piątek, 4 grudnia 2015

Cicha noc - Shirley Jump

źr.
Mistletoe Kisses with the Billionaire
Wydawnictwo Harlequin, 2013
160 str.

Koniec z uciekaniem

Grace McKinnon się wypaliła. Jak jedna z żarówek w świątecznych lampkach. Jej artykuły w gazecie są bez polotu, ona sama nie jest zadowolona z tego co tworzy, wobec czego zostaje zmuszona do wzięcia urlopu z nadzieją, że dwa tygodnie wolnego, napełnią ją nową energią, nowymi pomysłami i nową weną, którą będzie mogła wykorzystać w swoim zawodzie. 

Tak się składa, że zbliżają się Święta, więc Grace łamie dane sobie słowo i wraca do rodzinnego miasteczka. Miasteczka, w którym każdy każdego zna, w którym starsze panie chcą swatać młodych, w których Boże Narodzenie, to jedna wielka celebracja. Zbliża się także specjalny festiwal, a jego organizatorem jest J.C. - mężczyzna, z którym Grace dzieli bolesna przeszłość. Jak powrót młodej dziennikarki i bogatego biznesmena na Święta do domu, wpłynie na ich dziwną relację? 

Zacznijmy od tego, że "Cicha noc" to harlequin. A ja nie lubię harlequinów. Nawet jeśli dotyczą Świąt. Możecie się więc domyślić, że książka - łagodnie mówiąc - niezbyt przypadła mi do gustu. Generalnie rzecz biorąc, jeszcze nie czytałam harlequina, w którym postacie byliby interesujący, czy wielowymiarowi. W "Cichej nocy" wszyscy, bez wyjątku, są papierowi. Niby mają emocje, niby mają swoje życia, niby mają przeszłość, która powinna czytelnika zaintrygować - ale to wszystko jest tak bezsensowne, sztuczne i naiwne, że widz nie śledzi poczynań pary głównych bohaterów, a także tych drugoplanowych, z zainteresowaniem. Właściwie to ich losy, są dla niego obojętne.

źr.
Autorka miała całkiem uroczy pomysł z obsadzeniem akcji w małym miasteczku, w okresie Bożego Narodzenie i generalnie, ta książka mogłaby być całkiem przyjemna gdyby nie fakt, że... Wszystko jest nie tak jak powinno. Wspomniałam o bohaterach - że są całkowicie papierowi i nudni, ale niestety nie tylko na tej płaszczyźnie Shirley Jump zawaliła sprawę. Przebieg wydarzeń jest tak banalny, tak prosty, tak nieciekawy i przewidywalny, że aż boli, emocji brak, od pierwszej strony, mimo że pomiędzy parom głównych bohaterów - podobno - aż iskrzy.

Niestety czytelnik tego nie czuje, na domiar złego, dwie perspektywy - zarówno okiem Grace, jak i J.C. praktycznie się sobą nie różnią, bo w obydwu chodzi o dokładnie to samo. Rozpamiętywanie "bolesnej" przeszłości, związku, który skończył się złamanym sercem i wzajemnymi oskarżeniami. Kiedy uczucia powracają, kiedy pojawia się pożądanie i zalążki uczucia, które kiedyś łączyło dziennikarkę i człowieka sukcesu, widz nie obserwuje niestety żadnej pozytywnej zmiany - wciąż nie może zidentyfikować się z nikim, nie może poczuć właściwie niczego co czują  bohaterowie. Jedyne czego czytelnik może się nabawić przy tej książce, to cukrzyca bo poziom lukru, jaki zawiera ta niepozorna powieść, jest wręcz niepojęty.

Chciałabym móc napisać, że był jakiś pozytywny aspekt tej książki. Ale niestety ja się go nie dopatrzyłam. No chyba, że mówimy o w miarę fajnym pomyśle, zmarnowanym potencjale historii i ekspresowym tempie, w jakim to cudo można przeczytać.

Boli mnie, że język tej powieści był tak prosty, wręcz prostacki, boli mnie, że wydarzenia były tak przewidywalne i nudne, boli mnie, że podobny pomysł na historię - wykorzystany w bardziej umiejętny sposób - widziałam już w niezliczonej liczbie tytułów i każdy z nich, podobał mi się dużo bardziej niż książka Shirley Jump.

Byłam pełna nadziei, że autorce uda się przynajmniej przenieść uroczy klimat miasteczka, w którym ożywa Boże Narodzenie, na kartki papieru, by czytelnik autentycznie poczuł atmosferę Świąt, by mógł rozkoszować się otaczającą go magią, jaką podobno miasteczko Grace emanuje. Niestety i tego się nie doczekałam, a moja nadzieja spełzła na niczym.

Generalnie, jeśli ktoś, mimo powyższej tyrady  ma ochotę na przeczytanie tej książki, chociażby dlatego, że brakuje mu tytułu nawiązującego do Świąt, bądź pragnie odmóżdżacza lub lubi tego typu pozycje, zalecam, by miał przy sobie tony gorzkiej czekolady, które mogłyby zrównoważyć poziom cukru, w trakcie czytania tego utworu, bądź ewentualnie, by przez rozpoczęciem lektury, uraczył się jakiś mocniejszym trunkiem, bo na trzeźwo, naprawdę taka ilość cukru jest dawką śmiertelną dla czytelnika.

Nic wyjątkowego, nic wymagającego, nic wartego zainteresowania. Książka, w której uczucia i Święta powinny odżywać i oczarowywać czytelnika, pozostawiająca go jednak, zirytowanym prostotą, banalnością, naiwnością i głupotą treści i bohaterów, nie zachowujących się jak na ich wiek przystało. Wydumane problemy, ckliwy happy end i lekki język - to dla śmiałków, którzy odważą się przeżyć, tak zwaną "romantyczną, świąteczną" przygodę wraz z Grace i J.C. - przygotowała pani Shirley.

2/10

Pozdrawiam,
Sherry



Kto tęsknił za Tematycznym grudniem związanym z książkami? <3