![]() |
źr. |
Did I Mention I Love You?
DIMILY, tom 1
Wydawnictwo Feeria Young, 2015
408 str.
Kwintesencja bycia nastolatkiem
Cała książka jest dość płytka, jeśli mam być całkowicie szczera. A także mocno przeciętna i niedopracowana. Rozumiem, że część odpowiedzialności za taki stan rzeczy można zrzucić na młody wiek autorki, kiedy zaczynała pracę nad serią, co pozwala mi wierzyć, że w kolejnych tomach, uda nam się wychwycić jakiś progress w jej stylu i toczenia historii. Po pierwsze - jestem zaskoczona, że wydawcy nie zwrócili Estelle uwagi, kiedy zdecydowali się wydać jej utwór, iż dialogi są absolutnie bezsensowne, a na dodatek wzbogaconymi wulgaryzmami i w tym wypadku, naprawdę nie wyglądało to naturalnie - wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie, jakby autorka siliła się, by nadać im ostrzejszy charakter, mimo że cała opowieść topiła się w lukrze. Podczas lektury byłam zdezorientowana, większość wypowiedzi bohaterów nie pasowała mi do sytuacji, czasami skonfundowana odrywałam się od treści tylko po to, by sprawdzić czy aby nie przegapiłam paru akapitów mogących mi wyjaśnić dane zdanie, podsunięte w dialogu.
Zachowanie postaci i ogólnie - niewspółgrające cechy charakteru poszczególnych osób mocno działały mi na nerwy i wydawały się absurdalne - irracjonalne. Wyrwane z kontekstu, tak samo zresztą jak i dialogi. I oczywiście - część z podejmowanych przez nich decyzji można zrzucić na młody wiek, na hormony, na czynniki zewnętrzne, którym tak łatwo nastolatkowie ulegają w okresie dorastania. To jednak tylko jedna strona medalu. Ta druga każe mi spojrzeć na "Czy wspomniałam, że cię kocham" bardziej krytycznym wzrokiem i znów odpowiedzialność za to wszystko - za niekonsekwencje w kreacji momentów, chwil i bohaterów, poniesie autorka. Mam też dziwne wrażenie, że wyolbrzymiła ona pewne aspekty bycia nastolatkiem, naciągała fakty wedle własnego uznania, a na dodatek oparła trzony opowieści na romansie, który... pojawił się znikąd i wydawał mi się po prostu sztuczny.
W gruncie rzeczy, pierwszy tom serii DIMILY nie jest gniotem. Czytanie co prawda nie było przyjemne, cała lektura miała wymuszony charakter, sztuczny - pozbawiony blasku i lekkości, więc ciężko było mi w ogóle zmusić się do brnięcia w kolejne etapy znajomości Eden i jej przyrodniego brata, ale faktycznie widać różnicę pomiędzy początkowymi, beznadziejnymi rozdziałami, a finalnymi - i za to, za pracę nad sobą i stylem - Estelle ma u mnie plusa. Powieść będzie idealna dla młodych romantyczek, nie wymagających niczego specjalnego od lektury, ot - chcących poznać kolejny wakacyjny, zakazany romans. Historię miłosną bez połysku, ale nie aż tak bardzo irytującą, jak początkowo obawiałam się, że będzie.
Książka dotarła do mnie w ramach akcji Book Tour organizowanej przez wydawnictwo Feeria Young i Cyrysię. Dziękuję serdecznie.
Regulamin akcji
Santa Monica. Piaszczyste plaże. Bulwary pełne ludzi. Skąpane w słońcu, zatłoczone ulice. Wieczny ruch i nieustający dźwięk przesiąkniętych życiem skrawków miasta. Niegasnące światła Los Angeles. Bijąca zdrowym rytmem, złocista Kalifornia. Kalifornia, w której szesnastoletnia Eden ma spędzić swoje wakacje. Właściwie to jedyną wadą tego wyjazdu, musi pozostawać fakt, że przeprowadza się do ojca, który porzucił ją i jej mamę, jakiś czas temu. Na miejscu okazuje się jednak, że trudne relacje z rodzicem to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo ojciec Eden ma nową rodzinę. A jego żona ma trzech synów, których główna bohaterka ma nazywać przyrodnimi braćmi. Szkoda tylko, że jeden z nich, najstarszy, ciemnowłosy, seksowny w niebezpieczny sposób Tyler, to prawdziwy dupek...
"Wybaczenie to nie jest coś, czego należy oczekiwać. Na to trzeba sobie zapracować."
Wiem co myślicie - romans pomiędzy buntownikiem, a uroczą dziewczyną mającą problemy rodzinne - banał. Romans pomiędzy przyrodnim rodzeństwem - to gdzieś już było - co za kicz. I w gruncie rzeczy, nie da się zaprzeczytć, że Estelle Maskame oryginalnością czy pomysłowością w pierwszym tomie swojej trylogii DIMILY się nie popisała. Czego jednak można się po niej spodziewać?
![]() |
źr. |
"Udaje, jest jak aktor, który wciela się w rolę. Muszę wiedzieć, co dzieje się za kulisami, kiedy przedstawienie dobiega końca i kurtyna opada. Kim wówczas się staje?"
![]() |
źr. |
"Szydzimy z siebie, odkąd tu przyjechałam, i kłócimy się, żeby poznać nawzajem swoje słabości. Moją jest brak pewności siebie. Słabością Tylera jest prawda."
Rozwój znajomości Eden i Tylera po dwusetnej stronie, faktycznie zyskuje nieco przychylności w moich oczach, ale same początki i tak zwane "przyciąganie" pomiędzy tą dwójką, było jak dla mnie absurdalne i płytkie. Przedstawione bez należytego wyczucia. Urwane z kosmosu. I choć nie powiem, żeby ta historia była beznadziejna, to jednak wszystkie te wady sprawiły, że nie jestem w stanie ofiarować jej jakichś większych wyrazów sympatii czy uznania.
![]() |
źr. |
-5/10
Pozdrawiam,
Sherry
Czy wspomniałam, że cię kocham? | Czy wspomniałem, że cię potrzebuję? | Did I Mention I Miss You?
Książka dotarła do mnie w ramach akcji Book Tour organizowanej przez wydawnictwo Feeria Young i Cyrysię. Dziękuję serdecznie.
Regulamin akcji