż prosto w serce. Nie sądziłam, że można stworzyć coś tak dobrego, ale piąty sezon Suits udowodnił, że owszem - można. 

Choćby dla niego - koniecznie trzeba ten serial poznać. Tylko mówię.
Poza tym, piąty sezon to koniec pewnej ery Suits, którą znaliśmy.

Pozdrawiam,
Sherry


sezon 1 | sezon 2 | sezon 3 | sezon 4 | sezon 5 | sezon 6


VIDEO ZE SPOILERAMI!


źr.

6 komentarzy:

  1. Ah no i kolejny serial do kolekcji, który na pewno obejrzę.
    Pozdrawiam,
    bibliotekatajemnic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo, bardzobardzo zachęcam!
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. O serialu nie słyszałam, ale chętnie nadrobię zaległości

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja poprzestałam na drugim sezonie... i tak na razie zostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, szkoda. Bo w czwartym, piątym i szóstym spoooro się dzieje i akcja przyśpiesza. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry