wtorek, 19 sierpnia 2014

Film: Dorian Gray

źródło
Ekranizacja powieści Oscara Wilde'a pt.
"Portret Doriana Graya"
Gatunek: Dramat, thriller
Premiera: 1 października 2010
Czas trwania: 1 godz. 52 min.

Książkę Oscara Wilde'a - "Portret Doriana Graya" uwielbiam i chociaż nie lubię filmów powstałych na podstawie powieści, to na oglądnięcie ekranizacji tej pozycji, wyczekiwałam z zapartym tchem. Muszę jednak przyznać, że miałam pewne obawy w związku z tą produkcją, choć uspokajała mnie myśl, że na ekranie zobaczę stały, mocny punkt, jakim jest gra aktorska Colina Firtha. Jeśli jeszcze nie wiecie (z tej notki, na przykład), należy on do moich ulubionych aktorów i jeszcze się na nim nie zawiodłam. Poza tym, Colin wcielał się w rolę chyba najciekawszej pod względem charakteru postaci! Zapowiadało się więc bardzo ciekawe widowisko... No właśnie. Zapowiadało się. Jak wrażenia po seansie?



źródło
Krótko o fabule, dla tych którzy nie kojarzą książki, którą - tak swoją drogą - serdecznie polecam. Jak dla mnie jest absolutnie fenomenalna i fantastyczna. W każdym razie, głównym bohaterem powieści Oscara Wilde'a, jak i jej ekranizacji, jest tytułowy Dorian Gray - przystojny, czarujący, niewinny - można by rzec - młodzieniec, który w krótkim czasie po przybyciu do Londynu, poznaje i zaprzyjaźnia się z artystą Bazylim. Ten, oczarowany pięknem chłopca, postanawia uwiecznić go na obrazie. Po ukończeniu wspaniałego dzieła, Dorian - widząc siebie samego, namalowanego na płótnie, przeżywa moment... melancholii? Refleksji? Głupoty? I życzy sobie, być wiecznie młodym, bo nie może znieść myśli, że kiedyś utraci urodę. Lata mijają i wkrótce okazuje się, że Dorian - choć trudno w to uwierzyć - pozostaje przystojnym młodzieńcem, podczas gdy ludzie wokół niego się starzeją. Ale jest jeszcze coś - przy zewnętrznym pięknie, niemal nikt nie jest w stanie dostrzec zła kwitnącego wewnątrz Doriana. Do czego posunie się bohater, by jego sekret nie wyszedł na jaw?

źródło
Lubię Bena Barnes'a, wiecie? Nie dość, że miło się na niego patrzy, to jeszcze nieźle się spisał w roli Kaspiana w filmach z serii: "Opowieści z Narnii". W roli Doriana wypadł naprawdę... rewelacyjnie. Idealnie oddał początkową niewinność Doriana, która z czasem przeradzała się w zepsucie, oziębłość, pychę i gniew. Zresztą, uważam że gra aktorska w filmie, zasłużyła na co najmniej, ocenę "dobrą". Jeśli nie ze względu na odtwórcę głównej roli, to właśnie Colina Firtha, który oczywiście nie zawiódł. Henryka Wottona, w książce lubiłam, ponieważ miał świetny, mocny, stały charakter, był źródłem wielu - jeśli nie większości - wspaniałych cytatów i mimo cynizmu i oziębłości, przypadł mi do gustu. Może nie do tego stopnia co malarz Bazyli, który był moim ulubieńcem, ale na pewno Henryka nie nienawidziłam. W filmie, postać Bazylego - ku mojej rozpaczy - została spłycona i wyraźnie pominięta, przy czym tym razem, prym wiódł właśnie Henryk. Dla niego, głównie przez wzgląd na Colina Firtha, straciłam głowę.

źródło
Generalnie, klimat Anglii, wystawnych przyjęć i elitarnego towarzystwa, został ujęty w doskonały sposób, a ponad niego i piękne widoki, przebijał się pewien morał - lub myśl, ukazująca to, jak łatwo ludzie ulegają innym. Z całą pewnością jednak, mimo wypisanych przeze mnie plusów związanych z grą aktorką, obsadą i atmosferą, film nie zyskał mojej sympatii. Myślę, że ekranizacja spodobałaby się tym, którzy nie czytali pierwowzoru i nie są przekonani o jego geniuszu. Ponieważ - "Dorian Gray" został... zepsuty.

źródło
Rozumiem, że twórcy ekranizacji zmieniają pewne wydarzenia i wątki, ale w przypadku ekranizacji "Portretu", szlag mnie trafiał ilekroć widziałam jakieś zaniedbanie, czy zniekształconą sytuację. Przed oglądnięciem filmu, wychodziłam z założenia, że fenomenalna książka, zasługuje na fenomenalne odwzorowanie na ekranie. Być może po prostu za dużo wymagałam. Być może fakt, iż do tego stopnia kocham powieść sprawił, że nikt i nic nie mogło sprostać zadaniu, zachwycenia mnie. Ale - to wszystko i tak nie sprawia, że minusy filmu, są traktowane przeze mnie, z mniejszą naganą.

źródło
Pozmieniane kwestie, spłycenie wątków, pobłażliwe potraktowanie tematu nieśmiertelności i męczący, przytłaczający klimat to jedne z nielicznych rzeczy, które mam do zarzucenia filmowi. Najważniejszy wątek fabularny, czyli zmiana Doriana pod wpływem wiecznego piękna, została przedstawiona nie dość ciekawie i z całą pewnością, twórca pozbawił ją tego... magicznego, fascynującego uroku, który był zawarty w książce. Gdy zobaczyłam do jakiego stopnia twórcy ekranizacji popuścili wodze wyobraźni, wprowadzając postacie z kosmosu i więzy pomiędzy nimi, a głównym bohaterem, musiałam zaciskać dłonie w pięści i zagryzać wargę, żeby nie krzyczeć z frustracji. Podczas gdy w książce, mieliśmy wątek miłosny pomiędzy Dorianem, a Sybillą i na tym kończyła się droga uczuciowa bohatera, w filmie mamy nową osóbkę, którego istnienia do tej pory nie udało mi się uzasadnić. Jak reżyser i spółka śmieli tak splugawić fenomenalną książkę, którą kocham?! JAK?!

źródło
Piękne kwestie książkowe i cudowne, pełne głębi i życiowych mądrości dialogi zostały... pominięte, bądź zmienione do takiego stopnia, że wypowiadały je, nie te osoby co trzeba. Na dodatek, pan twórca, niemal przez całe widowisko atakował widza brutalnymi scenami z przeszłości Doriana i na siłę chciał podtrzymać klimat grozy, co niekoniecznie mu się udało. Po pewnym czasie, gdy doszłam do wniosku, że dalej tego filmu nie zdzierżę, bo został zepsuty i niemiłosiernie mi się dłużył, postanowiłam spojrzeć na niego tak, jakby to nie była ekranizacja, a niezależna produkcja. I muszę przyznać, że w pewnym stopniu to zadziałało. Nie na tyle, żeby film mi się spodobał, ale by dotrwać do ostatnich minut - owszem.

źródło
Czy film mogę polecić? Nie - dla tych, którzy jak ja, czytali książkę i zakochali się w niej - bo na pewno na ekranizacji zawiedziecie się tak jak ja, tak - dla tych, którzy wiedzą, że NIGDY "Portretu" nie przeczytają, a mają ochotę poznać, w jakimś tak stopniu, historię Graya. Ale jak już wspominałam - warto wziąć pod uwagę to, że twórcy naprawdę ostro zmienili treść. W tym momencie, najlepszym wyjściem byłoby, po prostu zachęcić was do pierwowzoru napisanego przez pana Wilde'a. Nie dość, że dostaniecie zakończenie i przebieg takie jakie powinny być - a tego również nie doczekacie się w ekranizacji - to jeszcze, zapewniam was, że przynajmniej jeden cytat z książki, będziecie sobie chcieli gdzieś przepisać.

źródło
Z przykrością muszę oznajmić, iż film "Dorian Gray" nie przypadł mi do gustu - wręcz wkurzył mnie i sprawił, że zapałałam żądzą mordu do twórców ekranizacji. Miałam spore wymagania - prawda, ale miałam też obawy i niestety, okazały się słuszne. "Dorian Gray" to idealny przykład na poparcie mojej tezy (na przykład z tej notki), że ekranizacje NIGDY nie będą w stanie zastąpić pierwowzorów.

Gdybym miała ocenić film...
6/10
Ale i tak NIE POLECAM.
Za to zachęcam do książki!

Pozdrawiam,
Sherry


źródło
źródło