wtorek, 23 września 2014

Film: Więzień Labiryntu

źródło
Oryginał: The Maze Runner
Ekranizacja powieści James'a Dashnera
Data premiery: 19.09.2014
Czas trwania: 1 godz. 53 min.

Już na wstępie pragnę zaznaczyć, iż recenzja będzie całkowicie subiektywna i prawdopodobnie przeładowana zwykłym chrzanieniem Sherry, która jest PSYCHOFANKĄ trylogii "Więźnia Labiryntu" i psychofanką Dylana O'Briena. O czym mogliście przeczytać tu.

Chyba więc nie muszę już mówić jakiej oceny możecie się spodziewać, co? Szykujcie się psychicznie na natłok gifów, mnóstwo tyrady, zero stylistyki w tekście i chaosu. CHAOSU.

Zapraszam.



źródło
źródło
źródło
Na ekranizację jednej z moich najukochańszych trylogii czekałam ponad 14 miesięcy. Premiera filmu początkowo miała mieć miejsce w roku 2013, niestety - jak widać - plan nie doszedł do skutku i tysiące psychofanów podobnych do Sherry, musiało jęknąć z zawodem. A później były teasery, zwiastuny, fanarty. I z każdym z nim, niecierpliwość się zwiększała, a Sherry skakała i piszczała coraz bardziej. I nadszedł czas. 19 września. Premiera wielkiego projektu, jakim miała być właśnie ekranizacja serii James'a Dashnera. Sherry wybrała się do Krakowa do kina i... i jest. I pisze. I... nie może poskładać myśli.

Every morning, when those doors open, the runners look for a way out. No one has ever survived a night in the maze.

Historia skupia się na postaci Thomasa, który pewnego dnia, budzi się w Strefie - miejscu otoczonym ze wszystkich stron zabójczym labiryntem. Nie jest pierwszym chłopcem, który ląduje w pułapce. Żaden ze Streferów nie pamięta niczego z życia przed uwięzieniem w labiryncie i nie ma pojęcia czemu znalazł się w Strefie, gdzie toczy się całkiem normalne życie. Streferzy stworzyli nową społeczność, podzielili się obowiązkami i zorganizowali. Do czasu Thomasa. Thomas burzy spokój. Thomas zwiastuje coś większego. Coś, co może być ratunkiem, bądź ostateczną zagładą wszystkich, łącznie z nim samym...

źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
Wiecie co Wes Ball powiedział o obsadzie, kiedy zadano mu o nich pytanie? Powiedział, że gdy pierwszy raz przeczytał książkę, po prostu pomyślał o Kai Scodelario i wiedział, że to będzie jego Teresa - czyli jedyna dziewczyna w Strefie. I jestem bardzo szczęśliwa, że taka była jego wizja, bo nie dość, że uwielbiam tą dziewczynę dzięki serialowi "Skins" (może kiedyś zrecenzuję) to była... idealna. IDEALNA. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł ją zastąpić.

Następnie Wes Ball wypowiedział się o Willu Poulterze, który wcielił się w rolę Gally'ego - jednego z najbardziej irytujących bohaterów trylogii. Wes Ball stwierdził, że był to kolejny aktor, który po prostu przyszedł mu sam do głowy do tej roli. Odnośnie samego Gally'ego to Will nadał mu takiej głębi, że nawet... rozumiałam jego postępowanie w filmie, podczas gdy w książce go zwyczajnie nienawidziłam...

Kolejnym w projekcie Wesa był Thomas Brodie-Sangster, który dołączył do obsady "wraz z procesem" jak to ujął Ball. Tego aktora kocham. Kochamkochamkocham. I pojawi się nawet w moim cyklu o "ulubionych aktorach"! Więc, oczywiście jestem zachwycona tym jak zagrał, kogo zagrał i... nie mogę się dopatrzeć w jego grze aktorskiej, żadnego negatywu! I teraz nie wiem czy to przez fakt, że tak bardzo go uwielbiam, czy po prostu był tak znakomity w swojej roli. W dodatku wcielił się w Newta! Bohatera, który w trylogii książkowej zyskał coś więcej niż moją sympatię. Zdecydowanie coś więcej...

Mój kochany Dylan O'Brien zyskał swoją rolę, bo ktoś podrzucił Wesowi Ballowi jego nazwisko, a gdy ten wpisał hasło w wyszukiwarce, spojrzał na jego zdjęcia, zobaczył fryzurę i powiedział: "TAK, TO BĘDZIE MÓJ THOMAS!", a więc teraz wszyscy chwalmy Zeusa za włosy Dylana, bo nikt inny do tej roli lepiej by się od niego nie nadawał. O ile Thomas w książce przez pewien czas był mi obojętny, to w filmie nie dano mi możliwości pozostawić go bez uczuć. Był taki... realny. Tak namacalny... Tak rzeczywisty... Dylan nadał swojej postaci coś takiego nieuchwytnego, że... to tylko świadczy o tym, jak wspaniałym jest aktorem! I dlaczego tak bardzo go KOCHAM.

źródło
źródło
źródło
"Out there’s the Maze. Everything we do—our whole life, Greenie—revolves around the Maze."

Film był genialny. GENIALNYGENIALNYGENIALNY. Przeładowany emocjami. Z napędzającą akcją. Z piękną grafiką. Z wizualnym mistrzostwem. Ze stylistyką godną Hollywoodu. Z aktorami z tak wielkimi umiejętnościami, że człowiek nie był w stanie tego wszystkiego pojąć.

Nie było szans, żeby fani książek się rozczarowali. NIE BYŁO. Bo nie dość, że naprawdę Wes Ball świetnie przeniósł "Więźnia Labiryntu" na ekran, to jeszcze zmieniając pewne wątki i elementy sprawił, że film był powiewem świeżości i pewnym dopełnieniem książki. Był tym, czym miał być. Cudownym widowiskiem. A moja reakcja po wyjściu z sali kinowej? "Nie zepsuli mi książki". Bo nie zepsuli. Wręcz przeciwnie. Dodali jej animuszu. Dodali jej... emocji. Akcji. Dramatyzmu.

Nie było mowy, żebym gdzieś tam, na sali kinowej przed ekranem - po prostu się w widowisku nie zakochała.

źródło
Od pierwszych minut zostajemy zaatakowani pustką, roztrzęsieniem i dezorientacją Thomasa - co niesamowicie oddziałuje na nasze emocje. Napięcie wzrasta z kolejnymi cennymi minutami, a my czujemy zachwyt i uznanie do Streferów, którzy potrafili zorganizować sobie życie, czujemy zmieszanie i zagubienie bo jesteśmy uwięzieni w Labiryncie, czujemy przerażenie i fascynację ciemnymi korytarzami, idealnym graficznie labiryntem i przerażającymi Buldożercami... A do naszych głów dobija się głos. Bo przecież D.R.E.S.Z. jest dobry...

Co mnie niesamowicie ujęło oprócz tego co już wypisałam? (Efekty specjalne, grafika, aktorzy, fabuła, świeżość, akcja?) To, że Wes Ball potrafił w dwie godziny przedstawić przywiązanie Streferów do siebie. Nie mam pojęcia jak mu się to udało. Sama czułam z nimi więź, czułam się z nimi pokrewieństwo godne rodzeństwa czy sojuszników. A przecież książka potrzebowała wielu, wielu stron...

Jednym minusem, który dostrzegłam był... Minho. O ile w trylogii ksiązkowej, jest to mój absolutny ulubieniec, którego nikt, nigdy nie zdetronizuje, to niestety w ekranizacji został pominięty, albo... inaczej przedstawiony i nie było jego... humoru. Ciętego języka. Ironii. JEGO.

źródło
źródło
źródło
Muzyka - bajeczna.
Aktorzy - wspaniali.
Dialogi - cudowne.
Postacie - wyraziste.
Grafika - nieziemska.
Efekty specjalne - mistrzostwo. 

To było tak niepokojące widowisko... Tak obłędne...

Ale pamiętajcie. Jestem tylko psychofanką. To opinia jedna z wielu...

I zakończenie. Bolesne. Wiedziałam, że to się stanie. Zginęli ci co mieli zginąć, przeżyli ci co mieli przeżyć. Ale i tak. Cios. Ból w sercu niepojęty. Obserwowanie tych dramatycznych scen było po prostu nie do zniesienia. Płakałam szczerymi łzami. A na koniec i tak wychodziłam z sali z uśmiechem na ustach. Bo to było piękne.

źródło
Koniec końców ocena to oczywiście celujący. Celujący z plusem. Dwoma. Trzema. Iloma chcecie. Ale nie oglądajcie filmu. Nie oglądajcie dopóki nie przeczytacie książki. Nie niszczcie mnie. Nie niszczcie siebie. Nie niszczcie Labiryntu. James'a Dashnera. Aktorów. Ekranizacji i tego wszystkiego co obłędne...

100000/10
Sięgnijcie po książki.

Pozdrawiam,
Sherry

Więzień Labiryntu | Próby Ognia | Lek na śmierć


PS! 21 WRZEŚNIA Wes Ball ogłosił, że premiera ekranizacji drugiej części, czyli "The Scorch Trials" - Polskie "Próby Ognia" będzie 18 WRZEŚNIA 2015!!!!!!!!!!!!

Chyba nie muszę mówić, że już piszczę z radości? I całkowicie ufam Wesowi w doborze nowych aktorów? (Szczególnie Brendy <3), tym bardziej, że w "Więźniu" spisał się genialnie?

źródło

_________________

A na koniec, mała-długa-foto-relacja. Bo przecież notka jest taka krótka... :D

Fot. Sherry
PREMIERAPREMIERAPREMIERA!!!!!!!!!
Fot. Sherry
Reklama Cinema City, tak bardzo...
Fot. Sherry
Fot. Sherry
Fot. Sherry
Fot. Sherry

Fot. Sherry
A to tak odnośnie już samego Krakowa <3
Fot. Sherry
Zbierałam się w sobie, by zbierać to zdjęcie już parę miesięcy ^^
I w końcu mam! Na tapecie <3
Fot. Sherry
W drodze powrotnej do domu...
Fot. Sherry
W drodze powrotnej part.2
Prawa zastrzeżone, ręka brata Sherry pozdrawia ^^
Przyznawać się kto dotrwał do końca mojego biadolenia? :D