środa, 9 marca 2016

Konsekwencje pożądania - Aleatha Romig

źr.
Consequences
Konsekwencje, tom 1
Wydawnictwo Pascal, 2016
490 str.

Anthony Rawlings - nowa definicja nienawiści

Claire Nichols została porwana. Ale nic nie zapowiadało, że przystojny mężczyzna o ciemnych oczach, którego wszyscy znają jako miliardera i wspierającego organizacje charytatywne biznesmena, okaże się groźnym, sadystycznym dupkiem, którego hobby można określić jednym słowem: dominacja. Sprawowanie kontroli to cel jego życia, a piękna Claire Nichols, ma być uroczym dodatkiem. Dopóki... Dopóki pomiędzy ofiarą a porywaczem, nie zaczyna dochodzić do czegoś więcej, a granice zaczynają się zamazywać.

"Cierpienie stanowi źródło inspiracji i przetrwania."
~ sir Winston Churchill

źr.
Na wstępie uprzedzam - to nie jest książka dla dzieci czy młodzieży. To prawdopodobnie nie jest książka, która będzie wam przypominać jakąkolwiek inną, jaką znacie. To nie jest romans, to nie jest erotyk. To powieść, w której Aleatha Romig postawiła na budowanie siatki wydarzeń, o której dowiadujemy się dopiero po jakimś czasie, tylko po to, by w ostatnich rozdziałach dostać opakowaną w litery paczkę, z niespodzianką na koniec. Po zapoznaniu się z finałem, mam wrażenie, że wszystko zaczyna się łączyć w jakąś całość. Tak jakby pierwsze wydarzenia, stanowiły początek domina, które ujawniając się na naszych oczach, koniec końców zakończyło się wybuchem. Podczas czytania powieści, nie zdawałam sobie sprawę, że biorę udział w czymś więcej, niż mi się początkowo zdawało... 

"Przeżywa gatunek nie najmocniejszy, nie najinteligentniejszy, ale taki, który najlepiej przystosowuje się do zmian."
~ Karol Darwin

źr.
... a wszystko dlatego, że książce naprawdę, naprawdę dużo brakuje do poziomu, jakiego bym sobie życzyła. Po pierwsze, uważam, że autorka naprawdę przesadziła z opisami. Doprowadziła do sytuacji, w której iskra w intrygującym i kontrowersyjnym początku, zgasła, nie zdążywszy całkowicie się rozbudzić. Przerost treści nad akcją, spowodował, że nawet niesamowita konstrukcja fabularnych wydarzeń z tła, czy motywów bohaterów - świetna intryga, która wychodzi na jaw, koniec końców nie wydawała się tak niesamowita, jak mogłaby być, gdyby tylko Aleatha Romig skupiła się na dynamice, na budowaniu napięcia, na walce o emocje czytelnika. Całość, przedstawiła jasno, wyraźnie i rzeczowo, ale taki a nie inny wydźwięk lektury, ciężki ton i monotonność, bez jakichś błysków w akcji - niestety sprawił, że nie byłam w stanie odebrać tej powieści w taki sposób w jaki chciałam - z rzeczywistym przejęciem, z szargającymi moje serce uczuciami.

"Na dwie rzeczy człowiek nigdy nie powinien się złościć: na to, na co ma wpływ, i  na to, na co go nie ma."
~ Platon

źr.
Od początku byłam przygotowana na występowanie w powieści wątku dotyczącego syndromu sztokholmskiego. Nie powiem, żeby był on moim ulubionym motywem, bo pewnych rzeczy moja psychika po prostu nie jest w stanie zrozumieć czy zaakceptować, ale w przypadku historii Claire i Anthony'ego, naprawdę się starałam. Tyle że już pierwszy rozdział uderzył we mnie gwałtowną falą, tak że oburzenie mieszało się z nienawiścią, ślepa złość z obrzydzeniem. I byłoby naprawdę w porządku gdyby natężenie moich emocji nie spadało w trakcie zapoznawania się z kolejnymi stronami "Konsekwencji pożądania", niestety pióro pani Romig jest strasznie specyficzne, w pewien sposób ciężkie i ograniczające czytelnika, w ten sposób, że po prostu nie jest on w stanie wziąć bezpośredniego udziału w opowieści. Osobiście, czułam się tak, jakby pani Aleatha postawiła pomiędzy mną a swoją powieścią mur. Z kolcami. Sięgający nieba. 

"Jutro jest zagadką. Wczoraj - historią.
Żyj dniem dzisiejszym, to dar, dlatego po angielsku nazywają go "present"."
~ Autor nieznany.

źr.
Jeśli chodzi o kreację bohaterów - rozumiem, że miała uchodzić za złożoną, zwłaszcza jeśli chodzi o męską postać i faktycznie, jeśli chodzi o niego - pozostawał dla nas zagadką do samego końca, inaczej ma się jednak sprawa z Claire. Kobieta okazała się prosta jak drut i o ile do pewnego momentu faktycznie jej kibicowałam i miałam wrażenie, jakbym zjednoczyła się z nią w żeńskiej solidarności, tak później po prostu nie byłam w stanie dłużej akceptować podejmowanych przez nią decyzji. Sam syndrom sztokholmski został zarysowany dość sensownie, zwłaszcza jeśli faktycznie popatrzeć na wszystko z perspektywy ofiary, która w pewnym momencie po prostu dostosowuje się do sytuacji. Także tutaj, za przemyślenie wszystkiego - brawa. Ale znów - gdyby autorka darowała sobie rozwlekłe opisy przyrody, fauny, flory, architektury, zabytków, miast, zakupów czy pomieszczeń, a zdecydowała się dodać nieco więcej dialogów - to naprawdę wyszłoby jej na dobre. Być może dzięki temu, mogłaby skupić się na dynamice i faktycznie wciągnąć czytelnika w oko cyklonu rozgrywającego się przed naszymi oczami dramatu młodej kobiety.

"Rozczarowanie jest dla szlachetnego ducha tym, czym zimna woda dla rozgrzanego do czerwoności metalu. Wzmacnia i hartuje, ale nigdy nie niszczy."
~ Autor nieznany

Za co mogę pochwalić Aleathę Romig? Na pewno za konstrukcję wplątanej w tło intrygi, o której przekonaliśmy się w swoim czasie. Niektóre zagrywki, które autorka zastosowała w swojej historii, były naprawdę ciekawe i ubarwiały one treść. Koniec końców, po przewróceniu ostatniej strony, czułam zaskoczenie i zaintrygowanie. Miałam i wciąż mam mnóstwo pytań, mnóstwo domysłów, a to świadczy tylko o tym, że koniec końców nawet mnie nie udało się nie wplątać w pajęczynę sieci, jaką na czytelników zastawiła pani Romig. Poza tym - absolutnie UWIELBIAM pomysł rozpoczynania każdego rozdziału cytatem.

Mam wątpliwości czy jestem odpowiednią osobą do polecania bądź odradzania tej powieści, bo wiem, że mnóstwo z was, może ją odebrać zupełnie inaczej niż ja. To co wiem, to że po ukończeniu "Konsekwencji pożądania"i przebrnięciu przez całą masę przydługich opisów, czuję się jak zwycięzca w bitwie. Plus - znalazłam nowy obiekt nienawiści - Anthony'ego Rawlingsa.

Każdy z Was, musi teraz zadać sobie pytanie: czy jestem przygotowany na to co może zaserwować mi autorka?

4/10

Pozdrawiam,
Sherry


Konsekwencje pożądania | Konsekwencje namiętności | Konsekwencje pragnień | REVEALED: The Missing Years | Beyond the Consequences



Za lekturę książki pani Aleathy Romig, serdecznie dziękuję wydawnictwu Pascal.


32 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia co do tej książki - z jednej strony kusi mnie to, że nie jest to zwykły romantyk, czy erotyk. Muszę więcej poczytać na temat tej książki, by móc się zdecydować.

    pozdrawiam,
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żebyś cokolwiek postanowiła - koniec końców była zadowolona! ;)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. Ojej, ciekawa jestem jak ja odbiorę tę książkę. Na dniach będę ją czytać.
    ps. doszła do Ciebie książka z Book Tour?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego czytania zatem!

      Tak, parę dni temu w końcu moja łaskawa poczta, zdecydowała się dostarczyć mi wszystkie zaległe u nich paczki, w tym tę z książką z Book Touru. Niestety obawiam się, że nie przeczytam i zrecenzuję jej szybciej niż w przyszłym tygodniu. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
    2. W porządku, chciałam jedynie wiedzieć, że przesyłka doszła :)

      Usuń
  3. Nie "uśmiecha" mi się poznanie tej książki :) niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w stanie to zrozumieć :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Cóż, myślę, że jednak daruję sobie tę książkę - zdecydowanie do mnie nie przemawia. ;)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytam! Mimo że oceniasz ją średnio, to i tak się za nią zabiorę. Właśnie dla syndromu sztokholmskiego, bo szukam tego wątku w każdej możliwej postaci, a znaleźć go ciężko. Jeśli masz problem ze zrozumieniem tego, polecam po prostu pozytać ciekawe artykuły na ten temat lub zaakceptować. Niektóre rzeczy w psychologii dla osoby że się tak wyrażę " z zewnątrz" są faktycznie mocno pokręcone i niedorzeczne. A najbardziej to, że tak naprawdę nie możemy nigdy powiedzieć jak zachowamy się w krytycznej sytuacji. Nie znamy samych siebie.
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie chodzi o sam syndrom sztokholmski bo postawiłam się w sytuacji bohaterki i naprawdę pewne rzeczy akceptowałam i dochodziłam do wniosku, że mimo iż to kontrowersyjne, też bym tak postępowała. Ale chodzi mi o pewne... następstwa fabularne, w których sensu i logiki dopatrzeć się już nie mogłam.
      Niemniej, życzę udanej lektury i pozytywnych wrażeń!
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  6. Książka czeka na swoją kolej i mimo Twojej dość negatywnej recenzji jestem ciekawa, bo jak sama napisałaś, wielu może się spodobać. Przekonam się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłej lektury! (Jakkolwiek miła może być lektura książki o ofierze porwania...)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. Książkę na pewno przeczytam, bo już ją mam i w dodatku poleciła mi ją osoba, której propozycje zawsze trafiają w mój gust. Poza tym chociaż wydźwięk Twojej recenzji nie jest pozytywny, jest mocno intrygujący i jestem ciekawa, jak ja odbiorę tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, z całego serca ci życzę, byś odebrała ją dużo lepiej ode mnie. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  8. Bardzo się cieszę, że zabrakło mi czasu na tę pozycję. Poza tym, wspominałam Ci kiedyś, że wybierająć ksiażki kieruję się przede wszystkim okładką, a dopiero potem czytam blurb? Może to naiwne, ale dzięki temu nigdy, NIGDY się nie mylę. W przypadku tej pozycji od razu czułam niesmak i jak widać, intuicja mnie nie zawiodła. W powieściach tego typu najwazniejsza jest dynamika, element zaskoczenia i "czytliwość", a jak widać tego wszystkiego zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie uwiodła tajemniczość tej książki. Miałam co prawda różne przeczucia, ale stwierdziłam, że syndrom sztokholmski sam w sobie jest naprawdę interesujący, poza tym, oceny na goodreads nie były złe, więc... No cóż. Tak bywa. Ale nie powiem, że żałuję przeczytania tej książki. Poznałam całe mnóstwo pięknych cytatów i już wiem od którego bohatera się trzymać z daleka :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  9. Waśnie czytam... i za mało przeczytałam by oceniać, ale na razie patrze na nią troszkę z dystansem... ciekawe czy ocenie ją podobnie gdy skończę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę ci, aby lektura w twoim wypadku była dużo bardziej udana, niż w moim. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  10. Przyznaję, że sam opis bardzo mnie zachęca i może spróbuję przekonać się, czy znajdę się w tej części odbiorców, którym lektura przypadnie do gustu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę pozytywnych wrażeń, zatem! :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  11. Z jednej strony powieść intryguje, a z drugiej nie wiem, czy chciałabym głębiej poznać tę historię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po sposobie w jakim przedstawiłam tę powieść - nie dziwię się, że masz chaos w głowie. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  12. Coraz częściej u Ciebie widzę negatywne wrażenia, po raz kolejny cieszę się, że nie zdecydowałam się na recenzowanie tej książki. Tematyka, mi również, średnio podchodzi, więc nie chciałam się wplątywać w podobną sytuację, że książkę znienawidzę przed jej skończeniem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, też to zauważyłam. Przez parę miesięcy na moim blogu ukazywały się głównie opinie od 8/10 w górę, natomiast ostatnio ledwo mogę czemukolwiek dać tą 8/10. Dziwaczne i niepokojące. Wydaje mi się, że moja poprzeczka mogła się podnieść i to bardzo. :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  13. Przeczytałam, a właściwie to przebrnęłam. Na początku historia trochę mnie przeraziła i nie wiedziałam czy dam radę przeczytać tak grubą książkę, następnie przez 60% książki czytałam tylko z myślą by dobrnąć do końca (nie lubię odkładać na półkę nie skończonych "powieści") i właśnie jak miałam skończyć czytać tego wieczora dotarłam do ostatnich 20 procent gdzie plątanina wątków, sytuacji i gra słów zaczęła nabierać sensu. To było to. Myślę że autorka specjalnie zanudzała czytelników długimi i nudnymi opisami by uśpić naszą czujność, zmanipulować i narzucić sposób myślenia i punkt widzenia Claire.
    Mam tylko nadzieję, że w swoim życiu nie spotkam kogoś takiego jak Anthony. Osoby tak przebiegłej, żądnej zemsty i zgorzkniałej.
    Szkoda że nie ma przetłumaczonych następnych części tej historii. Ciekawi mnie ile Claire zdołała nauczyć się od swojego prześladowcy i czy okaże się godnym jego przeciwnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przyszło mi do głowy, że to wszystko było specjalnie tak wymierzone, ale to nie zmieniło mojego zdania, że po prostu nudziłam się przy tej powieści okrutnie i nie chcę powtarzać tego typu lektury w najbliższej przyszłości, jakkolwiek finał faktycznie wiele nie wyjaśniał. :)
      Wydaje mi się, że wydawnictwo Pascal może chcieć wydać kolejne tomy tej serii, więc może będziesz miała szansę dowiedzieć się jak to się wszystko dalej toczy. Ja niestety swoją przygodę z panią Romig zamykam w tym momencie, bo nie mam cierpliwości do dalszego mierzenia się z tymi opisami i słabą dynamiką. :(
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
    2. A czytałaś może serię "The dark duet" Roberts C.J?

      Usuń
    3. Nie :( Ale marzę tak bardzo! Słyszałam tyyyyle dobrego, że umieram z niecierpliwości by dowiedzieć się czy przypadnie mi do gustu. :(

      Usuń
  14. Wczoraj skończyłam ją czytać, więc u mnie jeszcze emocje nie opadły ;) Ogólnie jestem mile zaskoczona zakończeniem i kierunkiem, w jakim powędrowała cała akcja - choć do tego momentu chwilami było mi ciężko dotrwać ;) Rodzi się jedno wielkie pytanie - czemu ona nie zwiała? Czemu na to pozwalała? Czemu przyjęła pierścionek? Sama nie wiem :D
    Pozdrawiam,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo. Zakończenie było wielkim WOW, ale samo dotarcie do niego stanowiło problem sam w sobie. :(
      Odnośnie tego czemu nie zwiała - męczyło mnie to samo. To całe tłumaczenie, że przywykła do bogactwa nie trzymało się kupy. :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry