piątek, 16 września 2016

Gus - Kim Holden


Jasna strona, tom 2
Wydawnictwo Filia, 2016
504 str.

Recenzja nie zawiera spoilerów z tomu 1!

Redemption

Fenomen. Perfekcja. Mistrzostwo. Geniusz. Rewelacja. Wirtuozeria. Ideał. Nadzwyczajność. Jak wiele znacie synonimów słowa "absolutna cudowność"? Ja, po skończeniu "Gusa", wiedziałam, że choćbym znała ich setki, wciąż by mi to nie wystarczyło. Są książki, o których można wiele mówić. Są książki, o których wiele można pisać. I są książki, które stają się dla czytelnika czymś co przekracza jego rozumienie. Zgadnijcie co. "Gus" jest dla mnie  taką książką.

"- Byłeś kiedyś zakochany?
- Raz.
- Jak długo?
- Dwadzieścia jeden lat... i trzy dni."

źr.
Utrata ukochanej osoby jest do bani. W sensie... przerąbane. Ale utrata drugiej połówki samego siebie? To jest coś więcej niż zwykła tragedia. To jest cholerny koniec świata. O czym zatem może być "Gus"? O żalu przeplatanym ze złością. O rozpaczy i skrajnym szaleństwie, od bólu. O otępieniu i przytłaczającej samotności. O niezrozumieniu, palącej tęsknocie i pragnieniach, które już nigdy nie zostaną zaspokojone. Przede wszystkim jednak, jest to książka, w której korzeniach wypalono zagubienie. A wszystkie te uczucia, wylewają się ze stron strumieniami. Każde słowo, w książce Kim Holden, emanuje prawdziwością, autentycznością i realizmem. Lektura jej tworu jest więc czymś o wiele więcej niż czytaniem. Jest przeżywaniem najmniejszej nawet emocji. Jest spajaniem pojedynczego wyrazu czy literki. Jest... dobrowolną zgodą, by każdy rozdział wbijał się w jestestwo u czytelnika. Tylko po to, by został w nim... prawdopodobnie na zawsze. Bądźmy szczerzy. W końcu mówimy tu o Kim Holden.

"Ludzie, których kocham, nie potrafią tego odwzajemnić. Ranią mnie. Właśnie na tym polega miłość.
Właśnie tak mnie kochają."

źr.
"Gus" to apogeum uczuć. Jak sięgnięcie do samego jądra emocjonalności człowieka i wydobycie z niego... absolutnie wszystkiego. Kim Holden w kontynuacji "Promyczka", zabrała mnie w przejażdżkę życia. Prosto w otchłań wrażeń. Znacie to uczucie, gdy wykonujecie jakąś czynność i jesteście tak pełni... emanujących nią wibracji, że wiecie, iż to co robicie ma sens? Tak czułam się podczas pochłaniania "Gusa". Bo jest to prawdziwe odkupienie. Podróż do piekła i nieba. Zatapianie się w żarzącej lawie i lodowatej wodzie. Gwałtowne, ale też melancholijne i nostalgiczne. Bolesne jak diabli, ale również przynoszące ukojenie i spokój ducha. To powieść, która robi coś więcej niż tylko składa serce do kupy. To powieść, podczas której czytania, czułam jak we mnie rodzi się radość, spełnienie, czysta euforia i zachwyt, bo kawałki mojej duszy, znalazły swoje miejsce. Nie miałam bladego pojęcia, że książka może zrobić z czytelnikiem takie rzeczy. To otwarcie oczu, totalne oświecenie i inspiracja w jednym.

"Spraw, by twoje życie było coś warte."

Może chodzi o to, jak łatwo połączyłam to co przeżywa Gus, z moim osobistym stanem emocjonalnym. A może po prostu Kim Holden jest mistrzynią i o to w tym wszystkim chodzi. Może życie składa się z doceniania napotykania na swojej drodze tak wspaniałych autorów, którzy potrafią dotknąć cię nawet jeśli znajdują się na drugim końcu świata. Którzy potrafią cię uleczyć, nawet jeśli nie są po medycynie. Którzy sprawiają, że widzę sens w tym co robię, a czytanie wydaje mi się najpiękniejszą rzeczą na całym, cholernym świecie. Dzięki którym myślę, że ludzkość zna za mało pojęć mogących wyrazić absolutne uwielbienie, zachwyt i wdzięczność jaką czuję teraz w stosunku do Kim Holden.

Jeśli chcecie UTONĄĆ we wrażeniach, emocjach i czystym pięknie - sięgnijcie po tą książkę. Jeśli nie chcecie - cóż, ktoś musi popełniać błędy i pozbawiać się jedynego słusznego remedium, pokazującego jak doceniać życie, więc czemu nie wy, co? Logiczne.

10/10

Pozdrawiam,
Sherry


Promyczek | Gus