![]() |
źr. |
Toxic
Rachel Van Dyken
Zatraceni, tom 2
Feeria Young, czerwiec 2015
320
RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW Z PIERWSZEGO TOMU
RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW Z PIERWSZEGO TOMU
Szkoda, że ucieczka nie gwarantuje zapomnienia
Gabe ma problem. Tkwi w stanie ciągłego smutku, załamania i gniewu. Nie umie poradzić sobie ze swoimi emocjami, czuje się tak, jakby coś trzymało go w uścisku depresji. Przeszłość niecierpliwie puka do drzwi jego nowego życia, a on wie, że długo nie będzie mógł ignorować tego co ukrywa przed całym światem. Saylor też ma problem. Tyle, że jej problemem jest pewien seksowny, niebieskooki brunet, którego muzyczna dusza, przemawia do niej i wzywa, jak jakiś anielski zew. Szkoda, że właściciel pięknego talentu jest jednym z najbardziej irytujących facetów na kampusie. I szkoda, że za każdym razem gdy dochodzi do ich spotkania, muszą się albo kłócić, albo na siebie rzucać. Gdy Saylor dowie się, że Gabe okłamuje wszystkich, a także siebie, czy będzie na tyle odważna, by zmusić go do zderzenia się z prawdą? I czy prawda go nie zabije, a jej nie zniszczy?
Pierwszy tom serii Zatraceni, był dobry. Trochę za bardzo... przesłodzony i nierealny, ale ciekawie się go czytało. Do "Toxic" nastawiałam się trochę bardziej optymistycznie, bo głównym bohaterem miała być postać, którą dosłownie zaczęłam uwielbiać po poznaniu "Utraty". Po raz kolejny, Rachel Van Dyken raczy nas opowieścią przedstawioną z dwóch perspektyw i po raz kolejny stara się plątać tajemnice z życiem młodych ludzi, walczących o stworzenie sobie perspektyw na szczęśliwą przyszłość.
Narracja Gabe'a pozwala nam poznać go od strony, o jakiej wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Nie dość, że otrzymujemy odpowiedzi na pytania co tak naprawdę go dręczy i z czym się musi zmagać, to jeszcze towarzyszymy mu w drodze, pełnej wybojów, której koniec nie rysuje się w optymistycznych barwach. Okazuje się, że osobowość Gabe'a jest o wiele bardziej skomplikowana niż to widać na pierwszy rzut oka, a jego postępowanie wobec innych, ma swoje powody.
"Toxic" jest... lepsze od pierwszego tomu. Czytałam tę książkę z większym zainteresowaniem, bohaterowie wydawali mi się ciekawiej skonstruowani, a nawet na końcu był moment, przy którym się poruszyłam. Może nie płakałam, ale poruszyłam na pewno. A jednak... wciąż to nie jest to, czego oczekiwałabym po New Adult na poziomie.
Z jakichś powodów, Rachel Van Dyken nie umie łączyć sekretów z realnym życiem i sprawia, że historie bohaterów, choć ładne, są jak gdyby urwane z kosmosu i totalnie nierzeczywiste. Od początku nie mogłam wczuć się w opowieść, nie mogłam się utożsamić z bohaterami i przeżywać wszystkiego tak jak oni, bo po prostu czuć było fikcję i sztuczność danych sytuacji. O ile są autorki NA, które potrafią nam przedstawić historie, które wydają nam się namacalne i bardzo prawdopodobne, o tyle pani Van Dyken nie ma tej umiejętności, co negatywnie wpływa na odbiór jej powieści.
Po raz kolejny obyło się bez zachwytów, lekturą nie jestem specjalnie usatysfakcjonowana, choć nie żałuję, że ją poznałam. Szkoda tylko, że autorka na siłę próbuje wciskać złote myśli na usta młodych ludzi, szkoda, że lukier wręcz bucha ze stron, a tak zwana miłość rozwija się w ciągu paru spotkań. I choć w przypadku Gabe'a i Saylor było lepiej, niż z Wes'em i Kiersten, to mimo wszystko wciąż do rewelacji, więziom pomiędzy bohaterami dużo brakuje.
Poza tym, miło by było, gdyby autorka umiała stworzyć postać żeńską, która nie sprawiałaby, że moje pięści się zaciskają, a ja mam ochotę rzucić lekturę w trzy diabły i do niej nie wracać. Wyidealizowane życie postaci, też działało na mnie jak płachta na byka, a banały jakimi rzucała Saylor irytowały mnie wprost proporcjonalnie do "życiowych rad", których dwudziestoparolatkowie naprawdę nie powinni wypowiadać, bo wypadało to bardzo sztucznie.
Mimo wszystko, "Toxic" to opowieść, którą powinni poznać fani gatunku NA. Jest przesiąknięta bólem, smutkiem i zmaganiem się z odpowiedzialnością młodych ludzi. Z czeluści wszechobecnego cukru i fikcji literackiej można wyciągnąć przesłanie, jakie niesie książka. Tych, którzy czytali pierwszy tom, pewnie nawet nie muszę zachęcać by poznali opowieść Gabe'a, a pozostałym wspomnę tylko, że jeśli nie będą spodziewać się rewelacji, a jedynie lektury na jeden... góra dwa wieczory, nie powinni być zawiedzeni.
Pierwszy tom serii Zatraceni, był dobry. Trochę za bardzo... przesłodzony i nierealny, ale ciekawie się go czytało. Do "Toxic" nastawiałam się trochę bardziej optymistycznie, bo głównym bohaterem miała być postać, którą dosłownie zaczęłam uwielbiać po poznaniu "Utraty". Po raz kolejny, Rachel Van Dyken raczy nas opowieścią przedstawioną z dwóch perspektyw i po raz kolejny stara się plątać tajemnice z życiem młodych ludzi, walczących o stworzenie sobie perspektyw na szczęśliwą przyszłość.
![]() |
źr. |
"Toxic" jest... lepsze od pierwszego tomu. Czytałam tę książkę z większym zainteresowaniem, bohaterowie wydawali mi się ciekawiej skonstruowani, a nawet na końcu był moment, przy którym się poruszyłam. Może nie płakałam, ale poruszyłam na pewno. A jednak... wciąż to nie jest to, czego oczekiwałabym po New Adult na poziomie.
Z jakichś powodów, Rachel Van Dyken nie umie łączyć sekretów z realnym życiem i sprawia, że historie bohaterów, choć ładne, są jak gdyby urwane z kosmosu i totalnie nierzeczywiste. Od początku nie mogłam wczuć się w opowieść, nie mogłam się utożsamić z bohaterami i przeżywać wszystkiego tak jak oni, bo po prostu czuć było fikcję i sztuczność danych sytuacji. O ile są autorki NA, które potrafią nam przedstawić historie, które wydają nam się namacalne i bardzo prawdopodobne, o tyle pani Van Dyken nie ma tej umiejętności, co negatywnie wpływa na odbiór jej powieści.
Po raz kolejny obyło się bez zachwytów, lekturą nie jestem specjalnie usatysfakcjonowana, choć nie żałuję, że ją poznałam. Szkoda tylko, że autorka na siłę próbuje wciskać złote myśli na usta młodych ludzi, szkoda, że lukier wręcz bucha ze stron, a tak zwana miłość rozwija się w ciągu paru spotkań. I choć w przypadku Gabe'a i Saylor było lepiej, niż z Wes'em i Kiersten, to mimo wszystko wciąż do rewelacji, więziom pomiędzy bohaterami dużo brakuje.
Poza tym, miło by było, gdyby autorka umiała stworzyć postać żeńską, która nie sprawiałaby, że moje pięści się zaciskają, a ja mam ochotę rzucić lekturę w trzy diabły i do niej nie wracać. Wyidealizowane życie postaci, też działało na mnie jak płachta na byka, a banały jakimi rzucała Saylor irytowały mnie wprost proporcjonalnie do "życiowych rad", których dwudziestoparolatkowie naprawdę nie powinni wypowiadać, bo wypadało to bardzo sztucznie.
Mimo wszystko, "Toxic" to opowieść, którą powinni poznać fani gatunku NA. Jest przesiąknięta bólem, smutkiem i zmaganiem się z odpowiedzialnością młodych ludzi. Z czeluści wszechobecnego cukru i fikcji literackiej można wyciągnąć przesłanie, jakie niesie książka. Tych, którzy czytali pierwszy tom, pewnie nawet nie muszę zachęcać by poznali opowieść Gabe'a, a pozostałym wspomnę tylko, że jeśli nie będą spodziewać się rewelacji, a jedynie lektury na jeden... góra dwa wieczory, nie powinni być zawiedzeni.
6/10
Pozdrawiam,
Sherry
Utrata | Toxic | Wstyd