Witam
Po raz kolejny, mam przyjemność, przelać swoje przemyślenia na klawiaturę. Z tego co zauważyłam ostatnim razem, moje biadolenie i rozpisywanie się, nie przeszkadzało wam, więc chętnych na poznanie kolejnej, niejako - cząstki mnie, zapraszam do lektury.
"Załóżmy, że wszyscy jesteśmy szaleni.
To pozwoli nam zrozumieć siebie nawzajem.
To pozwoli na rozwiązanie wielu zagadek."
Mark Twain
Mam pewną teorię. Teorię, która mówi, że wszyscy są szaleni, ale tylko nieliczni potrafią się do tego przyznać. Czemu tak myślę? To proste. Uważam, że życia, z tymi wszystkimi przeszkodami na drodze, nie da się przeżyć bez odrobiny szaleństwa. To ono sprawia, że kurczowo chwytamy się nadziei, robimy drżący krok naprzód, trzymamy się drogi, którą nam wytyczono, mimo że gdzieś tam, w podświadomości, coś musi nam mówić, że być może wcale nie będzie lepiej. Ba! Nawet jeśli będzie - wciąż w ciemności czaić się będzie śmierć i tragedia. Po co więc nadal trwamy? Bo jesteśmy szaleńcami. A dziś postanowiłam napisać wam o swoim szaleństwie. Postanowiłam zdradzić czemu ludzie szaleni, naprawdę szaleni, ci którzy zdają sobie sprawę ze swojego szaleństwa, dążą do zmiany świata, nawet jeśli określenie "świata" nie definiuje świata, takiego jakiego widzą inni, a ma znaczenie bardziej osobiste. Czytajcie, a być może zrozumiecie...
![]() |
źr. |
Wiecie, jestem osobą przeżartą do cna szaleństwem. I niektórzy zdają sobie z tego sprawę. Inni postanawiają to ignorować. Jeszcze inni - ci, których ja klasyfikuję do kategorii tych, którzy za cholerę by nie przyznali słuszności mojej tezie z poprzedniego akapitu - twierdzą, że po prostu jestem dziwaczna. Moje zachowanie, teorie, rozmyślania, traktują jako nic nieznaczące słowa, które po prostu brzmią w głowie, dziwnej dziewczyny, która powinna więcej czasu spędzać wśród ludzi, a nie przy książkach i serialach.
Z poprzedniej notki przemyśleniowej, znacie kilka powodów, tłumaczących fakt, czemu sama się izoluję od innych ludzi. Tutaj dostaniecie kolejną porcję. A więc, czemu? Dlatego, że chciałabym mieć kontakt z osobnikami myślącymi podobnie jak ja. Z osobnikami, którzy nad moimi teoriami i pytaniami pomyśleliby dłużej, których moje refleksje skłoniłyby do refleksji. Niestety, jeśli tacy ludzie gdzieś istnieją, a zapewne istnieją, są dla mnie niedostępni. W kręgach, w których ja się obracam, szukałam z nadzieją, człowieka o podobnym toku myślenia. Niestety. Poszukiwania spełzły na niczym. A czemu mam spędzać czas z osobami, które machnięciem ręki, bądź zmarszczonym czołem i pogardliwym spojrzeniem, odcinają moje myśli i wszystko co przetacza się przez mózg i starają się ściągnąć mnie "na ziemię" - jak mówią? Nie widzę w tym sensu.
Spotkałam się z ludźmi, którzy twierdzili, że za dużo myślę. Ale przecież każdy człowiek myśli przez tyle samo czasu co inni, prawda? Mamy 24-godzinne doby. Mamy więc teoretycznie dwadzieścia cztery godziny - minus czas na sen, w trakcie których nasz mózg pracuje na najwyższych obrotach. I tu pojawia się moja kolejna teza, że niektórzy nie wykorzystują tegoż faktu. O ile ja myślę, myślę, ciągle myślę - i być może to jest kolejny powód tego, że jestem nieszczęśliwa, o tyle inni skupiają się na nic nieznaczących sprawach - a przynajmniej moim zdaniem, pozostawiając głębsze rozważania bez tknięcia. Albo szukają ucieczki. Upijają się, tłumiąc wszystko, własnoręcznie zabijając być może genialne pomysły, odkrywanie kolejnych hipotez i tajemnic świata.
Wiem co pomyśleliby inni o tym co napisałam w poprzednim akapicie, więc przyjmę, że wy myślicie podobnie. Jak śmiem atakować ludzi, swoimi teoriami? Może nie wszyscy marnują życie na zgłębianie się w tematy, które prawdopodobnie nigdy nie zostaną wyjaśnione. Ale spróbujcie spojrzeć na to wszystko, z mojej perspektywy.
![]() |
źr. |
Moja perspektywa jest przepełniona szacunkiem do wielkich myślicieli, do wszystkich odkrywców, do ludzi, którzy odważyli się zmieniać świat, badać go i odkrywać. Którzy mieli śmiałość wysnuwać hipotezy i teorie. Pomyślcie o tym, jak Arystarch wysnuł koncepcję heliocentryczną, a później Kopernik sprawił, że zrewolucjonizowała świat. Pomyślcie o teorii rewolucji, o darwinizmie, pomyślcie o tym, że gdyby ktoś kiedyś nie miał duszy odkrywcy i mózgu pochłoniętego myślami, nie siedzielibyście sobie właśnie w domu, pełnym elektronicznych urządzeń. Nie siedzielibyście przed komputerami, czy telefonami i nie mielibyście możliwości surfowania po internecie. A teraz zastanówcie się: co jeśli każdy z nas ma szansę stać się kolejną osobą, na miarę Einsteina? Co jeśli każdy z nas jest w stanie zmienić świat? Co jeśli tysiące rzeczy czy teorii czekają tylko na odkrycie?
"[...] ludzie, którzy mają w sobie dość szaleństwa by sądzić, że mogą zmienić świat, to ci, którzy go zmieniają."
Steve Jobs
Może źle do tego podchodzę. Może się mylę. Może niektórzy mają w sobie zdolność do wybudzania się z czegoś co nazywam "śpiączką rzeczywistości", a co określa bańkę pełną problemów... życiowych. Wiecie, problemy ze znalezieniem pracy, z zajściem w ciążę, ze spłatą kredytu, z dostaniem się na studia. Każdy z nas musi się z czymś mierzyć. Ale może nieliczni mimo tego wszystkiego, są w stanie też zgłębiać w coś, co w moim mniemaniu jest większe. I ważniejsze. I pozostawi ślad na historii ludzkości. Może. Ale to wszystko nie sprawia, że uważam ludzi za mniej szalonych niż są w rzeczywistości.
![]() |
źr. |
Obiecałam wam notkę o szaleństwie. I choć w głowie mam jeszcze stanowczo za dużo myśli na ten temat, nie przeleję ich wszystkich na bloga. Nie dziś, nie tym razem. Bo podejrzewam, że gdybym zebrała to wszystko do kupy, wyszłaby z tego nie notka, a cała książka, więc nie ma szans, bym zaprezentowała wam dziś wszystko co chcę. Ale obiecałam także nawiązać do mojego życia osobistego, w każdym temacie, który będę poruszać. I o tym będzie następny akapit.
Co sprawia, że inni myślą, że jestem dziwna, nie licząc powodów, o których wspominałam wcześniej? Fakt, że jako jedyna zadaję pytania, których oni nie zadają. Fakt, że zastanawiam się nad rzeczami, o których oni nawet nie pomyśleli. Fakt, że nie daję się ściągnąć na ziemię. I podczas gdy oni, zastanawiają się nad tym, co będzie jutro, co było wczoraj, ja zastanawiam się nad przyszłością i przeszłością samą w sobie. Co sprawia, że wpływa na nas, czy jesteśmy w stanie odciąć się od pętli, wspomnień, w której żyjemy. Zastanawiam się nad samą koncepcją rzeczywistości, widzę wskazówki, tam gdzie teoretycznie ich nie ma. Każde słowo, każdy gest, w najdrobniejszym stopniu analizuję. I wiem, że niektórzy twierdzą, że analizowanie jest złe. Że czasami warto odpuścić sobie myślenie i poddać się emocjom.
Tylko co jeśli nie jestem w stanie?
Podważam. Krytykuję. Analizuję. Argumentuję. Prowokuję. Myślę. Wysnuwam wnioski. Pozwalam zagubieniu i melancholii wpływać na moje życie. Pozwalam wątpliwościom znaleźć ujście w moim płaczu. Bo nic nie jest przypadkowe, a wszystko może stać się kolejną wskazówką. Szukam, z nadzieją, że coś znajdę. Żyję, z nadzieją, że do czegoś się przydam. Rozważam, z nadzieją, że coś z tego wyniknie.
"Czasem w przypadku artysty, jedyną różnicą między szaleństwem a geniuszem jest odniesiony sukces."
dr Spencer Reid "Criminal Minds"
Tak więc macie. Kolejną notkę przemyśleniową. Może kiedyś wyjawię wam parę innych teorii. Może wyjaśnię czemu uważam, że kurczak to nie-mięso, czemu rozważam czy orzech to roślina czy owoc. Czemu każę innym się nad tym zastanawiać. Może wyjawię jak internet wpłynął na moje myśli, jak najgłupsza kłótnia internetowa ostatniej dekady, pozwoliła mi dojść do pewnych wniosków. MOŻE.
Na razie żegnam i życzę miłej niedzieli.
(I przypominam, że sami się prosiliście o tą notkę, żeby nie było)
Pozdrawiam,
Sherry