niedziela, 12 października 2014

Dar Julii - Tahereh Mafi


Ignite Me
Dotyk Julii, tom 3
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 21 maja 2014
Ilość stron: 384

Uwaga! Ci którzy nie czytali poprzednich tomów trylogii, proszeni są o pominięcie pierwszego akapitu recenzji, w związku ze małymi spoilerami odnośnie "Dotyku Julii" i "Sekretu Julii".

Znaleźć ukojenie...
Ignite, my love. Ignite.

źródło
Ostatnie wydarzenia sprawiają, że Julia - uznawana przez wszystkich za martwą, przebywa w kwaterach z Warnerem, który uratował jej życie, po tym jak została postrzelona. I mimo, że najbezpieczniejszą opcją byłoby ukrywanie się przez resztę życia, dziewczyna decyduje się zabić Andersona, obalić Komitet Odnowy i tym samym, umożliwić społeczeństwu lepsze funkcjonowanie. Plan jednak nie jest idealny, ani dopracowany, a do rozpętania wojny, potrzeba jej sprzymierzeńców. A Punkt Omega został zniszczony. I jedyną osobą, na którą Julia może liczyć okazuje się... Warner, którego większość uważa za apodyktycznego drania. Ostatni tom trylogii może przynieść ukojenie lub śmierć. Może dać pannie Ferrars wszystko, albo odebrać najważniejsze. Przed Julią wiele wyborów, w tym ta, dotyczącasnych uczuć. Czy w obliczu nieuchronnej wojny, główna bohaterka będzie w stanie podjąć odpowiednie decyzje?

Słowa, myślę sobie są takie nieprzewidywalne. Żaden pistolet, miecz, armia ani król nie mogą się mierzyć z potęgą jednego zdania. Miecze mogą ranić i zabijać. Słowa zagnieżdżają się w naszych ciałach i pasożytują w nich jak robactwo. Niesiemy je ze sobą w przyszłość, nie mogąc się od nich uwolnić.

źródło
Ci, którzy mieli styczność z moimi recenzjami poprzednich tomów trylogii, z pewnością już zorientowali się, że darzę tę serię, a także autorkę, wielkim przywiązaniem i swego rodzaju uwielbieniem, bo w końcu każdy cykl, posiadający bohatera, w którym się zakochuję, jest coś wart. Ale proza Tahereh Mafi sama w swojej prostocie jest piękna i niesamowita. Mimo, że autorka lokuje akcję swoich powieści w dystopijnym świecie, gdzie książki zostają niszczone, aby tylko ludzie nie byli zbyt mądrzy, by się przekonać, że mają szansę na uwolnienie spod dyktatorskiej władzy, dodaje ponurej rzeczywistości tyle cudownych uczuć i emocji, że nie sposób nie zatracić się w treści. Cała trylogia nie jest idealna, w końcu zaliczana jest do literatury młodzieżowej, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, iż pomimo pewnej schematyczności, jest wyjątkowa. Trudno do zdefiniować, a także dobrze uargumentować, bo jednak antyfani młodzieżówek, takowymi pozostaną, ale ci, którzy nadal uwielbiają zaczytywać się w dystopiach i w cyklu o Julii, dostrzegą coś unikalnego i niesłychanie intrygującego. 

To pocałunek, który każe gwiazdom wspinać się na niebo i rozświetlać świat. Taki, który trwa wiecznie, a jednocześnie nie trwa ani chwili.

źródło
Przede wszystkim, to co odróżnia styl Tahereh Mafi od pozostałych autorek dystopii, to cudowny, chwilami poetycki język, dzięki któremu po kończeniu kolejnych tomów, kartki z ulubionymi cytatami, zapełniają się nowymi słowami. Proza pani Mafi, przez tą barwność i odmienność, sprawia wrażenie dojrzalszej i bardziej oryginalnej od reszty. Ale to co jest najważniejsze, to fakt, że dzięki niesamowitemu stylowi, książkę się wchłania, kolejne zdania migają nam w oczach, a aspekt psychologiczny wciąż przewija się ze zwrotami akcji, utkaną - niczym delikatna pajęczyna - fabułą, czy dynamizmem i płynnością łączącym to wszystko w jedno. Poza tym, kreacja bohaterów zachwyca. Dla mnie, jako osoby, która nader wszystko ceni sobie dobrze wymyślone postacie, niepozbawione życia i specyficznych zachowań, to prawdziwy dar od losu, znaleźć kolejną książkę, gdzie pisarz przyłożył się do swojej pracy. Kolejnym plusem, a także ulgą na moje zbolałe serce romantyczki, jest wątek miłosny, tak pięknie wykrojony, tak pięknie zlewający się z tłem, tak pięknie... wpleciony w fabułę, tak niebanalny, że naprawdę. Trylogia o Julii na stałe wpisała się w moją pamięć. 

Wolę zginąć, domagając się sprawiedliwości, niż umrzeć samotnie w więzieniu, które sama sobie stworzyłam.

źródło
W tej chwili muszę też wspomnieć właśnie o głównej bohaterce. W pierwszym tomie, Julia była zagubioną, grzeczną dziewczynką, pozbawioną nadziei, która w drugiej części trochę ewoluowała i mimo naiwnych decyzji, czytelnik mógł obserwować pewien rozwój tej postaci. "Dar Julii" przyniósł ze sobą bohaterkę tak inną, od tej, z którą mieliśmy jak dotąd do czynienia, że prawie skakałam ze szczęścia przy czytaniu. Bo mimo, że cudownie czytało się rozmyślania ponurej Julii, z dwóch pierwszych tomów, to jednak fakt, że na koniec stała się tak silna i tak bardzo dojrzała sprawia, że Tahereh Mafi jeszcze bardziej zyskuje w moich oczach. Nie tylko Julka jednak, przechodzi zmianę. Finałowy tom przynosi odpowiedzi, odkrywa tajemnice i pozwala dostrzec głębię Warnera, co oczywiście wpływa na to, że moja miłość do niego nie może być bardziej pełna i niepokojąca. Inaczej się ma sprawa z Adamem. O ile w drugiej części naprawdę mdliło mnie od jego obecności i dziwnych, zaborczych, infantylnych zachować, o tyle w trzeciej miałam autentyczną ochotę go zabić. Jedyne słowa, które mi przychodzą na myśl, gdy jego imię pojawia się w mojej głowie to: drań, fałszywy dupek i arogant, żeby nie przytoczyć mniej niecenzuralnych słów. Oficjalnie zatem oświadczam, że o ile moja miłość do Warnera osiągnęła apogeum, o tyle do Kenta straciłam ostatnie resztki szacunku. Bo dwulicowości to ja nigdy nie byłam w stanie znieść.

Wszystkie chwile świata padają trupem, bo właśnie się ocknęły i zrozumiały, że nigdy nie będą takie ważne jak ta.

źródło
"Dar Julii" w swojej nie perfekcyjności był perfekcyjny! Mimo, że wielu czytelników narzeka na finał, z powodu otwartego zakończenia, ja nie potrafię sobie wyobrazić lepszego końca. Od pewnego czasu zaobserwowałam, że lubię nie wiedzieć nawet po przeczytaniu ostatniego zdania, co się stało dalej z bohaterami, bo to wszystko sprawia, że mnóstwo możliwych wizji pojawia się w mojej głowie. Ogólnie rzecz biorąc, "Dar Julii" podobał mi się, ponieważ było więcej Warnera, więcej pewnej siebie Julii, więcej Kenji'ego, którego uwielbiam oraz... mniej wiadomo-kogo. I choć jakaś część mnie czuje niedosyt, to wiem, że ten tom został moim ulubionym. A trylogia i sama Tahereh Mafi wpisuje się na listę moich ulubionych. I gwarantuję wam, że nigdy z niej nie zniknie. Bo tak cudownych trylogii tylko ze świecą szukać. Dlatego czytelnicy, apeluję. Czytajcie książki Tahereh Mafi. Zakochujcie się w Warnerze i Julii. I zapłońcie razem z nami.

8/10
Pozdrawiam,

Jesteśmy jak otwarcie i zamknięcie cudzysłowu, jak cudze słowa dożywotnio na siebie skazane. Więźniowie życia, którego żadne z nas nie wybrało.

źródło
______________________
Tak swoją drogą, dostałam parę wiadomości z pytaniami, czy nie wiem, czy aby ta część wcale nie była ostatnią w związku z otwartym zakończeniem. Po pierwsze: kurczę, nie wiecie jak strasznie mi miło, że tak bardzo polegacie na mojej wiedzy. Po drugie: znam odpowiedź na wasze pytanie! Otóż, oficjalnie mogę potwierdzić, że "Dar Julii", mimo takiego a nie innego finału, jest ostatnim. Autorka na swoim blogu napisała, że pożegnała się z uniwersum Julki, a teraz pracuje nad powieścią sensacyjną dla dorosłych, także... :) Nie załamujcie się jednak. Zamiast tego sięgnijcie po "Więźnia Labiryntu". Bo wiadomo. Minho zawsze spoko. :)
Poza tym, jeśli autorka zostawiła otwarty koniec, to zawsze jest nadzieja, że jednak kiedyś, kiedy zatęskni za Warnerem, powróci i może... może? Ale wiadomo. To tylko szalone domysły Sherry. :)



Książka przeczytana w ramach wyzwania "Okładkowe Love"