piątek, 29 sierpnia 2014

Film: Ja, Frankeinstein

źródło
Oryginał: I, Frankenstein
Data premiery: 24.01.2014
Gatunek: Fantasy
Czas trwania: 1 godz. 32 min.

Pewnie wielu z was wie, że jestem wielką fanką wszystkiego co związane z fantastyką. I tu nie tylko mowa o książkach, ale również o filmach, serialach czy choćby grach komputerowych. Dziś, mam zamiar przedstawić mam film opowiadający o chyba najbardziej znanym potworze wszech czasów, stworzonym - jak powszechnie wiadomo, przez pisarkę Mary Shelley. Zresztą wersji z Frankensteinem w roli głównej jest co nie miara, a tą, którą zaraz opiszę, mogliście oglądać w kinach na początku tego roku. Ja na obejrzenie filmu zdecydowałam się nie tylko przez wzgląd na ciekawy zwiastun, ale przede wszystkim zachętą, była dla mnie recenzja Patki, do której serdecznie zapraszam. 


źródło
Głównym bohaterem filmu jest oczywiście tytułowy potwór Frankensteina- Adam - nieśmiertelny, który przed laty zabił swojego stwórcę i od tamtej pory walczy z potworami, zagrażającymi ludzkiej populacji. Nieoczekiwanie, Adam, bez swojej zgody, zostaje wplątany w wojnę dobrych gargulców - stylizowanych na anioły, z demonami. Obydwie rasy pragną poznać sekret nieśmiertelności monstrum, a ten, nie ma pojęcia czy w ogóle powinien którejś ze stron zaufać. Wkrótce może się jednak okazać, że nie będzie mieć innego wyjścia...

źródło
Praktycznie od pierwszych minut filmu coś się w nim dzieje. Aczkolwiek, tutaj muszę zaznaczyć, że mnie od początku coś nie pasowało w tej produkcji i przez czas jej trwania, czułam się strasznie nieswojo. Po pierwsze: nie byłam w stanie polubić głównego bohatera, a twórcy wręcz na siłę, próbowali zmusić mnie do litości nad nim, czy też podziwu do jego postaci - a przynajmniej takie miałam wrażenie. Niestety, mnie Adam był całkowicie obojętny i szczerze mówiąc - o wiele bardziej pasowałoby mi, gdyby głównym bohaterem był ktoś należący do demonów, czy gargulców. Rozumiem, jaki zabieg próbowali tutaj uzyskać twórcy, tzn. walki o własną tożsamość i poszukiwanie prawdy, a także nieodłączna bitwa dobra ze złem, ale ze wszystkich tych trzech elementów, jedynie ten ostatni wzbudził moje zainteresowanie. 

źródło
Według mnie, słabo wypadły też graficznie stworzone demony i gargulce, choć te pierwsze szczególnie. Jak na amerykańskie kino naprawdę byłam zaskoczona - w negatywnym znaczeniu tego słowa - że graficy się niezbyt postarali. Co innego sceny walki. Tych, było tu naprawdę od groma, ale zamiast lejącego się keczupu i latających wnętrzności, mieliśmy fajerwerki ognia, które mi się tak spodobały, że chyba do tej pory uznaję je za najmocniejszy element produkcji. Zresztą, byłabym wielką zwolenniczką, nakręcenia filmu opowiadającego tylko i wyłącznie o gargulcach i demonach i tej ich wojenki. Obydwie rasy były ciekawie przedstawione, ale powierzchownie, więc myślę, że potencjał tych istot nie został do końca wykorzystany.

źródło
Film niestety nie był w stanie mnie... wciągnąć. Zaciekawić, zaciekawił, ale podczas oglądania, nie przykuwał mojej pełnej uwagi, wobec czego wciąż mnie coś rozpraszało. W trakcie seansu, doszłam też do wniosku, że oglądanie tego filmu jest dla mnie... męczące. Z niecierpliwością wyczekiwałam końca i niestety to wszystko sprawia oczywiście, że koniec końców produkcja mnie niestety rozczarowała, nie spełniając moich oczekiwań. Poza tym, ciosem były dla mnie dość mierne dialogi i nie do końca zachwycająca gra aktorska. Ale najgorszym, co tylko mogłam zobaczyć na ekranie to udział w tym wszystkim... Mirandy Otto. Aktorki, na której nieszczęście, jestem antyfanką. Dlaczego? Otóż dlatego, że we "Władcy Pierścieni" grała postać tak przeze mnie znienawidzoną, że do tej pory mam ochotę sobie wydłubać oczy, gdy tylko widzę tą jej buźkę. Imię, które powinno być przekleństwem. Eowina. 

źródło
Czy film polecam? Tak. Chyba tak. Bo przecież to, że mnie osobiście nie spodobał się do tego stopnia, na jaki liczyłam, nie znaczy, że z wami będzie podobnie, prawda? Decyzję do podjęcia pozostawiam wam, ale mimo wszystko muszę teraz przyznać, że nie żałuję, że spędziłam te niecałe dwie godziny na oglądaniu tej produkcji. Może była męcząca i irytowali mnie bohaterowie, ale mimo wszystko, historia została przedstawiona w sposób innowacyjny i ciekawy. 

Pozdrawiam!
Sherry