środa, 6 kwietnia 2016

Serial: Shadowhunters - sezon 1

źr.
Sezony: 2 (zamówiony)
Rok produkcji: 2016 - ...
Gatunek: Dramat, Fantasy, Akcja
Na podstawie cyklu powieściowego Dary Anioła, Cassandry Clare

All the Legends are true

Clary Fray to zwykła osiemnastoletnia dziewczyna, która pewnego dnia dowiaduje się, że wszystko co ją otacza, jest przykrywką czegoś niezwykłego. Podziemnego świata, w którym to co uważała za nienaturalne, jest rzeczywiste. Gdzie panoszą się stwory znane tylko z opowieści. Gdzie na straży porządku stoją Nocni Łowcy. Rudowłosa dziewczyna będzie zmuszona stawić czoła prawdziwe, nie stracić zdrowego rozsądku oraz podjąć walkę o tych, których kocha najbardziej, gdy znajdą się w niebezpieczeństwie.

źr.

Krótko o mnie i Darach Anioła, zanim przejdziemy do właściwej części recenzji. Pewnie niektórzy wiedzą, że nie jestem fanką serii, nie jestem fanką książek, nie jestem fanką historii Clary i nie jestem fanką Cassandry Clare, o czym pisałam tutaj. Nie jestem także fanką filmu-ekranizacji, o czym również pisałam. Jak w takim razie podeszłam do pomysłu serialu? W gruncie rzeczy nie tak negatywnie, jak to sobie pewnie wyobrażacie. Lubię seriale - lubię Dominika Sherwooda i pomyślałam, że jeśli jest szansa, że coś mnie przekona do Shadow-świata, to jedynie ta produkcja. Nie ukrywam jednak, że do całości byłam dość zdystansowana, co jest prawdopodobnie dobre, bo dzięki temu, dałam szansę się zaskoczyć. Zobaczcie czym to poskutkowało.

źr.

Oczywiście, musieli coś spieprzyć

  • Dwa pierwsze odcinki serialu, to tragedia. Spójrzmy prawdzie w oczy. Zaczęli słabo - tak słabo, że nie mogłam powstrzymać niesmaku i  naprawdę poważnie zastanawiałam się czy by przypadkiem nie porzucić oglądania go. Na szczęście/nieszczęście, jestem serialową masochistką, więc brnęłam dalej.
  • Przede wszystkim, rządził chaos. I to nie taki dobry chaos typu "wow, tyle się dzieje! Super!". Nie. To był chaos typu "co jest grane, do cholery". To wyglądało niemal tak, jakby twórcy mieli mnóstwo pomysłów na rozpoczęcie serialu i postanowili je wszystkie wykorzystać naraz, nie dopieszczając żadnego. 
  • Co za tym szło, powstała niespójność. Niespójność akcji, niespójność w kreacji świata, niespójność w kreacji bohaterów. 
  • Dialogi były absolutnie beznadziejne. Prawdę powiedziawszy, przez większą część czasu, zastanawiałam się, czy twórcy przypadkiem nie wzięli sobie za cel zniszczenie swojego własnego dzieła, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wykazywały na to, że "Shadowhunters"...
  • Jest produkcją sztuczną. Gra aktorska. Mimika. Na litość boską. Nic tylko wziąć tabletki na uspokojenie i powtarzać sobie z nadzieją "początki bywają kiepskie, później będzie lepiej". Na szczęście dla produkcji - PÓŹNIEJ faktycznie było lepiej. Ale do tego przejdziemy w odpowiedniej części notki. Na razie dajcie mi się wyżyć, ok?

źr.

  • Kat McNamara, którą znałam z oglądanego przeze mnie wcześniej serialu "Happyland", niestety nie stanęła na wysokości zadania, mimo że trzymałam kciuki, by tak się stało. Jej gra aktorska, nawet po czwartym odcinku, gdzie wreszcie zniknęła niespójność w akcji, była słaba. Starała się, ale na staraniach się skończyło i niestety do końca pozostała dla mnie słabym punktem produkcji.
  • Więź Jace'a i Clary, wypadła tak sztucznie i nierzeczywisto, jak tylko się dało. I nawet nie chodzi o całą więź. Tylko o ten romantyczny współczynnik. Wszystko działo się za szybko i po prostu miałam problem, by uwierzyć w ten cały cyrk. W związku z tym, późniejsze dramaty były mi obojętne.
  • Sama kreacja Clary, prosiła się o pomstę do nieba. Niespójna. Pełna skrajności. Jakby znów - twórcy mieli parę obrazów tej dziewczyny w głowie i wszystkie spróbowali wcisnąć w jeden serial. W związku z tym, wypadło to wszystko kiczowato i było, nie ukrywajmy - denerwujące.
  • Słaba kreacja Valentine'a. Naprawdę. Słaba. Z zamysłu miał być tym złym, czarnym charakterem, którego powinniśy się obawiać, którym powinniśmy gardzić? A prawda jest taka, że do końca, do samego ostatniego odcinka, był mi tak obojętny, jak tylko obojętny może mi być czarny charakter i główne zagrożenie dla bohaterów serialu.
  • Prostota. Zwłaszcza jeśli chodzi o stwarzanie czegoś co w zamyśle ma być Wielką Tajemnicą. Wyszło to nad wyraz słabo. Nie wiem czy to dlatego, że czytałam książki i ich nie polubiłam, czy po prostu te Wielkie Sprawy zostały przedstawione powierzchownie. Wiem tylko, że coś nawaliło.

źr.
Ale...

Nie będę kłamać. Po trzecim odcinku, dostrzegłam potencjał. Głównie dzięki dwóm postaciom, o których wspomnę za chwilę. Po czwartym faktycznie zaczęło mnie to wszystko cieszyć. W którymś momencie przepadłam. Tak bywa. Także czy koniec końców cieszę się, że jestem serialową masochistką? TAK, TAK, TAK. Więc. Plusy? 

  • Alec Lightwood. O na Boga. O aktorze wcielającym się w rolę, wspomnę zaraz, ale teraz skupmy się na postaci najstarszego z rodzeństwa Lightwood jako na samoistnej postaci, możemy? Przede wszystkim: świetna, przemyślana kreacja. Świetne psychologiczne podłoże. Świetne ukazanie rozdarcia emocjonalnego. I nie będę kłamać, prawdopodobnie związałam się z tym chłopakiem tak mocno, ze względu na pewne podobieństwa, jakie mamy, jeśli chodzi o uczucia, o to co przechodzimy w środku (prawdopodobnie Alec dostanie kiedyś własną notkę, tam napiszę o tym więcej), ale to o co mi chodzi, to że Alec, przy całej masie latających BACHORÓW, był po prostu do bólu prawdziwy, pragmatyczny, ale też zamknięty. A odkrywanie kolejnych jego warstw, było fascynujące, było czymś co autentycznie mnie w sobie rozkochało. Najbardziej realna, prawdziwa, pełnokrwista postać w serialu. Jedna z najlepiej zarysowanych męskich postaci z jakimi kiedykolwiek się zetknęłam. EVER. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że mam na jego punkcie obsesję. I to nie lekką.

źr.
źr.

  • Isabelle Lightwood. WOW! Równie wyrazista kreacja. Z sensem. Z logiką. Nie jest bez wad, za to zalety są tak ukazane, by były jak najbardziej prawdziwe i godne uwierzenia. Również postać z głębokim dnem, dnem, którego poznawanie jest interesujące. 
  • Więź rodzeństwa Lightwood. Zakochałam się w Alecu i Izzy razem. Jako bracie i siostrze. Matt i Em zagrali fenomenalnie. Więcej o tym jak strasznie uwielbiam ich relację - TUTAJ
  • Matthew Daddario, jeśli już przy tym jesteśmy. O nim też napiszę w stosownej do tego notce, ale nie mogę teraz nie napisać, że kompletnie się w nim zakochałam. Co mnie niesamowicie cieszy, bo jest bratem jednej z moich ulubienic - Alexandry Daddario. Szalenie utalentowana (i urodziwa) rodzina!
  • Więź Parabatai, przedstawiona na przykładzie Aleca i Jace'a. GENIALNA. Kocham Jaleca, sceny z nimi były dla mnie... nad wyraz emocjonalne. O czym też napiszę jeszcze w stosownej notce. :) Zresztą, fakt że więź pomiędzy tym dwojgiem wypadła tak dobrze, pewnie możemy zawdzięczać realnej przyjaźni między Domikiem, a Mattem, także - brawa chłopaki.
  • Przyjaźń Simona i Clary - tu to faktycznie miało logiczne podłoże, wyszło fajnie, tak sympatycznie, prawdziwie. Dobra para, muszę przyznać, że nawet Kat w duecie z Alberto, wypadła świetnie.

źr.
źr.

  • O co chodzi z trzecim odcinkiem? Po którym doszłam do wniosku na to, że "Shadowhunters" ma potencjał, by mi się spodobać? O fakt, że to wtedy zobaczyłam jak postacie Aleka i Izzy wzrastają. Że z beznadziejnego tła, stają się realnymi personami, mającymi własne zdanie, mającymi własne talenty. To wtedy, dla tych dwóch postaci, dla więzi rodzeństwa, postanowiłam serial oglądać dalej. 
  • O co chodzi z czwartym odcinkiem, po którym zaczęłam się faktycznie cieszyć z oglądania? No cóż. Przyszedł czas na Magnusa Bane'a. Równie świetna kreacja. W niewypale jakim był film-ekranizacja Darów Anioła, to postać Bane'a była najlepsza i trochę się bałam czy ten nowy Magnus, pobije filmowego. Na szczęście, Harry Shum Jr. sprostał zadaniu, z gracją w ruchach, ze świetną mimiką, ze świetnym makijażem, ze świetnymi kostiumami, po prostu władował się w moje serce. 
  • Nie oszukujmy się. Malec. O tej relacji też wspomnę w pewnej notce w niedalekiej przyszłości, to co napiszę teraz, to że obok relacji Lightwood Siblings i Jaleca, Malec stanowił podwaliny Sherry'owej miłości do Shadowhunters. Także gratulację. Przez Aleca i Magnusa byłam skrajnie roztrzęsiona. Nie macie POJĘCIA ile razy powtarzałam oglądanie serialu tylko dla nich dwóch. Nie macie pojęcia, ile razy oglądałam odcinek 12. I 11. I 9. Wszystkie, w których ta dwójka odgrywała większą rolę. 
  • Sceny walk. Fajne. I z każdym odcinkiem coraz lepsze. Co prawda to całe rozmazywanie ekranu przy ruchach Łowców było trochę tandetne, ale jeśli chodzi o czysto fizyczną stronę walk - naprawdę fajne.

źr.
źr.
źr.
źr.
źr.

  • Efekty specjalne - również ładnie wyszły. Nie wszystkie były spektakularne, ale niektóre, naprawdę sprawiły, że moje wewnętrzne grafiko-love-serce zaczęło szybciej bić.
  • Soundtrack. Kocham Ruelle. Pokochałam ją w trakcie oglądania piątego sezonu Teen Wolfa, a gdy usłyszałam jej piosenki w Shadowhunters... No, rozczuliłam się. Zresztą, dobór piosenek ogólnie w serialu był naprawdę porządny, także gratulacje.
  • Fakt, że serial tylko bazował na powieściach i w pewnych momentach poszedł swoją drogą. Wiem, że mnóstwo osób jest rozgoryczonych, że serial nie trzymał się książek, że wydarzenia następowały za szybko, blablabla. Ale ja - która nie jest fanką powieści - jestem zachwycona z takiego, a nie innego obrotu spraw. Twórcy włożyli coś nowego do uniwersum, które mogliśmy znać z książek Clare, dzięki czemu serial był powiewem świeżości, czymś nowym, fajnym, przyjemnym w oglądaniu.
  • Ciekawe zakończenia odcinków. Powiedziałam, że owocowały takimi mini cliff-hangerami, które powodowały, że człowiek miał powód, by z niecierpliwością wyczekiwać na kolejny epizod. 
  • Fakt, że z każdym epizodem, czułam się coraz bardziej złączona z bohaterami, a tym samym, coraz mocniej i emocjonalniej przeżywałam ich dramaty. Brawa za budowanie napięcia, za tworzenie ładnego wizualnie tła, za tą aurę tajemnic rozciągniętą przez cały sezon.
  • Ciekawe wykorzystanie pomysłu z alternatywną rzeczywistością. Powiało mi tu "Flashem", szczerze, ale było urozmaiceniem i dla zobaczenia alternatywnej wersji Aleca i Magnusa, było warto. 
  • Finał. WOW. Nie powiem, żeby nie był w pewien sposób przewidywalny, ale cholera jasna! Naprawdę myślałam, że skończy się na prostocie, więc jestem oczarowana tym, że się myliłam! Matt miał rację, mówiąc w wywiadzie, że gdyby nie było drugiego sezonu, widzowie byliby w rozsypce. WOW. Okej, teraz naaaaprawdę czekam na 2017 rok.

źr.
źr.

Więęęc...?

Więc, serio. Parę tygodni temu, po emisji dwóch pierwszych odcinków tego cuda, nie śniłoby mi się, że w tej notce, podsumowującej pierwszy sezon to napiszę, to co napiszę, ale na szczęście w chwili obecnej - polecam "Shadowhunters". Prawda, że to nie jest serial super ambitny. Że nie powinniście się spodziewać produkcji na miarę, nie wiem: "Hannibala", albo "Breaking Bad", bo całość jest przeznaczona głównie dla młodzieży. Niemniej - nie zmienia to faktu, że ja całość niezmiernie polubiłam i z niecierpliwością będę czekać na sezon numer dwa. Autentycznie - będę wyczekiwać.

Jeśli nie straszne są wam wampiry, wilkołaki, czarownicy, Nocni Łowcy. Jeśli nie straszny jest wam cień, mrok i Podziemny świat, w którym magia stanowi żywą istotę, podejmijcie wyzwanie i stańcie w szeregach Shadowhunters, oglądając seria. A nuż, oczaruje was równie mocno jak mnie? 

+ Doceńcie fakt, że w notce nie użyłam wszystkich pięknych gifów, które mam zapisane na komputerze, a które mimo że cudowne, zaspoilerowałyby wam niesamowicie emocjonalne wydarzenia z serialu. :( 

Pozdrawiam,
Sherry


sezon 1 | sezon 2 (soon)



I'm done.

źr.
źr.

20 komentarzy:

  1. Dla mnie serial to totalna masakra, ale im dalej, tym lepiej! Dla mnie najgorszymi postaciami tej produkcji jest Jace (którego w książce kocham!), który w ogóle nie był Jace'owy. Był sztywny i irytujący. Clary irytowała mnie w książce, w serialu tym bardziej. Najlepsze postaci to Alec (te oczy *.*), Izzy (choć mam kilka zastrzeżeń co do jej ubioru, bo fakt. Ona lubiła ciuszki i fatałaszki, ale nie chodziła ubrana w ubrania, które... Więcej odkrywają niż zakrywają. Serial nie jest najgorszy, ale zdecydowanie ma mnóstwo minusów.

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Jace'a to fakt, wypadł inaczej niż w książce, ale chyba głównie dlatego, że twórcy postanowili nie obsadzać jednej czy dwóch głównych ról - w sensie, żeby to Clary i Jace stanowili najważniejsze punkty produkcji i dzięki powiedzmy temu, że nie skupili się na Jacie, mamy świetnie zarysowane inne postacie.
      Jeśli chodzi o Izzy, nie zapominajmy, że twórcy nie musieli trzymać się tego co było w książkach, także jeśli chodzi o rys postaci. Ja się cieszę, że była taka, jaka była. Dzięki temu była barwna, była dynamiczna, była seksowna i po prostu... To Izzy, o jakiej nie marzyłam, że będzie w tej produkcji. :) Jestem zachwycona.
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  2. Uwielbiam ten serial, z każdym odcinkiem jestem na bieżąco :) Jak dla mnie super! Mi też niektóre fragmenty się nie podoabły, jednak całość była idealna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Shadowhunters nie była może produkcją IDEALNĄ, ale na pewno mnie zachwyciła. :) Może dlatego, że naprawdę nauczyłam się czego nie oczekiwać od produkcji młodzieżo-podobnych ^^
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  3. Jak na razie jestem po 3 pierwszych tomach DA. Słyszałam wiele skrajnych opinii o serialu począwszy od "nie wierzę, że tak to spierniczyli", aż po "kocham ten serial".. Muszę się sama przekonać i już niedługo zacznę oglądać :D
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, miłego oglądania. :) Pamiętaj tylko, żeby nie poddawać się po trzech odcinkach, jakkolwiek słabe nie będą. Później naaaaprawdę jest lepiej. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Cóż, ja jestem absolutnie zachwycona serialem i prawda jest taka, że nie dam złego słowa na "Shadowhunters" powiedzieć. Obsada idealnie dobrana, emocje, zaskoczenia - cudo! Czekam z niecierpliwością na drugi sezon, a o filmie już w ogóle nie pamiętam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. :) I cieszę się, że jesteś nawet bardziej zachwycona ode mnie. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  5. Ja nawet nie próbuje tego oglądać, ale po przeczytaniu wielu recenzji widzę że wiele osób się nie zgadza w tym samych kwestiach, a postać Aleca jest chwalona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym miesiącu mam zamiar zakończyć ten serial, chcę w końcu napisać o nim recenzję, a póki co nie wyrobiłam sobie o nim jeszcze jednoznacznej opinii. Mam nadzieję, że kolejne odcinki również i mi przypadną do gustu.
    Pozdrawiam,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli trzy ostatnie odcinki wciąż przed tobą - a moim zdaniem 11 i 12 są najlepszymi z całego sezonu, to jest szansa, że jeszcze ci się całość spodoba. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. W porównaniu do ciebie, jestem fanką Darów Anioła, ale tutaj chyba nie ma wielkiego znaczenia :D ponieważ zgadzam się prawie ze wszystkimi punktami które opisałaś.
    Clary beznadziejna, Clace beznadziejne, no i jak dla mnie Dominic nie pasuje, ale tutaj każdy ma inne zdanie.
    Alec, Alec i jeszcze raz ALEC. Gdyby nie on, porzuciłabym ten serial już po dwóch odcinkach. Jednak za każdym razem gdy pojawia się na ekranie, moja opinia na temat tego serialu zmienia się z "jakie to beznadziejne, po co to oglądam?" na "kocham ten serial".
    Wiele wątków jest bezsensu i nawet nie chodzi o to, że są niezgodne z fabułą książki, bo to nie przeszkadzałoby mi, gdyby te odstępstwa miały jakąś logikę. Większość z nich wygląda tak, jakby przy wymyślaniu scenariusza ktoś sobie zażartował, a inni uznali to za super pomysł.
    Jedynie nie mogę się zgodzić z efektami specjalnymi, które moim zdaniem są słabe i lepiej gdyby ich wcale nie było. Niektóre z nich wyglądają jakby zrobiono je w najprostszym programie do obróbki filmów przez niekompetentną osobę. Chociaż w ostatnich odcinkach nie zwracałam już na nie tak dużo uwagi (a może się polepszyły?).
    No ale nadal będę oglądać ten serial, pomimo ciągłego narzekania na niego, bo tak, bo lubię narzekać XD i przez Maleca
    bookwithcilla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Dom był fajny - cóż, lubię faceta, nie ukrywam, że w tej chwili nie jestem zbyt obiektywna, jeśli chodzi o niego ^^, ale jeśli chodzi o samego Jace'a, wydaje mi się, że główny problem był w jego kreacji, a nie w grze Doma. Bo w sumie, to twórcy nie zadbali o to, by przenieść więcej tego trochę książkowego Jace'a do serialu. Mi to akurat pasuje, bo DA nie lubię, ale rozumiem, że fanki mogą czuć się źle z nim.
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  8. Dla mnie serial słaby, ale Malec ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Pisałam już kiedyś, że cykl pani Clare lubię i w jakiś sposób jestem do niego przywiązana, ale na serial nie miałam najmniejszej ochoty. Już te kiczowate zdjęcia bohaterów i plakaty promujące są dla mnie nie do zniesienia, a co dopiero oglądanie :P jednak zasiałaś we mnie ziarenko zainteresowania, minimalne, ale jednak. Może chociaż dla mojego ukochanego Magnusa się skuszę?
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Magnusa i kreacji postaci Aleca - warto przemęczyć te kilka pierwszych, beznadziejnych odcinków. :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  10. Czytałam Twoją opinię zaraz po seansie, nawet miałam oznaczone jako pojawienie się. ;) Hahaha, ale mi przypomniałaś o tym serialu. Jednocześnie był świetny, z drugiej strony miał wiele wad. Uwielbiam relacje parabatai, Aleca pokochałam, on i Izzy razem są cudowni. Mogłabym się nad ich relacjami i postaciami rozpływać. Tak samo jak nad związkiem Aleca i Magnusa <3 Na pewno obejrzę drugi sezon, choć liczę, że budżet będzie większy i efekty specjalne będą lepsze. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nasze zachwyty tak się pokrywają! :) Też napraaawdę liczę na drugi sezon. Wkrótce zaczynają zdjęcia, więc trzymajmy kciuki, żeby tego nie zawalili jakimś głupim sentymentalizmem, czy czymś takim. :D
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry