wtorek, 16 lipca 2019

Co przyniesie wieczność - Jennifer L. Armentrout


The Problem with Forever
Wydawnictwo Filia, 2017
576 str.

Gdzie wieczność jest abstrakcją

źr.
Po latach dochodzenia do siebie po traumatycznych wydarzeniach i wielu godzinach terapii mającej pomóc jej poradzić sobie z piekłem jakim były wcześniejsze lata życia, Mallory decyduje się stawić czoła rzeczywistości... a początek tej drogi to nauka w publicznym liceum. To czego nastolatka się nie spodziewa, to że to właśnie tam, ponownie odnajdzie ją przeszłość. A zmaterializuje się ona w postaci przystojnego, troskliwego, bardzo znajomego Ridera. Ridera, dla którego Mallory wciąż jest "Myszką", Ridera, w pełni zdającego sobie sprawę z tego, czemu dziewczyna przestała mówić i zaczęła otaczać się ciszą jak tarczą. Ridera, który wkrótce namiesza w jej życiu, ale... być może Mallory odwdzięczy mu się tym samym. Wkrótce obydwoje będą musieli nauczyć się gdzie leży granica pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością oraz zdecydować o co tak naprawdę chcą w swoim życiu walczyć.

źr.
Jest wiele elementów, które uwielbiam w piórze Jennifer L. Armentrout. Jeden z nich to fakt, że nieważne co pisze, nieważne jaką tematykę porusza, udaje jej się uchwycić esencję sprawy w odpowiedni sposób i nie przesadzić z dramaturgią (z czym wiele współczesnych autorek gatunków YA i NA ma problem). W recenzowanej dziś przeze mnie pozycji, autorka poświęciła uwagę opiece socjalnej i temu co przytrafia się niektórym z adoptowanych dzieci. Pokazała też jak trauma może rządzić człowiekiem jeszcze na długo po wyrwaniu się z piekła. Psychologiczny element, zdecydowanie stanowi jeden z ważniejszych filarów tej książki i o ile wielu pisarzy nie poradziłoby się z balansowaniem ciężkiej treści i cech typowej powieści młodzieżowej, uważam, że pani Armentrout wykonała kawał dobrej roboty. To prawda, że jej dzieło nie wymyka się schematom, a tematykę dramatycznych bagaży emocjonalnych, nie pozwalających bohaterom ruszyć dalej, można znaleźć w co drugiej książce YA i NA, ale inna rzecz, za którą cenię Jennifer L. Armentrout to fakt, że cokolwiek by nie napisała, powieść i tak zdaje się być świeża i ekscytująca.

źr.
Coś na co zdecydowanie trzeba zwrócić uwagę, czytając recenzowaną dziś przeze mnie powieść, to zmiany zachodzące w Mallory (i w pozostałych), oraz emocjonalny rozwój nastolatki. Autorka nie zawiodła mnie kreacją postaci, zarówno pierwszoplanowych jak i tych z tła. Wszyscy zdawali się być po prostu właściwie przedstawieni, z wadami, zaletami, błędami na koncie i typowymi, ludzkimi odruchami na pewne wydarzenia. Podoba mi się, jak co poniektórzy błądzili oraz potrzebowali czasu, by nauczyć się pewnych rzeczy oraz jak Armentrout pozwalała zobaczyć bohaterów w różnych sytuacjach, dając nam szansę na wyrobienie sobie własnej opinii na ich temat. Z sensowną, solidną kreacją postaci, także przedstawione więzi i relacje pomiędzy nimi, zdawały się być autentyczne i faktycznie wzbudzały w czytelniku emocje. Na pierwszy plan, oczywiście wysuwa się to co łączy Mallory i Ridera i o ile pewnie przy wielu innych książkach nie czułabym aż tylu emocji, przy tej oraz przy doświadczaniu wraz z obydwojgiem pewnych uczuć, nie mogłam nie przejąć się ich losami.

źr.
Historia Mallory i Ridera jest rozdzierająca i na tyle angażująca czytelnika, że nie sądzę, by pozostawiła kogokolwiek obojętnym. Coś co wydawało mi się absolutnie magiczne, to jak wiele warstw relacji tych dwojga zobaczyliśmy. Już dawno nie czytałam powieści YA z tak pięknym wątkiem romantycznym. Mający zarodek głęboko w korzeniach przeszłości, czarujący delikatnością w teraźniejszości, drżący przed niepewną, kruchą przyszłością. Trudno nie ulec czarowi tej więzi. Od powieści nie powinniście spodziewać się pędzącej akcji. Leniwe tempo, za to, sprzyja budowaniu silnego portretu psychologicznego bohaterów (przez pisarza) oraz obserwowaniu dojrzewającej relacji (przez czytelnika). Historia została utkana z najwyższą ostrożnością i pomimo, że oczywiście, nie będę tu subiektywna - w końcu Jennifer L. Armentrout jest jedną z moich ulubionych pisarek - uważam, że żaden miłośnik YA i NA nie powinien przejść obok tego tytułu obojętnie. Ilość emocji, którymi wypełnione są strony powieści, wynagradza poświęcony jej czas.

źr.
Lektura Co przyniesie wieczność ukradła mi kilka godzin życia... których jednak nie zamieniłabym na nic innego. Każde kolejne spotkanie z panią Armentrout uświadamia mi jak wielki talent posiada oraz jak bardzo cieszę się, że odkryłam jej pióro. Historia Mallory i Ridera nie wymyka się schematom oraz toczy się wolnym tempem, ale jest także świetnym, nieprzesadzonym obrazem życia nastolatków doświadczających nie-tak-do-końca-normalnych rzeczy. Książka świetnie obrazuje ból i zagubienie, ale także ekscytację i zauroczenie. Delikatna, angażująca i zmuszająca do refleksji, ma szansę spodobać się wszystkim, którzy choć odrobinę przepadają za klimatami Young Adult i New Adult. Jeśli wciąż nie znacie pióra pani Armentrout, koniecznie zmieńcie ten stan rzeczy, założę się bowiem, że wielu z was przepadnie na punkcie świeżości i lekkości bijących od jej dzieł. W Co przyniesie wieczność absolutnie przepadłam, mam nadzieję, że z wami będzie podobnie.

Pozdrawiam,
Sherry


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry