Colours of love. Entfesselt
Barwy miłości, tom 1
Wydawnictwo Akurat, 2015
352 str.
Krok w stronę zimna
Grace jest młodą, ambitną dziewczyną z Chicago, która wywalczyła sobie praktyki w wielkiej - odnoszącej sukcesy, firmie w Londynie. Podekscytowana, czekającą ją wielką brytyjską przygodą na Europejskich ziemiach, bierze sobie na cel zrobienie jak największego wrażenia i udowodnienia swojej wartości. Na miejscu jednak, okazuje się, że plany szybko mogą się zmienić. Bo spotkanie ze zniewalająco przystojnym szefem firmy - Jonathanem Huntingtonem to siatka upokorzeń i zauroczenie mężczyzną, od pierwszego wejrzenia. Wkrótce się okazuje, że coś się zmienia. Jak dotąd nieosiągalny Jonathan, okazuje zadziwiająco dużą namiastkę zainteresowania nową praktykantką, wciągając ją jednocześnie do oka cyklonu pragnienia, przed którym Grace nie będzie miała ucieczki. Czy jednak bezuczuciowa relacja jej wystarczy, na dłuższą metę? Jak daleko się posunie, by zwrócić na siebie uwagę obiektu westchnień? Co ją to będzie kosztować?
"Nie jestem księciem z bajki, Grace. Nie będzie ze mną „i żyli długo i szczęśliwie”. Jeśli liczysz na coś takiego, to mocno się sparzysz."
Jestem antyfanką reklamowania powieści, miarą Greya, jakkolwiek erotyczne powieści faktycznie nie zawierały utartych schematów wykorzystanych przez panią James. Aczkolwiek w przypadku książki Kathryn Taylor, ta promocja była idealnie dopasowana, bo przy zaznajamianiu się z pierwszym tomem serii o Barwach miłości, rzuca nam się podobieństwo pomiędzy zarówno kreacją bohaterów, przez panią Taylor i James, jak i rozporządzaniem fabularnymi wydarzeniami i minimalną akcją. Nie da się ukryć, że pani Kathryn czerpała garściami z trylogii o Greyu i nie do końca jestem pewna, czy jej się to opłaciło.
Mam nadzieję, że nie ulegliście mylnemu wrażeniu i nie stwierdziliście, że skoro Grace jako jedyna ze swojego uniwersytetu dostała się na praktyki w Anglii, rzeczywiście jest inteligentna. Bo może i ma jakiś zasób wiedzy odnośnie tego o czym się uczy i z czym się zmierzy w firmie Huntingtona, ale do określania bohaterki mianem
"błyskotliwej" czy chociażby
"bystrej" sporo jej brakuje. Przez większą część czasu czytania powieści, zastanawiałam się, czy ta dziewczyna nie cierpi na jakieś zaburzenie umysłowe, bo jej zachowanie świadczyło o poziomie inteligencji równemu napalonej gimnazjalistce, bez obrazy. Widać więc tu podobieństwo do trylogii James - zarówno Anastasii Steele, jak i Grace Lawson, nie da się lubić. Obydwie są niedoświadczone życiowo - tak jakby dotychczas przeżyte dwadzieścia lat, spędziły bezpiecznie zamknięte w zamku, jak księżniczki - obydwie irytują swoim zachowaniem, naiwnością, powierzchownością i rozczarowują czymś co można nazwać
"tokiem rozumowania", ale jak wspomniałam - mam wątpliwości czy umieszczanie w jednym zdaniu słowa
"rozum" z
"Grace Lawson" to dobre wyjście.
"Zbyt doświadczony, zbyt bogaty, zbyt brytyjski, zbyt... generalnie, jest dla mnie zbyt wszystko."
Czasami książki, które mają żenująco beznadziejnie wykreowane główne bohaterki, ratują się kreacją głównej postaci męskiej. Niestety, w przypadku Kathryn Taylor i na tym gruncie czeka nas zawód. Od pierwszego spotkania Grace z Jonathanem, jesteśmy atakowani myślami panny Lawson, jaki to jej szef nie jest doskonały, jaki nie jest intrygujący, jaki jest pomiędzy nimi magnetyzm, jak bardzo na siebie działają. Szkoda tylko, że tego zupełnie nie czuć. Liczycie na jakieś iskrzenie pomiędzy bohaterami? Na jakieś nieśmiało pojawiające się uczucia? Zawiedziecie się. Właściwie to nawet teraz, po skończeniu powieści, nie jestem pewna, czemu Jonathan zwrócił uwagę na praktykantkę. Pojawia się ten absurd książkowy z erotyków, gdzie niby główna bohatereczka jest niezwyczajna, jest przeciętna, ale oczywiście najprzystojniejszy facet w budynku, pożąda ją ze zwierzęcą pasją. Sam Jonathan, aż do ostatniej strony, był mi po prostu obojętny. O ile Grace nie lubiłam, o tyle o Jonathanie nie miałam nic do powiedzenia. Bo autorka stworzyła pomiędzy nim a czytelnikiem taki mur - dystans. I może powinien on wzbudzać naszą fascynację, może ta tajemniczość miała nas przyciągać - niestety dała odwrotny efekt, a przynajmniej w moim przypadku.
"Barwy miłości, myślę ze smutkiem. Jeśli rzeczywiście istnieją, to Jonathan jest kruczoczarny. Zbyt ciemny dla mnie."
W książce, teoretycznie pojawiło się kilka wątków, z których przynajmniej jeden powinien zaciekawić. Przygoda Grace w Anglii, obserwowanie sukcesywnego Jonathana w akcji, pożądanie pojawiające się pomiędzy nim a nową praktykantką, tajemniczość Huntingtana, podejrzany, elitarny klub. Niestety - byłam obojętna na każdy z tych motywów. A jeśli już coś czułam to rozczarowanie. Bo wszystko zmierzało do miejsca, które było najprostsze - najbardziej przewidywalne. Nawet wątek z klubem, który zapowiadał się nieźle - koniec końców zawiódł i miałam wrażenie, że został tam wstawiony tylko dla zapełnienia kilku stron. Właściwie, jeśli mam oceniać tę powieść subiektywnie, dobrą stroną czytania jej, było tempo, w którym przez nią przebrnęłam. Poczynania bohaterów śledziłam z ironicznym uśmieszkiem, po to by przy niektórych scenach chichotać z głupoty Grace. No i absolutna
"perła" - zakończenie! Które znów mi przywiodło na myśl trylogię Greya. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale obydwie bohaterki - panna Lawson i panna Steele, wychodziły koniec końców na idiotki, tylko dlatego, że docierało do nich coś co inni wbijali im do głów od początku. Poza tym, jeśli miałabym dać jeszcze jeden minus pani Taylor, zdecydowanie byłby on spowodowany głupimi stereotypami, jakie włożyła Grace do głowy, na temat Anglii i Brytyjczyków.
"Powinnaś bardzo uważać, czego sobie życzysz Grace. Bo twoje życzenie może się spełnić. A wtedy może być zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz."
Jeśli jesteście zdecydowani, by mimo wszystko dać szansę pani Taylor, to na co się musicie przygotować, to greyowska powtórka z rozrywki. Z natężonymi scenami erotycznymi, z główną bohaterką, zachowującą się jak kretynka, z obiektem westchnień, który wyda się wam zimny, nudny i nieciekawy jak głaz, z tak uroczymi, że aż naiwnymi mrzonkami narratorki, z zerowym przesłaniem całości. Ja osobiście, mimo wszystko, po tom drugi serii, mam zamiar sięgnąć. Może po części dlatego, że jestem masochistką - ale przede wszystkim dlatego, że jestem bardzo ciekawa, w jakie miejsce zaprowadzą naszą głupiutką Grace jej myśli i starania, plus w jaki sposób pani Taylor nagle sprawi, że relacja pomiędzy bohaterką, a Jonathanem, będzie się wydawać mniej naciągana.
4/10
Pozdrawiam,
Sherry
Za egzemplarz książki pani Kathryn Taylor, serdecznie dziękuję Pani Pauli z
Buisness & Culture.