wtorek, 2 września 2014

Urodzona o północy - C.C. Hunter

źródło
Urodzona o północy
Autorka: C.C. Hunter
Oryginał: Born at Midnight
Seria: Wodospady Cienia #1/5
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 15.01.2014
Liczba stron: 365

Moda na paranormal-romance, zrodzona przez Stephanie Meyer, została wyparta przez szał na dystopie, później powieści erotyczne i aktualnie young adult & new adult. Mimo wszystko, wciąż znajdą się tacy, na przykład ja, którzy z wielką przyjemnością co jakiś czas, robią sobie przerwy od innych gatunków książkowych, by spędzić czas z jakąś niezobowiązującą lekturką, na tyle naiwną i przewidywalną, a także przyjemną w czytaniu, by zapomnieć o rzeczywistości i przenieść się w świat gdzie wampiry świecą się jak kule dyskotekowe, wilkołaki śmierdzą mokrym psem czy elfy to tak naprawdę zimne dranie. Serię Wodospady Cienia, chciałam poznać już od dawna, ale niestety z książkami pani Hunter było mi nie po drodze. Gdy w końcu znalazłam "Urodzoną o północy", długo mnie nie trzeba było przekonywać do sięgnięcia po nią. Moja miłość do obozów czy szkół dla młodych paranormalnych, utrzymuje się odkąd poznałam cudowne "Dziewczyny z Hex Hall", a w pewien sposób, fabularnie pierwszy tom serii Wodospady Cienia, przypominał mi trylogię pani Hawkins. Czy jednak wrażenia po skończeniu, mam tak pozytywne jak to było w przypadku książek opowiadających o Sophie Mercer?

źródło
Życie głównej bohaterki, rozpada się na kawałeczki. Niedawno zerwał z nią chłopak, umarła jej ukochana babcia, a rodzice się rozwodzą. Co gorsze, ojciec Kylie, zostawia ją z jej chłodną, nie wyrażającą uczuć matką, mimo że do tej pory, był bardzo blisko z córką. Do tego wszystkiego należałoby jeszcze dodać fakt, że dziewczynę prześladuje dziwny Żołnierz, którego nie widzi nikt oprócz niej, a w końcu panna Galen ląduje na obozie letnim dla dziwacznych dzieciaków. Wkrótce okazuje się, że jeśli Kylie myślała, że to tej pory miała pogmatwane życie, to była w błędzie bo wychodzą na jaw sprawy tak dziwne i niepokojące, że naprawdę "normalna" Kylie nie ma pojęcia jak sobie z tym wszystkim poradzić...

Jeśli chodzi o główną bohaterkę, chciałabym się dziś skupić na jej... dość irytującym charakterze. To, co nie podobało mi się w dziewczynie to fakt, że wciąż i wciąż obnosiła się ze swoimi problemami i strasznie użalała się nad sobą. Nawet jeśli ktoś miał większe kłopoty, to i tak wszystko koniec końców sprowadzało się do "biednej" Kylie, której rodzice się rozwodzą. To, jak zgrywała pokrzywdzoną było naprawdę wkurzające, bo... ja rozumiem, że wszystko to mogła przeżywać - nie jestem w końcu bez serca - ale autorka przesadziła. Ostro.

źródło
Kolejnym minusem, po robieniu z siebie ofiary przez Kylie, był moim zdaniem - trójkącik miłosny, wciśnięty wręcz na siłę. Jakby dobry paranormal-romance, nie mógł się obejść bez wątpliwości miłosnych bohaterki, pomiędzy dwoma, superprzystojnymi chłopakami. Gdy panienka Galman przebywała z jednym z nich, nie istniał drugi, gdy przebywała z tym drugim, nie istniał pierwszy. I choć nie była to może najbardziej wkurzająca główna bohaterka, z którą miałam do czynienia, to nie była też moją ulubienicą. Jej naiwność i dość infantylny tok myślenia, a także lekkomyślność i nie radzenie sobie z rzeczywistością, były nie do zniesienia. Jeśli zaś chodzi o pozostałych bohaterów, byli wykreowani ciekawie, choć wiadomo - autorka najwięcej czasu poświęciła Kylie, przez co niektórzy byli zaniedbani. Co zaś się tyczy chłopaków, między którymi zaczęła się miotać narratorka powieści, to nie uciekli przed schematami. Jeden jest tak słodki, że aż przesłodzony, a drugi to niebezpieczny drań, traktujący Kylie raz zimno, raz ciepło. Mimo wszystko, to właśnie ten drugi wzbudził moją sympatię, choć wiem, że przez większą część społeczności jest tępiony. 

źródło
Jeśli o plusy chodzi, to książka była... przesympatyczna. Niezmiernie miło i szybko mi się ją czytało, a swobodna, pierwszoosobowa narracja, tylko ułatwiała sprawę. I choć zachowanie głównej bohaterki prosiło się o krytykę, to w gruncie rzeczy, powieść wzbudziła moją sympatię. Jak już wspomniałam w pierwszym akapicie - uwielbiam motyw obozów/akademii/szkół dla młodych paranormalnych. Mamy możliwość poznać mnóstwo bohaterów, a także spojrzeć na to, jak dany autor przedstawił różne rasy. I tutaj, mieliśmy wampiry, wilkołaki, zmiennokształtnych i innych, z tym że bolał mnie fakt, że w pełni nie mogliśmy dowiedzieć się, do czego dane osobniki są zdolne. Nie zabrakło zabawnych sytuacji, dzięki którym czytelnik nie trwał w stanie "nie-obchodzi-mnie-co-tu-się-dzieje" i mimo, że nie występował jakiś dramatyczny wątek, to jedyny, powiedzmy ciekawie poprowadzony, został wyjaśniony stanowczo za prosto i zbyt... słodko. 

Książka pani Hunter jest przeznaczona dla młodzieży i może właśnie to, trochę usprawiedliwia autorkę i jej łatwe rozwiązania, ale mimo wszystko, wolałabym w przyszłości widzieć, jak bohaterowie dojrzewają, podejmują odważniejsze decyzje, a przede wszystkim - jak zmienia się Kylie. Seria liczy sobie pięć tomów, a ja mam zamiar brnąć w nią do końca, pełna nadziei, że koniec końców bohaterka wybierze Lucasa, ale naprawdę będę trzymała kciuki, by styl autorki się poprawił. Dla niewymagających czytelników, "Urodzona o północy" będzie jak znalazł. Mnie, mimo że krytykowałam książkę, przypadła ona do gustu i jestem dość usatysfakcjonowana, tym bardziej, że podchodząc do tej pozycji, nie spodziewałam się ambitnej lektury. Pani Hunter pozostawiła po sobie dość dobre wrażenie i jeśli czujecie, że to książka dla was - zachęcam.

7/10
Pozdrawiam,
Sherry