niedziela, 20 września 2015

Film: Próby Ognia

źr.
The Schorch Trials
Ekranizacja powieści Jamesa Dashnera
Data premiery: 18.09.2015

Recenzja nie zawiera spoilerów z części pierwszej

The Maze was just the Beginning

Na premierę filmu, nakręconego na podstawie jednej z moich najukochańszych książek, czekałam odkąd oglądnęłam część pierwszą, która wiecie, że mi się ogromnie spodobała. "Próby Ognia" były dla mnie o tyle ważniejsze, że to właśnie tom drugi trylogii, napisanej przez Dashnera, jest moim ukochanym, tym, który całkowicie mnie rozwalił i rozbił na drobne kawałeczki. Czy Wes Ball, sprostał zadaniu i zapewnił mi przygodę życia, w kontynuacji?

źr.


Żeby nie było zbyt różowo, trochę o wadach...
MINUSY:

  • Jeśli spodziewacie się w kinie, zobaczyć ekranizację książki Dashnera, grubo się zawiedziecie, a po seansie, będziecie pełni nienawiści do Wesa Balla, bo "Próby ognia" ekranizacją nie są. Jest to adaptacja, właściwie fabularnie jest WSZYSTKO pozmieniane, producent wykonawczy, trzymał się uniwersum książkowego, ale akcja potoczyła się w zupełnie innym kierunku, niż ta książkowa.
  • I tak: o ile w jedynce te różnice były nie aż tak widoczne, tutaj, w sequelu, widać, że Wes Ball odszedł od powieści i to na sporą odległość, bo właściwie jest niewiele rzeczy, o których czytaliśmy w książkach. 
  • Nie podobała mi się kreacja Brendy, którą w książkach kochałam, a w filmie w sumie nawet jej nie polubiłam. Nie wiem, u Dashnera wydawała się po prostu... epicka. Epicka Brenda, wiecie. Jedna z moich ulubionych bohaterek. W filmie natomiast, nie obdarzyłam ją cieplejszymi uczuciami.
  • Zabrakło mi historii Arisa, nowego dzieciaka, poznanego przez bohaterów. Miałam wrażenie, że w książce było go sporo więcej.
  • Stylizacja Newta! Na Boga! W trylogii, po Minho, Newt jest moim najulubieńszym z ulubieńców, natomiast w filmie... W "Próbach Ognia"... Wes Ball w sumie wykreował go na takiego... Takiego szerzącego niepewność, zmęczonego życiem chłopaczka. Jestem jednak pełna nadziei, że obraz ten ulegnie zmianie w finale. Ci, którzy czytali "Lek na śmierć", pewnie się domyślają, czemu tak bardzo na to liczę. 
źr.
źr.
źr.

A teraz coś na co zapewne czekacie, czyli cały ZACHWYTY Sherry.
PLUSY:

  • W gruncie rzeczy - fakt, że Wes Ball nie trzymał się tego co było w książkach. Byłam na to przygotowana - częściowo. Wiecie, że Wes może pójść inną drogą. Ale to co zrobił? Pewnie ci, którzy spodziewali się odbicia powieści w filmie, będą na niego złorzeczyć, ale wiecie co? Ja, jestem zachwycona. I pełna podziwu, że był na tyle odważny, by skupić się na własnym pomyśle, w związku z czym zapewnił mi całą masę atrakcji i istny rollecoaster emocji.
  • Emocje! Pełno ich było! Począwszy od zaniepokojenia, po podejrzliwość, przez radość, euforię, entuzjazm, podekscytowanie, dziką furię, złość, smutek, rozpacz i totalny szok. Brawo Wes! Potrafisz zrobić z człowieka kałużę.
  • Aktorzy! Raaaany! Wszyscy, co do jednego, spisali się znakomicie. Poza tym, miłą niespodzianką był dla mnie udział w filmie, Katherine McNamary (wkrótce Clary Fray), bo nie miałam pojęcia, że dziewczyna pokaże się w ekranizacji. 
  • Kreacja Thomasa - głównego bohatera. Jestem pod wrażeniem. Maksymalnym wrażeniem, naprawdę. W trylogii książkowej, to właśnie "Próby Ognia" sprawiły, że się do niego przywiązałam i zaczęłam się nim, generalnie, zachwycać, a film jedynie pogłębił moją fascynację i szaloną miłość. Tutaj brawa należą się zarówno Wesowi, którzy stworzył tę postać na nowo, jak i oczywiście - Dylanowi O'Brienowi. Jak wiecie, jest to mój ulubieniec i cieszę się, że po raz kolejny nie zawiódł. Cieszę się, że stanął na wysokości zadania i udowodnił, że jest moim ulubieńcem nie bez przyczyny. 
źr.
źr.
źr.

  • Przedstawienie Poparzeńców? Wizualne mistrzostwo. Zresztą, cała grafika, była nieziemska, efekty specjalne powalały. W sensie serio - ruiny miast? Ataki? Wybuchy? Postrzały? Ucieczki? Epickość. To jest coś, co chwaliłam już przy okazji recenzowania poprzedniego filmu, więc cieszę się, że Wes Ball i reszta ekipy nie tracą rezonu i dają z siebie jak najwięcej - co wychodzi im GENIALNIE.
  • Akcja i masa wątków - załatwione. Potencjał wykorzystany, na tym polu, po prostu Wes Ball, bez chrzanienia i kłamania - spisał się zawodowo. 
  • Gra aktorska Kayi Scodelario. Już w jedynce udowodniła, że jest wymarzoną Theresą, a tutaj? Sprawdziła się nawet jeszcze lepiej i o cholera - jakże ja strasznie nie mogę się doczekać jej przedstawienia w finale! Skoro Wes Ball tyle pozmieniał, nie wątpię, że i trojką mnie zaskoczy i być może, do końca zniszczy.
  • Dobry jest właśnie ten fakt, że producent poszedł za ciosem i bardziej za swoimi pomysłami, a nie trzymał się książki, bo jest szansa, że naprawdę mnie zgniecie psychicznie finałem. Bo gdyby filmy były odbiciami książek, widowisko nie wydawałoby mi się aż tak atrakcyjne. Wszystko bym przewidziała - bo w końcu książki czytałam i mogłabym liczyć na co jedynie - emocje. Natomiast teraz, gdy wiem już, że Wes Ball poszedł swoją własną drogą, tworząc z filmu coś więcej niż adaptację, mogę być pewna, że zaskoczy mnie i to mocno. Po prostu czuję to w kościach, wiecie?
źr.
źr.
Podsumowując: jeśli spodziewacie się ekranizacji książki - nawet nie idzcie do kina, bo będziecie skrajnie wściekli, rozgoryczeni i będziecie wyklinać film od najgorszych. Jeśli jednak macie otwarte umysły i chcecie zobaczyć graficznie-genialnie stworzony film, tak emocjonujący, tak creepy, tak szalony, tak intensywny i pełen napięcia, a także gry aktorskiej na najwyższym poziomie... To jest coś dla was.

Ja - jestem w 97% usatysfakcjonowana. Pozostałe trzy procenty rozpaczają po Newcie i Brendzie. I po fakcie, że na "Lek na śmierć", troooochę sobie poczekamy. A po TAKIM zakończeniu? To będzie katorga, uwierzcie mi. 

Dlatego jeśli wciąż nie czytaliście trylogii Dashnera - na co jeszcze czekacie? A jeśli już jesteście po, a wciąż nie byliście w kinie na The Scorch Trials - pobudka ludzie, premiera już za nami!

Nie dotarło do was jeszcze?
Zakochałam się.

Pozdrawiam,
Sherry


źr.
źr.

30 komentarzy:

  1. Książek nie czytałam (jeszcze), ale pierwszą część widziałam i nie mogę się doczekać kiedy zobaczę drugą :D A Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie do obejrzenia zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, mimo wszystko, mam nadzieję, że przeczytasz książki, bo zdecydowanie zasługują na uwagę. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. Nie czytałam książek i ani do nich, ani do filmu jakoś specjalnie mnie nie ciągnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Plusów jest dużo więcej. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Nie czytałam książek i filmy też mnie nie interesują.

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  5. Yay jutro idę do kina! Nie mogę się doczekać aż zobaczę.. Dylana.. ekhem film! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki po prostu uwielbiam, choć niekoniecznie trzecia część sprostała moim oczekiwaniom. Pierwsza część filmu podobała mi się bardzo - nie otrzymałam czegoś sztywnie bazującego na tym, co stworzył Dashner, tylko luźny zarys oparty na idei pisarza, a resztę dołożył reżyser. Idąc wczoraj do kina na drugą część wiedziałam w głębi duszy, że się nie zawiodę - i nie zawiodłam się. Słusznie zauważyłaś, że ten, kto liczy na idealne odzwierciedlenie książki będzie cholernie rozczarowany, ale osoby, które liczą na naprawdę dobrą grę aktorską, świetne efekty specjalne i dobrze stworzoną fabułę nie powinny mieć reżyserowi niczego za złe. Świetny film, naprawdę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam! I z jednej strony, jestem rozczarowana, że książki nigdy nie zobaczę na ekranie, bo tutaj jest praktycznie zupełnie inna historia, a z drugiej, jestem strasznie szczęśliwa, bo zaskoczyli mnie, efektami, grą aktorską, muzyką, emocjami. I myślę, że to drugie zdecydowanie u mnie przeważa, więc jestem zadowolona. Nawet bardzo. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. nie czytałam. Ale chyba na mnie przyjdzie niedługo czas. czytałam wiele pozytywnych opinii i czas przekonać się na własnej skórze. a filmy obejrzę dopiero po przeczytaniu (więc pewnie nie zdążę do kina). pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że skusisz się na książki, bo ja osobiście - jestem wielką fanką. :) I dobrze jest być za kolejnością najpierw książka -> potem film. Przynajmniej nie niszczysz sobie obrazu autora. ;)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  8. Uwielbiam Thomasa! Jestem nim absolutnie zauroczona :)) Co dziwne, miałam dwa podejścia do ekranizacji pierwszej części. Za pierwszym razem, film wyłączyłam po 30 minutach, bo wydawał mi się jakiś naiwny i dziwny. Na szczęście za drugim podejściem wreszcie doceniłam produkcje i jestem baaaaardzo zadowolona. Tak się ostatnio zastanawiałam, jak to będzie z kontynuacją. Na szczęście pojawiłaś się Ty i Twoja recenzja, dzięki której rozwiałaś wszelkie wątpliwości. :))) P.S. Książkę pewnie kiedyś przeczytam, ale na pewno po premierze wszystkich części filmu, nie wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Tommy rządzi. :) Nie miałabym nic przeciwko, gdyby się ze mną ożenił. :D
      Szkoda, że książki poznasz po filmach, bo filmy jak wspomniałam - są pozmieniane i później możesz mieć takie jakieś dziwne wrażenia, czytając powieści, ale jeśli taka twoja decyzja - życzę miłego oglądania! :D Trzymam kciuki, by film cię nie zawiódł!
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  9. Nie znam książki, ale to chyba jedne z tych filmów, na któe moge pójść z mężem i oboje na tym skorzystamy, a skoro nie czytałam ksiązki, to nie będę miała żadnych oczekiwań poza tym, by było fascynująco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź na film tylko jeśli jesteś pewna, że nigdy nie przeczytasz książek, bo jeśli obejrzysz najpierw adaptację - nie będzie już odwrotu... :D Ale życzę miłego seansu!
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  10. Książek nie czytałam, ale ekranizacja pierwszej części mi się podobała, więc obejrzę też drugą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego oglądania! :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  11. Byłam na minimaratonie, bo udało mi się wygrać bilety. Też opisałam swoje wrażenia ;)
    Moim zdaniem Dylan i Kaya niemal ratują całość, z naciskiem na Dylana <3
    Świetne zdjęcia, a na widok Poparzeńców podskoczyłyśmy z koleżanką w fotelu :D
    teraz czekać do 2017, ech :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, widziałam, że dodałaś notkę i na pewno w weekend sprawdzę! ;)
      Ja jestem całością zachwycona, także nikt nie musiał niczego ratować, w moim wypadku, ale Dylan faktycznie, lśnił. :)
      Ja też! Jak wyszli wtedy z cienia - to był szok i normalnie palpitacja serca na miejscu ^^
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  12. Wielbię Dashnera! Wielbię trylogię "Więźnia Labiryntu"! Filmu jeszcze nie widziałam, ale zmartwiło mnie w Twojej recenzji jedno... mianowicie książkową Brendę ja także uwielbiałam i zastanawia mnie coś też filmowcy zmajstrowali, że ta filmowa Ci się nie spodobała... Tą filmową zaległość nadrobić muszę jak najszybciej. Pozdrawiam. :)

    PS. Genialne, bardzo klimatyczne i piękne gify. <3

    porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! :D I nieee mogę się doczekać, aż poznasz film, bo chciałabym znać twoją opinię na jego temat. ;) Brenda filmowa, moim zdaniem, jest taka strasznie płaska, wiesz? O ile ta książkowa ma silną wolę walki i jest taką totalną kick-ass, o tyle w filmie była taka... nie wiem. Niewystarczająco dobra. ;(
      Cały film jest genialny i klimatyczny, także miłego oglądania! :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  13. Najpierw bym musiała przeczytać książkę, ale nie wiem, czy to mój klimat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj! Bo jeśli Dashner cię zachwyci... Totalnie wsiąkniesz. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  14. Film muszę obejrzeć KONIECZNIE, bo choć porównując wersję książkową do filmowej (w przypadku pierwszej części) nie wypadło do końca tak jak oczekiwałam, to nie zmienia faktu, że pokochałam Streferów również w takiej odsłonie. "Próby ognia" z kolei były dla mnie tak intensywnym przeżyciem, że zwyczajnie nie wyobrażam sobie jak mogłabym przegapić ekranizację. Szkoda tylko, że wszystko zostało aż tak pozmieniane. Chyba fatyczne trzeba nastawić się na zupełnie inną opowieść zamiast na wierną kopię oryginału. Nie jestem jednak w stanie przeboleć Brendy. Tak jak piszesz- była epicka i nie ukrywam, że to na nią czekałam najbardziej. A tu taki klops :-(
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak tylko podejdziesz do filmu z taką świadomością, że to nie jest ekranizacja, a naprawdę luźna adaptacja, to będziesz się świetnie bawić, po prostu oglądając czystą rozrywkę na ekranie. :) Wesowi rozszalała wyobraźnia, ale my możemy czerpać z tego pozytywy zamiast narzekać, nie? :) Dlatego nie przejmuj się i mimo wszystko zobacz ten film z pozytywnym nastawieniem, a będziesz się świetnie bawić. :)
      Nawet Brendę przeżyjesz. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  15. A ja wciąż nie byłam na filmie i chyba zaraz wyjdę z siebie, jak ja mogłam wcześniej nie zapoznać się z recenzją. Wszystkie moje emocje, które miałam przed premierą wróciły i mimo minusów, szczególnie odbiegającej fabuły, chcę poznać "Próby ognia". Muszę! Muszę! Cieszę się, że wróciłaś mi chęć do oglądania, bo po dzisiejszych wydarzeniach sądziłam, że stoi na de mną jakieś fatum i sobie odpuściłam... :(

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja, pomimo minusów, gorąco zachęcam do zapoznania się z filmem, bo jeśli masz otwartą głowę i jeśli jesteś gotowa zmierzyć się nie z ekranizacją, a luźną adaptacją i cieszyć się nie, tym co było w książce, ale tym, co postanowił zaserwować ludziom Wes Ball, BĘDZIESZ ZADOWOLONA! :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry