źródło |
Oryginał: The Maze Runner
Ekranizacja powieści James'a Dashnera
Data premiery: 19.09.2014
Czas trwania: 1 godz. 53 min.
Już na wstępie pragnę zaznaczyć, iż recenzja będzie całkowicie subiektywna i prawdopodobnie przeładowana zwykłym chrzanieniem Sherry, która jest PSYCHOFANKĄ trylogii "Więźnia Labiryntu" i psychofanką Dylana O'Briena. O czym mogliście przeczytać tu.
Chyba więc nie muszę już mówić jakiej oceny możecie się spodziewać, co? Szykujcie się psychicznie na natłok gifów, mnóstwo tyrady, zero stylistyki w tekście i chaosu. CHAOSU.
Na ekranizację jednej z moich najukochańszych trylogii czekałam ponad 14 miesięcy. Premiera filmu początkowo miała mieć miejsce w roku 2013, niestety - jak widać - plan nie doszedł do skutku i tysiące psychofanów podobnych do Sherry, musiało jęknąć z zawodem. A później były teasery, zwiastuny, fanarty. I z każdym z nim, niecierpliwość się zwiększała, a Sherry skakała i piszczała coraz bardziej. I nadszedł czas. 19 września. Premiera wielkiego projektu, jakim miała być właśnie ekranizacja serii James'a Dashnera. Sherry wybrała się do Krakowa do kina i... i jest. I pisze. I... nie może poskładać myśli.
Every morning, when those doors open, the runners look for a way out. No one has ever survived a night in the maze.
Historia skupia się na postaci Thomasa, który pewnego dnia, budzi się w Strefie - miejscu otoczonym ze wszystkich stron zabójczym labiryntem. Nie jest pierwszym chłopcem, który ląduje w pułapce. Żaden ze Streferów nie pamięta niczego z życia przed uwięzieniem w labiryncie i nie ma pojęcia czemu znalazł się w Strefie, gdzie toczy się całkiem normalne życie. Streferzy stworzyli nową społeczność, podzielili się obowiązkami i zorganizowali. Do czasu Thomasa. Thomas burzy spokój. Thomas zwiastuje coś większego. Coś, co może być ratunkiem, bądź ostateczną zagładą wszystkich, łącznie z nim samym...
Wiecie co Wes Ball powiedział o obsadzie, kiedy zadano mu o nich pytanie? Powiedział, że gdy pierwszy raz przeczytał książkę, po prostu pomyślał o Kai Scodelario i wiedział, że to będzie jego Teresa - czyli jedyna dziewczyna w Strefie. I jestem bardzo szczęśliwa, że taka była jego wizja, bo nie dość, że uwielbiam tą dziewczynę dzięki serialowi "Skins" (może kiedyś zrecenzuję) to była... idealna. IDEALNA. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł ją zastąpić.
Następnie Wes Ball wypowiedział się o Willu Poulterze, który wcielił się w rolę Gally'ego - jednego z najbardziej irytujących bohaterów trylogii. Wes Ball stwierdził, że był to kolejny aktor, który po prostu przyszedł mu sam do głowy do tej roli. Odnośnie samego Gally'ego to Will nadał mu takiej głębi, że nawet... rozumiałam jego postępowanie w filmie, podczas gdy w książce go zwyczajnie nienawidziłam...
Kolejnym w projekcie Wesa był Thomas Brodie-Sangster, który dołączył do obsady "wraz z procesem" jak to ujął Ball. Tego aktora kocham. Kochamkochamkocham. I pojawi się nawet w moim cyklu o "ulubionych aktorach"! Więc, oczywiście jestem zachwycona tym jak zagrał, kogo zagrał i... nie mogę się dopatrzeć w jego grze aktorskiej, żadnego negatywu! I teraz nie wiem czy to przez fakt, że tak bardzo go uwielbiam, czy po prostu był tak znakomity w swojej roli. W dodatku wcielił się w Newta! Bohatera, który w trylogii książkowej zyskał coś więcej niż moją sympatię. Zdecydowanie coś więcej...
Mój kochany Dylan O'Brien zyskał swoją rolę, bo ktoś podrzucił Wesowi Ballowi jego nazwisko, a gdy ten wpisał hasło w wyszukiwarce, spojrzał na jego zdjęcia, zobaczył fryzurę i powiedział: "TAK, TO BĘDZIE MÓJ THOMAS!", a więc teraz wszyscy chwalmy Zeusa za włosy Dylana, bo nikt inny do tej roli lepiej by się od niego nie nadawał. O ile Thomas w książce przez pewien czas był mi obojętny, to w filmie nie dano mi możliwości pozostawić go bez uczuć. Był taki... realny. Tak namacalny... Tak rzeczywisty... Dylan nadał swojej postaci coś takiego nieuchwytnego, że... to tylko świadczy o tym, jak wspaniałym jest aktorem! I dlaczego tak bardzo go KOCHAM.
Film był genialny. GENIALNYGENIALNYGENIALNY. Przeładowany emocjami. Z napędzającą akcją. Z piękną grafiką. Z wizualnym mistrzostwem. Ze stylistyką godną Hollywoodu. Z aktorami z tak wielkimi umiejętnościami, że człowiek nie był w stanie tego wszystkiego pojąć.
Nie było szans, żeby fani książek się rozczarowali. NIE BYŁO. Bo nie dość, że naprawdę Wes Ball świetnie przeniósł "Więźnia Labiryntu" na ekran, to jeszcze zmieniając pewne wątki i elementy sprawił, że film był powiewem świeżości i pewnym dopełnieniem książki. Był tym, czym miał być. Cudownym widowiskiem. A moja reakcja po wyjściu z sali kinowej? "Nie zepsuli mi książki". Bo nie zepsuli. Wręcz przeciwnie. Dodali jej animuszu. Dodali jej... emocji. Akcji. Dramatyzmu.
Nie było mowy, żebym gdzieś tam, na sali kinowej przed ekranem - po prostu się w widowisku nie zakochała.
Od pierwszych minut zostajemy zaatakowani pustką, roztrzęsieniem i dezorientacją Thomasa - co niesamowicie oddziałuje na nasze emocje. Napięcie wzrasta z kolejnymi cennymi minutami, a my czujemy zachwyt i uznanie do Streferów, którzy potrafili zorganizować sobie życie, czujemy zmieszanie i zagubienie bo jesteśmy uwięzieni w Labiryncie, czujemy przerażenie i fascynację ciemnymi korytarzami, idealnym graficznie labiryntem i przerażającymi Buldożercami... A do naszych głów dobija się głos. Bo przecież D.R.E.S.Z. jest dobry...
Co mnie niesamowicie ujęło oprócz tego co już wypisałam? (Efekty specjalne, grafika, aktorzy, fabuła, świeżość, akcja?) To, że Wes Ball potrafił w dwie godziny przedstawić przywiązanie Streferów do siebie. Nie mam pojęcia jak mu się to udało. Sama czułam z nimi więź, czułam się z nimi pokrewieństwo godne rodzeństwa czy sojuszników. A przecież książka potrzebowała wielu, wielu stron...
Jednym minusem, który dostrzegłam był... Minho. O ile w trylogii ksiązkowej, jest to mój absolutny ulubieniec, którego nikt, nigdy nie zdetronizuje, to niestety w ekranizacji został pominięty, albo... inaczej przedstawiony i nie było jego... humoru. Ciętego języka. Ironii. JEGO.
I zakończenie. Bolesne. Wiedziałam, że to się stanie. Zginęli ci co mieli zginąć, przeżyli ci co mieli przeżyć. Ale i tak. Cios. Ból w sercu niepojęty. Obserwowanie tych dramatycznych scen było po prostu nie do zniesienia. Płakałam szczerymi łzami. A na koniec i tak wychodziłam z sali z uśmiechem na ustach. Bo to było piękne.
Zapraszam.
źródło |
źródło |
źródło |
Every morning, when those doors open, the runners look for a way out. No one has ever survived a night in the maze.
Historia skupia się na postaci Thomasa, który pewnego dnia, budzi się w Strefie - miejscu otoczonym ze wszystkich stron zabójczym labiryntem. Nie jest pierwszym chłopcem, który ląduje w pułapce. Żaden ze Streferów nie pamięta niczego z życia przed uwięzieniem w labiryncie i nie ma pojęcia czemu znalazł się w Strefie, gdzie toczy się całkiem normalne życie. Streferzy stworzyli nową społeczność, podzielili się obowiązkami i zorganizowali. Do czasu Thomasa. Thomas burzy spokój. Thomas zwiastuje coś większego. Coś, co może być ratunkiem, bądź ostateczną zagładą wszystkich, łącznie z nim samym...
źródło |
źródło |
źródło |
źródło |
źródło |
źródło |
źródło |
Następnie Wes Ball wypowiedział się o Willu Poulterze, który wcielił się w rolę Gally'ego - jednego z najbardziej irytujących bohaterów trylogii. Wes Ball stwierdził, że był to kolejny aktor, który po prostu przyszedł mu sam do głowy do tej roli. Odnośnie samego Gally'ego to Will nadał mu takiej głębi, że nawet... rozumiałam jego postępowanie w filmie, podczas gdy w książce go zwyczajnie nienawidziłam...
Kolejnym w projekcie Wesa był Thomas Brodie-Sangster, który dołączył do obsady "wraz z procesem" jak to ujął Ball. Tego aktora kocham. Kochamkochamkocham. I pojawi się nawet w moim cyklu o "ulubionych aktorach"! Więc, oczywiście jestem zachwycona tym jak zagrał, kogo zagrał i... nie mogę się dopatrzeć w jego grze aktorskiej, żadnego negatywu! I teraz nie wiem czy to przez fakt, że tak bardzo go uwielbiam, czy po prostu był tak znakomity w swojej roli. W dodatku wcielił się w Newta! Bohatera, który w trylogii książkowej zyskał coś więcej niż moją sympatię. Zdecydowanie coś więcej...
Mój kochany Dylan O'Brien zyskał swoją rolę, bo ktoś podrzucił Wesowi Ballowi jego nazwisko, a gdy ten wpisał hasło w wyszukiwarce, spojrzał na jego zdjęcia, zobaczył fryzurę i powiedział: "TAK, TO BĘDZIE MÓJ THOMAS!", a więc teraz wszyscy chwalmy Zeusa za włosy Dylana, bo nikt inny do tej roli lepiej by się od niego nie nadawał. O ile Thomas w książce przez pewien czas był mi obojętny, to w filmie nie dano mi możliwości pozostawić go bez uczuć. Był taki... realny. Tak namacalny... Tak rzeczywisty... Dylan nadał swojej postaci coś takiego nieuchwytnego, że... to tylko świadczy o tym, jak wspaniałym jest aktorem! I dlaczego tak bardzo go KOCHAM.
źródło |
źródło |
źródło |
"Out there’s the Maze. Everything we do—our whole life, Greenie—revolves around the Maze."
Film był genialny. GENIALNYGENIALNYGENIALNY. Przeładowany emocjami. Z napędzającą akcją. Z piękną grafiką. Z wizualnym mistrzostwem. Ze stylistyką godną Hollywoodu. Z aktorami z tak wielkimi umiejętnościami, że człowiek nie był w stanie tego wszystkiego pojąć.
Nie było szans, żeby fani książek się rozczarowali. NIE BYŁO. Bo nie dość, że naprawdę Wes Ball świetnie przeniósł "Więźnia Labiryntu" na ekran, to jeszcze zmieniając pewne wątki i elementy sprawił, że film był powiewem świeżości i pewnym dopełnieniem książki. Był tym, czym miał być. Cudownym widowiskiem. A moja reakcja po wyjściu z sali kinowej? "Nie zepsuli mi książki". Bo nie zepsuli. Wręcz przeciwnie. Dodali jej animuszu. Dodali jej... emocji. Akcji. Dramatyzmu.
Nie było mowy, żebym gdzieś tam, na sali kinowej przed ekranem - po prostu się w widowisku nie zakochała.
źródło |
Co mnie niesamowicie ujęło oprócz tego co już wypisałam? (Efekty specjalne, grafika, aktorzy, fabuła, świeżość, akcja?) To, że Wes Ball potrafił w dwie godziny przedstawić przywiązanie Streferów do siebie. Nie mam pojęcia jak mu się to udało. Sama czułam z nimi więź, czułam się z nimi pokrewieństwo godne rodzeństwa czy sojuszników. A przecież książka potrzebowała wielu, wielu stron...
Jednym minusem, który dostrzegłam był... Minho. O ile w trylogii ksiązkowej, jest to mój absolutny ulubieniec, którego nikt, nigdy nie zdetronizuje, to niestety w ekranizacji został pominięty, albo... inaczej przedstawiony i nie było jego... humoru. Ciętego języka. Ironii. JEGO.
źródło |
źródło |
źródło |
Muzyka - bajeczna.
Aktorzy - wspaniali.
Dialogi - cudowne.
Postacie - wyraziste.
Grafika - nieziemska.
Efekty specjalne - mistrzostwo.
To było tak niepokojące widowisko... Tak obłędne...
Ale pamiętajcie. Jestem tylko psychofanką. To opinia jedna z wielu...
I zakończenie. Bolesne. Wiedziałam, że to się stanie. Zginęli ci co mieli zginąć, przeżyli ci co mieli przeżyć. Ale i tak. Cios. Ból w sercu niepojęty. Obserwowanie tych dramatycznych scen było po prostu nie do zniesienia. Płakałam szczerymi łzami. A na koniec i tak wychodziłam z sali z uśmiechem na ustach. Bo to było piękne.
źródło |
Koniec końców ocena to oczywiście celujący. Celujący z plusem. Dwoma. Trzema. Iloma chcecie. Ale nie oglądajcie filmu. Nie oglądajcie dopóki nie przeczytacie książki. Nie niszczcie mnie. Nie niszczcie siebie. Nie niszczcie Labiryntu. James'a Dashnera. Aktorów. Ekranizacji i tego wszystkiego co obłędne...
_________________
100000/10
Sięgnijcie po książki.
Pozdrawiam,
Sherry
Więzień Labiryntu | Próby Ognia | Lek na śmierć
PS! 21 WRZEŚNIA Wes Ball ogłosił, że premiera ekranizacji drugiej części, czyli "The Scorch Trials" - Polskie "Próby Ognia" będzie 18 WRZEŚNIA 2015!!!!!!!!!!!!
Chyba nie muszę mówić, że już piszczę z radości? I całkowicie ufam Wesowi w doborze nowych aktorów? (Szczególnie Brendy <3), tym bardziej, że w "Więźniu" spisał się genialnie?
PS! 21 WRZEŚNIA Wes Ball ogłosił, że premiera ekranizacji drugiej części, czyli "The Scorch Trials" - Polskie "Próby Ognia" będzie 18 WRZEŚNIA 2015!!!!!!!!!!!!
Chyba nie muszę mówić, że już piszczę z radości? I całkowicie ufam Wesowi w doborze nowych aktorów? (Szczególnie Brendy <3), tym bardziej, że w "Więźniu" spisał się genialnie?
źródło |
_________________
A na koniec, mała-długa-foto-relacja. Bo przecież notka jest taka krótka... :D
Fot. Sherry PREMIERAPREMIERAPREMIERA!!!!!!!!! |
Fot. Sherry Reklama Cinema City, tak bardzo... |
Fot. Sherry |
Fot. Sherry |
Fot. Sherry |
Fot. Sherry |
Fot. Sherry A to tak odnośnie już samego Krakowa <3 |
Fot. Sherry Zbierałam się w sobie, by zbierać to zdjęcie już parę miesięcy ^^ I w końcu mam! Na tapecie <3 |
Fot. Sherry W drodze powrotnej do domu... |
Fot. Sherry W drodze powrotnej part.2 Prawa zastrzeżone, ręka brata Sherry pozdrawia ^^ |
Przyznawać się kto dotrwał do końca mojego biadolenia? :D
Hehehe, jaki szalony wstęp :P I tyle zdjęć, łącznie ze ścianami kina - szaleństwo :P
OdpowiedzUsuńJa tam o tych aktorach nic nie wiem. Ale widzę, że włosy Dylana czynią cuda :P
Zamierzam sięgnąć po książkę, bo słyszałam już dużo negatywnych opinii. To co ty pisałaś, że np. nie było humoru i że bohaterzy jakoś spłyceni. Ale też, że sporo rzeczy zostało pominiętych albo zmienionych. Że nie było klumpów i twarzostanu (nie czytałam książki, więc i tak nie wiem, co to takiego). Ze to nie ekranizacja, tylko luźna adaptacja. Że to, co Ty uznałaś za plus, ten Hollywood i efekty, przez niektórych uznane jest jako "za dużo, za szybko, za bardzo heroicznie, zbyt hollywoodzko".
Mi film jako film się podobał (chociaż te pająki niczym Obcy były obrzydliwe), no ale nie wiem, jak to wyszło na zasadzie ekranizacji. Teraz będę polować na książkę
A weź! Ściany kina są najciekawsze ^^ Poza tym, w niedzielę miałam nastawienie a'la: "jestę fotografę" :D
UsuńPewnie, że czynią cuda! Oglądnij kiedyś "Teen Wolfa" to się dowiesz do czego są zdolne! ^^
A mnie się wcale nie wydawało, że bohaterowie zostali spłyceni. Zostali przedstawieni inaczej - prawda - nie było humoru, ale nie brakowało im wyrazistości, a przynajmniej nie w moich oczach. Owszem - dużo rzeczy zostało pominiętych. Ale wiesz co ja myślę? Że zawiedli się ci, którzy spodziewali się odwzorowania powieści na ekranie. Ja się nie zawiodłam, bo czekałam na DOPEŁNIENIE wspaniałej trylogii. Wiedziałam bowiem, że nie ma opcji, żeby KTOKOLWIEK był w stanie przenieść to wszystko co było w książkach na ekran. Wydaje mi się nawet, że naiwnym było myśleć, iż możemy oczekiwać wiernej ekranizacji na ekranie. Trochę dystansu i wszyscy byliby zadowoleni, no ale. :D
Życzę owocnego polowania!
Pozdrawiam,
Sherry
No trzeba przyznać, że rzadko którą książkę da się idealnie przenieść na ekran. Zawsze coś się pominie, zawsze coś będzie inaczej, niż spodziewają się fani, zawsze będzie jakieś "ale". Trzeba się z tym pogodzić i nie dopatrywać się szczegółów, żeby krzyczeć w kinie "Ale według książki on miał pieprzyk na nosie, a nie na brodzie!" :P
UsuńDokładnie, dokładnie. I nieraz, fakt, że twórcy zmieniają pewne kwestie, dodaje atrakcyjności ekranizacji. :) Tak było na przykład z "Filarami Ziemi" - bo choć książkę KOCHAM, to jednak serial był... czymś... cudownie innym, a jednocześnie takim samym ^^
UsuńJejku jak się cieszę, że nie tylko ja uwielbiam trylogię Jamesa Dashnera! Niecierpliwie czekam na film, który miejmy nadzieję do końca października zdąży wejść u mnie do kina.. -,- Tak jak mówiłam książki uwielbiam, a film zapowiada się świetnie! <3
OdpowiedzUsuńPewnie, że nie tylko ty! Fandom "The Maze Runner" rządzi! :D A odnośnie filmu - nie przejmuj się. U mnie w mieście też go nie puszczali. Zresztą tak samo było w mieście, w którym chodzę do szkoły. Dopiero gdy wybrałam się do Krakowa, łaskawie napotkałam na swojej drodze większe kina. :D WYBAWIENIE! :D
UsuńŻyczę pozytywnych wrażeń!
Pozdrawiam,
Sherry
Ależ emocje biją z twojej recenzji! Aż mi się udzielił twój entuzjazm. Przyznam, że początkowo bardzo niechętnie podchodziłam do tej książki i filmu, gdyż nie przepadam zbytnio za fantastyką, lecz ty zrobiłaś coś (chyba rzuciłaś jakiś czar na mnie), co sprawiło, że mam ochotę i to wielką obejrzeć ''Więźnia labiryntu''. Wiem, że najpierw powinnam zaznajomić się z książką, a potem dopiero ekranizacja, ale ja jednak chyba będę przekorna i najpierw zobaczę film, a potem ewentualnie przeczytać powieść. Mam tylko nadzieję, że będę równie mocno ja ty nim oczarowana.
OdpowiedzUsuńNaprawdę biją? A ja w tej swojej recenzji widzę tylko nieskładne myśli i chaos :D Ale wierzę ci na słowo! :D
UsuńPowiem ci szczerze, że film to jest IDEALNE dopełnienie ksiązki i mam nadzieję, że po obejrzeniu go, poczujesz się zachęcona do sięgnięcia po trylogię <3
Pozdrawiam!
Sherry
Ja też mam taką nadzieję, że po obejrzeniu filmu zapragnę poznać całą trylogię, ale na razie wolę ostrożnie pochodzić do tych deklaracji :)
UsuńRacja. :) W takim razie trzymam kciuki, żebyś miała pozytywne wrażenia zarówno z filmem, jak i książką. :)
UsuńPsychofanko Dylana przybij piątkę! :3 Ja również jestem mega zadowolona efektem końcowym, zgodzę się z Tobą pod każdym względem.
OdpowiedzUsuńMinho w książce był o wiele lepszy, jakiś taki bardziej wyrazisty, a w filmie nijaki trochę. Cieszę się, że ogłosili już datę drugiej części, jestem ciekawa co z tego wyjdzie :) A tak w ogóle to zastanawia mnie co sądzisz o tym, że filmie nie było słownictwa z książki, takiego jak 'klump', 'ogay' czy inne tego typu :D ? Bo to jednak ważna sprawa, a twórcy to strasznie zlekceważyli..xD
PRZYBIJAM PIĄTKĘ! <3
UsuńMasz rację odnośnie Minho :( Wydaje mi się, że Wes Ball więcej uwagi poświęcił Gally'emu aniżeli Minho :( I to jest przykre, ale też godne... pewnej pochwały, bo sprawił, że zaczęłam inaczej spoglądać na postać tego pierwszego :)
Odnośnie odzywek Strefowiczów to... Szczerze mówiąc, faktycznie jest to pewien cios, ale spójrz na to w ten sposób: gdyby tam były użyte te wszystkie zwroty, a film oglądałyby osoby, które po prostu ksiązki nie czytały - prawdopodobnie mocno skarżyłyby się na niezrozumiałe, nowe słowa. :) A tak, może poczują się zachęceni do sięgnięcia po książkę i sami sprawdzą jaka jest cudowna ^^
Pozdrawiam,
Sherry
Po takiej recenzji trudno nie pognć do kina
OdpowiedzUsuńAch! Cieszę się, że coś tam udało mi się przekazać :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Aaa!!! Ty to potrafisz rozpalić w człowieku emocje! Do czerwoności!!! Najchętniej to już bym chciała dorwać tę ksiązkę w swoje ręce i nikomu nie oddać, że nie wspomnę o filmie :D I widać, że Ci się aktor podoba.... ;p
OdpowiedzUsuńBrat był z Tobą na filmie? Pozdrowienia dla brata, właściciela ręki :D
Podoba? Ba! Jestem w nim do szaleństwa zakochana ^^ I już knuję plan porwania go z Ameryki i przewiezienia do Polski. Przydałby się jakiś przekupny pastor w celu udzielenia ślubu, no ale ^^ To takie przyszłościowe ^^
UsuńBył, był braciszek ze mną i nawet wybrał sobie książkę w księgarni co jest sporym wyczynem bo zwykle on książek nie czyta :D Więc jestem bardzo dumna! :3
Pozdrawiam! (I jestem pewna, że brat jak i jego ręka, również pozdrawiają!)
Sherry
Jedna z lepszych recenzji filmów jakie dane mi było czytać. Niezwłocznie muszę sięgnąć po książkę i film, przez Ciebie nie będę mogła myśleć o niczym innym :)
OdpowiedzUsuńW takim razie, chyba muszę częściej pisać recenzje pod wpływem emocji ^^
UsuńPozdrawiam!
Sherry
WOW, JAKA RECENZJA, SHERRY, MISTRZU! <3
OdpowiedzUsuńIDĘ ZARAZ, TERAZ, NATYCHMIAST PO KSIĄŻKĘ I DO KINA! :D Po tym co napisałaś nie można NIE pójść :D
WERONIKA, TWOJE SŁOWA SĄ DLA MNIE PO PROSTU MIODEM NA DUSZĘ! :D <3
UsuńPozdrawiam!
Sherry
Ja jeszcze nawet nie czytałam tej trylogii, a słyszałam o niej dużo pozytywnych opinii :) Twoja recenzja mega emocjonalna no i bardzo zachęcająca, ale tak jakoś się trochę boję tej serii (wiadomo, zanim obejrzę wolałabym przeczytać), bo nie wiem czy to mój gatunek i czy się nie zawiodę :(
OdpowiedzUsuńHm... Nigdy się nie przekonasz jeśli nie spróbujesz! :) To takie... połączenie przygody, thrillera, antyutopii i postapokalipsy. Mocna mieszanka, mocne wrażenia... NIESAMOWITE PRZEŻYCIE. :o
UsuńPozdrawiam!
Sherry
Nie mam tego filmu w planach :)
OdpowiedzUsuńWielka szkoda :( Ale mam nadzieję, że przynajmniej książkom dasz szansę? :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Wow, co za emocjonalny post! I ile się napracowałaś z tymi źródłami, obrazkami i w ogóle ze wszystkim ;) Teraz się narażę, ale nie wiem co to za film, nie słyszałam o nim, ale wygląda zachęcająco. Może jak już będzie na DVD to obejrzę ;)
OdpowiedzUsuńAch, jak film będzie na DVD to oczywiście, jako psychofanka, i ja KUPUJĘ od razu, nawet się nie namyślając ^^
UsuńPozdrawiam!
Sherry
No właśnie póki co czytałam troszkę bardziej stonowane opinie - że film ok, ale trochę potraktowane plenery po macoszemu itd. Nie nastawiam się na wielkie och, bo zawsze do ekranizacji podchodzę nieco krytycznie. Ale mam nadzieję, że po seansie będę równie zachwycona, jak Ty :)
OdpowiedzUsuńJa też mam taką nadzieję! Trzymam kciuki, żeby ekranizacja zrobiła na tobie BARDZO POZYTYWNE wrażenie :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Z pewnością obejrzę film, ale po przeczytaniu książki ;)
OdpowiedzUsuńJestem ZA, sięganiem po "Więźnia" w takiej właśnie kolejności :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
No nie ma co, zachęcasz i kusisz;-), ale książka przed filmem - pierwsze przykazanie czytelnika(czasami zdarzyło mi się złamać). Ale masz energii!!! Pozwoliłem sobie trochę od Ciebie wziąć, Dzięki!! ;-)
OdpowiedzUsuńWiadomo! Nawet nie zgadzam się, żebyś oglądał film przed książką. :) Życzę przyjemnych wrażeń! :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Ooo Dylan, nie czytałam, nie oglądałam, ale za to aktora znam z filmu "The first time", w którym mnie sobą zachwycił, jeśli nie oglądałaś to gorąco polecam :D
OdpowiedzUsuńMuszę chyba wypożyczyć książki, bo narobiłaś mi ochoty na film :P
Oglądałam, oglądałam. :D Wszystkie produkcje z nim widziałam, nawet jeśli grał tylko jakąś "mini" rólkę. :D
UsuńPozdrawiam!
Sherry
Osobiście książki nie czytałam, zanim mówili o filmie nawet nie wiedziałam, ze takowa istnieje. Czy przeczytam? Nie mam pojęcia, ale film chętnie bym obejrzała. Chyba się wybiorę na niego do kina.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Naprawdę? :o Cóż, właściwie to "Więzień" Dashnera, zawsze był trochę w cieniu innych dystopii. Najpierw Igrzyska, później jeszcze Niezgodna... Niemniej jednak, jeśli wybierzesz się na seans - miłego oglądania życzę :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Książkę, jak już wiesz, pokochałam i choć nie mogę się z całą szczerością nazwać psychofanką, to i tak darzę tą historię ogromnym szacunkiem.
OdpowiedzUsuńZ filmem wiążę ogromne nadzieje więc naprawdę bardzo się cieszę, że tak szybko go zrecenzowałaś, choć nie ukrywam- jestem piekielnie zazdrosna, że już go widziałaś! :-P
Odnośnie aktorów:
Kaya nie jest mi znana z żadnego konkretnego filmu, ale zapamiętałam ją z fanowskich zwiastunów "Upadłych" Lauren Kate. Jest w niej coś takiego, że nie da się jej zapomnieć, a musisz wiedzieć, że kompletnie nie mam pamięci do twarzy ;-)
Willa z kolei pamiętam doskonale z "Opowieści z Narni" gdzie grał bardzo denerwującego chłopca, co w sumie pasuje mi do Gally'ego. Jeśli chodzi o charakter nie będę miała więc problemów, ale nic nie poradzę na to, że fizycznie wyobrażałam sobie tego bohatera kompletnie inaczej :-)
Na Thomasa z ciekawości kliknęłam sobie w dodany przez Ciebie link i doznałam szoku... 24 lata!? :-O Jak to jest możliwe?? :-P Kolejny aktor do naszej teorii, że w Hollywood czas płynie inaczej ;-)
Dylana nie znałam wcześniej (w zasadzie poznałam go dzięki Tobie) ale z każdym Twoim zachwytem pod jego adresem, zaczynam coraz bardziej lubić tego gościa. Nie wiem czemu, ale mam ochotę go przytulić. Nie mam pojęcia skąd mi się to bierze, chyba to dlatego, że ma taki uroczy wyraz twarzy :-P Thomas (podobnie jak w Twoim przypadku) nie był jakimś szczególnie fenomenalnym bohaterem (na początku) więc cieszę się, że Dylan nadał mu duszę :-)
W książce zabrakło mi też odrobinę dynamizmu w wyprawach do Labiryntu. Oprócz heroicznego wyczynu Thomasa kiedy to pierwszy raz wszedł do Labiryntu i oczywiście wielkiego finału, pozostałe były jakieś mdłe, ale patrząc na gify myślę, że wiem co miałaś na myśli pisząc "modyfikacje" ;-)
Czy wybiorę się więc do kina? Oczywiście! i to z ogromną przyjemnością! Pod warunkiem, że życie nie potoczy się inaczej... Ale nawet jeśli coś nie wyjdzie, przy pierwszej możliwej okazji ściągam w wersji HD i oglądam w kinie domowym! :-)
Dziękuję za cudowną relację i pozdrawiam! :-*
A tam! Ja jestem piekielnie zazdrosna, że te wszystkie emocje i wyczekiwanie jeszcze przed tobą! :D A przez to, że czytałaś ksiażkę, tak jak ja - będziesz mogła skupić się na tych detalach, które ulecą nie-czytającym. :)
UsuńKurczę! Podawali Kayę do "Upadłych"? Teraz, jak już wspomniałaś o niej i o tej serii to po prostu nie widzę bardziej idealnej dziewczyny do rej roli ^^ Ale z tego co wiem, do pseudoekranizacji "Upadłych" już kogoś wybrano... :o
Serio Will grał w "Opowieściach z Narnii"?! Nawet go nie pamiętam! :o Co znaczy, że muszę jeszcze raz zrobić sobie maratonik z Narnią ^^ Ale odnośnie samego Willa, to jest bardzo zabawnym człowiekiem ^^ Jak tak oglądałam wywiady i inne takie, z kadrą "Więźnia" to naprawdę chłopak jest całkiem słodki z tym swoim poczuciem humoru. :) No i zdobył mnie czymś takim: "Dylan i ja, jesteśmy przyjaciółmi, więc trochę trudno mi grać jego wroga". No czyż to nie jest urocze? :D
WIEM! Thomas to po prostu... Myślę, że się napił w młodości z fontanny wiecznego życia, albo czegoś takiego... Dla mnie zawsze pozostanie takim słodkim chłopczykiem <3 No i jest Brytyjczykiem, co czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym ^^
Ach! Też mam ochotę przytulić Dylana! Ale to, wiesz. Ja tam odczuwam coś takiego ilekroć ktoś wypowie jego imię. :o
BĘDĘ TRZYMAĆ KCIUKI, żebyś miała szansę wybrać się do kina bo naprawdę... efekt zobaczenia tego cuda na wielkim ekranie to coś absolutnie oszałamiającego!
Pozdrawiam i dziękuję za cudowny komentarz! :*
Sherry
Co mi zrobisz jeśli powiem, ze w ogóle nie mam ochoty na tę ksiażkę i nie wiem dokładnie czemu, ale film bym z chęcią obejrzała, hm? Bo te gify, ach! Tak działają na wyobraźnię, uhuhuhu. ^.^ po prostu mój zmęczony nauką mózg jest spragniony takiego widowiska. :D A tak na poważnie w kwestii pierwowzoru... nie mam ochoty bo nic ostatnio praktycznie nie czytam, bo 400 stron to w najbliższym czasie dla mnie za dużo. I wiesz... podobno większość książkoholików sobie z tym radzi, ale ja nie i cóż... nie mam czasu na czytanie. ;) Może przeczytam, ale po filmie. :>
OdpowiedzUsuńPS> Kinga przeprasza, że ostatnio nie komentuje nic, ale siła wyższa... każdy nauczyciel z osobna chyba myśli, ze tylko jego przedmiot jest najważniejszy. -,-
Ach, nic nie zrobię, choć troszkę mnie to smuci ^^ Ale sama doznawałam czegoś podobnego już mnóstwo razy, także nic na siłę. :) Może po prostu po obejrzeniu filmów, coś się w tobie "ruszy" i zapragniesz poznać pierwowzór? ;D
UsuńOdnośnie szkoły - weź nie mów już nic, bo ze mną jest dokładnie to samo. I jeszcze na dodatek, następne 26 sobót mam zajętych również przez szkołę. :( Uroczo.
Pozdrawiam,
Sherry
Przyznaję, że nie czytałam jeszcze "Więźnia...", ale widzę, że zdecydowanie muszę go koniecznie nadrobić, bo po Twojej recenzji i film, i książka zapowiadają się przednio! Achh, kolejna książka do listy, ale cóż zrobić, skoro ludzie ciągle piszą tyle cudownych rzeczy? :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :*
Ach, weź! Moja lista książek do przeczytania chyba sięga już kosmosu ^^ Ale dobrze, że rynek czytelniczy kwitnie. Bardzo dobrze <3
UsuńPozdrawiam!
Sherry
Kobieto! Jakie ja ma ciary przez Ciebie na ciele... O mamusiuuuuu... Tak to opisałaś, że żałuję iż książka nadal przede mną i nie mogę zaraz, już, natychmiast go obejrzeć. ;(
OdpowiedzUsuńOd jutra poszukuje książki!
Nie żałuj tylko czym prędzej daj się ponieść przygodzie! :D Ja tam ci zazdroszczę, że taka cudna trylogia jeszcze przed tobą :( Trzymam kciuki, żebyś natrafiła na jakąś zniewalającą okazję do nabycia trylogii :)
UsuńPozdrawiam!
Sherry
Kocham, kocham, kocham! Przeczytałam jedynie pierwszy tom, ale o tym już wiesz, i wpadłam po uszy. W premierowy piątek popędziłam do kina i było rzeczywiście rewelacyjnie. Zabrakło mi niestety paru wątków, jak te rozmowy w głowach Teresy i Thomasa i rozwiązanie labiryntu, ale wiem, że w filmie przecież wszystkiego pokazać nie można. Nie mogę się doczekać drugiego tomu. :))
OdpowiedzUsuńWiem, wiem! I podzielam twój entuzjazm! :)
UsuńMi się wydaje, że gdyby zrobili ten wątek z telepatią, to straszny chaos byłby w filmie ^^ Zamiast tego obudzili Tereskę szybciej i w sumie... cieszę się, bo wolę żywą Kayę na ekranie, niż śpiącą ^^
Pozdrawiam!
Sherry
Dotrwałam do końca :)
OdpowiedzUsuńKsiążka uwzględniona w planach czytelniczych, film w filmowych, jedna po twojej - rzeczywiście nieco chaotycznej :D - recenzji muszą powędrować nieco w górę :)
Cieszę się! :D Gratuluję cierpliwości! :)
UsuńMam nadzieję, że i książka i film, spodobają ci się w równym stopniu, co mi <3
Pozdrawiam!
Sherry
hej, wiesz może jak nazywa się fandom tej książki/ filmu?
OdpowiedzUsuńRunners. :) To są tak jakby... polscy Uciekinierzy. :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry
Jaka wyczerpująca notka,widać że byłas bardzo szczęśliwa z powodu ekranizacji tej książki:D
OdpowiedzUsuńJa jej nie czytałam,ale oglądałam film i też uważam że jest genialny:)))
http://gabxreadsbooks.blogspot.com/
Och, koniecznie musisz nadrobić książkę! To dopiero jest cudeńko! :)
UsuńPozdrawiam,
Sherry