Jak co roku, od 96, były Targi książki w Krakowie. Tak jak i
rok temu, oraz
dwa lata temu, pojawiłam się na nich. Ale po raz pierwszy, byłam na nich sama. W sensie, w poprzednich latach, byłam z mamą - równie wielką fanka literatury, co ja. Wiecie, geny. Natomiast w tym roku, była zajęta, więc jedynie dołączała do mnie później, gdy już mogła, a tak, od rana, do południa,
przepychałam się spacerowałam sobie sama. Jak wyszło?
Let's see.
 |
fot. Sherry |
Okej, zacząć należy od tego, że na Targach byłam w sobotę i w niedzielę. Tak się złożyło, że moje kuzynostwo ma mieszkanie w Krakowie i wyemigrowali na weekend do domu poza Krakowem, także miałam miejsce do przenocowania.
Ale, żeby przyjemnie nie było, w sobotę musiałam wstać o czwartej rano na autobus. Oczywiście zaspałam. I w pośpiechu, zapomniałam zgarnąć ze sobą aparatu, także zdjęcia pochodzą z telefonu, przepraszam za jakość. Ale w sumie to już kolejny raz, kiedy zapomniałam aparatu, także mam nadzieję, że nie wejdzie mi to w nawyk.
Co jest dobre w Targach, to że do hali EXPO, gdzie wszystko się odbywa, z centrum, spod Galerii Krakowskiej (której okolicę znam już całkiem nieźle, wiecie mnóstwo odwiedzin i zakupów), startują specjalne autobusy, które wiozą ludzi prosto na miejsce. Zarówno sobota, jak i niedziela były całkiem ładne i przyjemne w Krakowie, co też, ułatwiło mi życie, bo nie wyobrażam sobie biegać z mieszkania na tramwaj i tak dalej z parasolem.
 |
fot. Sherry |
To co było dobre, to fakt, że znów - blogerzy mieli osobne przejście na halę. To co nie było dobre, a co było rok temu i mi się strasznie podobało, że blogerzy wchodzili głównym wejściem, a nie bocznym. I uważam, że zasadniczo, to boczne, rok temu, było lepsze, bardziej... do ogarnięcia. No, ale w porządku. W sobotę, przyjechałam pierwszym autobusem i byłam nawet przed 10:00 kiedy było otwarcie, także musiałam tak czy inaczej stać w kolejce, ale mimo wszystko, to była mniejsza kolejka niż ta do głównych kas.
Szkoda, że wciąż, Krakowskie Targi nie doczekały się plakietek czy czegoś podobnego, co mogłoby wyróżniać blogerów od nie-blogerów. Wydaje mi się to sensownym pomysłem. Także organizatorzy - jeśli to czytacie, wiecie. Nie obrazimy się, jeśli kiedyś będziemy mieć identyfikatory. :)
 |
fot. Sherry |
 |
fot. Sherry |
Teraz co nieco o samych halach i tak dalej. A więc tak, rano, w sobotę, tak do godziny... czy ja wiem? 12? Nie było źle. Dało się oddychać, nawet nie trzeba było się bardzo przepychać i tak dalej. A później? Tłumy, zablokowane alejki i typowo-targowe przeżycia, do których zdążyłam przywyknąć. Ale mam wrażenie, że ogólnie, jakoś tak jakość w środku się polepszyła. Nie jestem w stanie nazwać tej zmiany, bo nie wiem na czym polega, ale jest... lepsza. Może to przez rozmieszczenie stanowisk, może przez inny czynnik... Wiem, że jest dobrze. Choć i tak, te zablokowane alejki i korek wyjazdowy w sobotę spod EXPO mówią same za siebie, że jest jeszcze sporo do poprawy.
Natomiast niedziela była dużo lepsza. Byłam od 11:00 do wymiany książkowej organizowanej przez lubimyczytac o 14:00 i powiem wam, że to było cudowne. Wszędzie mogłam się dostać. W spokoju wszystko sfotografowałam, ale... Ale.
Ale! Kiedy stałam w kolejce do wymiany lubimyczytac, przede mną stała dziewczyna, która rozmawiała z inną i dowiedziałam się, że skończył się nakład
"Magnusa Chase'a" na stanowisku empiku. Tak samo wiem, że w niedzielę już nie było
"Ocalenia Callie i Kaydena" u wydawnictwa. Więc to jest coś, co też rzuciło mi się w oczy rok temu, kiedy byłam tylko w niedzielę - trudno jest wtedy dorwać wymarzone książki.
 |
fot. Sherry
Wejście na jedną część hali |
 |
fot. Sherry
Stoisko Moondrive/Otwartego |
 |
fot. Sherry
Wielka Litera |
Nie miałam żadnych celów na te Targi. Nie przybyłam na panele, nie przybyłam na spotkania, nie przybyłam po autografy. Ja chciałam po prostu... pospacerować trochę wśród tych wszystkich stanowisk i pooddychać tą atmosferą, wiecie? I to, zasadniczo mi się udało. Może jestem mało ambitna, nie wiem, bo inni stali po autografy, inni czekali na wymarzone osobistości i tak dalej, a ja po prostu... upajałam się otaczającym mnie chaosem, poprzekrzywianiami i obserwowałam. I doszłam do całej masy konkluzji. Częścią z nich, się z wami podzielę.
Więc, co mnie irytowało u Moondrive - fakt, że było złe rozmieszczenie elementów, tak mi się wydaje. Bo gdy nastolatki tłoczyły się przy półce z książkami, a jeszcze obok była ta ściana z karteczkami, to po prostu nie dało radę się tam przepchnąć. Byłam straszliwie sfrustrowana, dlatego nie poświęciłam im, zbyt wiele czasu, ruszając dalej.
 |
fot. Sherry
m.in. Papierowy Księżyc <3 |
 |
fot. Sherry
m.in. Literackie |
 |
fot. Sherry
Media Rodzina <3 |
Co innego zauważyłam? To problem jaki mają wystawcy z samotnymi personami. Jeśli przychodziła jakaś grupka do danego stanowiska, tak było u Moondrive, od razu przychodził jakiś uśmiechnięty Pan, Pani i zaczynali pogawędkę. Jeśli był ktoś sam, ja - albo inni, bo obserwowałam to stanowisko Moondrive, jakiś czas, to nikt do niego nie podszedł, nawet jeśli w pobliżu nie było nikogo innego, kogo można by zająć rozmową, a sam zainteresowany na stanowisku, trzymał w dłoniach dwie książki i wyglądał na skonfundowanego, nie wiedząc co wybrać - realna sytuacja.
Byłam parę stanowisk dalej i patrzyłam na taki właśnie ewenement. Halo - wystawcy! Zwłaszcza ci od Moondrive'a - jaki jest problem z samotnymi personami, przemieszczającymi się po hali bez towarzystwa?
Właściwie to tutaj Papierowy Księżyc się popisał, bo Pani sprzedająca była taaaka sympatyczna i taaaka uśmiechnięta, że generalnie, naprawdę poprawiła mi dzień. :) Brawa też dla pań ze stanowiska Książka w mieście, nie dość, że miały świetne gadżety to jeszcze z żywiołowością i entuzjazmem zachęcały do kupna.
 |
fot. Sherry
Świat Książki |
 |
fot. Sherry |
 |
fot. Sherry
m.in. Książka w mieście |
Jednakże moim ulubionym miejscem, było stanowisko Medii Rodzina. Nie dość, że była przyjemna atmosfera, zarówno dla najmłodszych, poprzez młodzież, po starszych, ilustracje Harry'ego Pottera na ścianach, to jeszcze mili ludzie i generalnie... śliczne stanowisko.
Gdy stałam w niedzielę przy jednej z półek, mając w planach kupić prezent dla mamy, od razu gdy wzięłam książkę do rąk, podszedł do mnie jeden z Panów wystawców i zaczął miłą pogawędkę. I mówił do mnie z takim zapałem i entuzjazmem i tak przyjemnie się rozmawiało i wymieniało poglądami, że po prostu... No cóż. Uległam. I kupiłam inną książkę, niż tą co początkowo miałam w planach, ale mama i tak ucieszyła się z prezentu, także zgaduję, że jest okej.
Media Rodzina ma więc ode mnie wielkiego plusa, właściwie to ciągle krążyłam gdzieś wokół nich, mając w planach zachęcić kogoś do kupna
"Lata koloru wiśni" i kontynuacji, gdyby się zastanawiał, ale raczej jeśli ktoś podchodził do tych książek to albo je brał, albo spoglądał na okładkę i odchodził, także nie miałam nawet szansy, no ale. Zobaczenie swojej rekomendacji W PUBLICZNYM MIEJSCU na okładce książki? Łooo. Niesamowite uczucie.
 |
fot. Sherry
SQN |
 |
fot. Sherry
Dreams |
 |
fot. Sherry
Randomowe miejsce do wypoczynku |
 |
fot. Sherry
Matras |
 |
fot. Sherry |
Ładne stanowisko miał też Matras. Takie naprawdę przyjemne. To co mnie pozytywnie zaskoczyło na tych Targach to jednak coś, co znajdowało się za stanowiskiem Matrasa. W końcu ludzie zorganizowali wywiady z większymi gwiazdami, w specjalnej, wydzielonej sekcji. Tam były krzesełka (zaraz to zobaczycie na zdjęciach), tam były wywiady. I to jest coś, czego mi brakowało wcześniej.
Również u empika spędziłam trochę czasu. W sobotę generalnie, kiedy musiałam się po prostu gdzieś zatrzymać, ponieważ myślałam, że mi ręka odpadnie od noszenia torby z książkami, natomiast w niedzielę, bo kupiłam sobie najnowszy twór PewDiePie'a i chciałam od razu przeczytać. Tak się złożyło, że chwilę później, spotkanie autorskie miała Joanna Gorzelińska, więc siedziałam i sobie słuchałam. I... po wywiadzie stało się coś nieoczekiwanego.
Jako że pani Gorzelińska jest blogerką, która wydała książkę, zapragnęłam dowiedzieć się, jak to jest tak wyewoluować, wiecie, po prostu porozmawiać z kimś o tej drodze, którą przeszedł, by wydać książkę i jakby rozszerzyć swoją działalność o taki aspekt, jak pisanie książki. Więc podeszłam do pani autorki, grzecznie się przywitałam i wyjaśniłam, że prowadzę bloga książkowego i jestem ciekawa właśnie tego jak to jest połączyć blogowanie z pisaniem i samego rozwoju pisania. I... spotkała mnie przykra niespodzianka...
 |
fot. Sherry
Wyżej wspomniane miejsce, strefa, na spotkania z autorami |
 |
fot. Sherry
Stanowisko "Drugiego życia książki" |
 |
fot. Sherry
Empik, FOKSAL, Uroboros etc. |
 |
fot. Sherry
Empik, still |
 |
fot. Sherry
Pani Joanna Gorzelińska |
Ponieważ widać było, że od początku, odkąd usiadłam obok niej na krześle, nie traktowała mnie tak jak powinna. Mam wrażenie, że popatrzyła na mnie, oceniła mój wiek na 13+ i stwierdziła, że "o, takie dziecko uważa, że prowadzi bloga. Jakie to urocze", po czym zaczęła mi mówić, że bloga nie można prowadzić byle jak, że żeby prowadzić bloga, trzeba mieć pomysł, trzeba mieć pasję. Chyba nie docierało do niej zupełnie nic do do niej mówiłam, ponieważ ona ciągle powtarzała, że muszę znaleźć cel, że muszę się na czymś skupić. I ten jej uśmieszek, gdy radośnie oznajmiała, z poczuciem wyższości, że bloga trzeba umieć prowadzić...
Nie wiem, jak ta rozmowa mogła wyglądać dla postronnej osoby, ale ja stwierdziłam, że pani Gorzelińska jest protekcjonalna, tak miałam wrażenie, że mnie potraktowała, z pieprzoną wyższością, także ogólnie rzecz biorąc, nie wspominam tego spotkania zbyt miło.
 |
fot. Sherry |
 |
fot. Sherry |
 |
fot. Sherry |
 |
fot. Sherry
Filia <3 |
 |
fot. Sherry
COMICS <3 |
 |
fot. Sherry |
To co strasznie mnie ucieszyło na tych Targach to także fakt, że był salon komiksu! Wiecie, zwłaszcza z ostatnich notek, że mam bzika na punkcie superbohaterów, zwłaszcza tych od DC i po prostu oglądanie i przeglądanie tych wydań było... WOW! Kiedyś na pewno sobie kupię jakiś egzemplarz. Naprawdę!
O czym wspomnę jeszcze na koniec? O wymianie lubimyczytac. Moja mama wniosła pięć, ja wniosłam pięć, znajoma mojej mamy wniosła trzy. Pozbyłam się więc trzynastu dennych książek z mojej biblioteczki, a zamiast nich, przybyło... dziewięć nowych! (I cztery na półkę mamy). W tym dwie wciąż przebywają u znajomej mamy, także pokażę je wam dopiero kiedy moja mama je odbierze, od wyżej wspomnianej koleżanki.
Ogólnie przebieg był w porządku, ludzie przetrzymywali czasami, czasami nie, czasami blokowali innym dojście do stołów, czasami nie. Wiem, że ja sama szałowych tytułów nie znalazłam, ale byli tacy, którzy autentycznie wynosili wielkie hity. Kwestia refleksu i szczęścia, jak mniemam.
 |
fot. Sherry
Cejrowski. Jakby ktoś nie wiedział. |
 |
fot. Sherry
Galeria Książki <3 |
 |
fot. Sherry
Nie samymi książkami, ale i puzzlami, żyje człowiek |
 |
fot. Sherry
Egmont kończy 25 lat! Happy B-day! |
Koniec końców byłam, przeżyłam, trochę się rozczarowałam, trochę się zrelaksowałam, pozwiedzałam nowe dzielnice Krakowa, w związku z mieszkaniem i byłam w kinie z mamą na
"Praktykancie". Odnośnie samych Targów - jestem zadowolona z pewnych kwestii, z innych mniej, ale wiadomo. Nigdy idealnie nie było i nie będzie.
Targi to wciąż jeden z najlepszych eventów w tym kraju, to wydarzenie, na które czekam co roku i na które będę się starała co roku przyjeżdżać. Mam nowe książki, to się liczy. Mama ma nowe książki - to też się liczy. Wydałam sporo kasy - to też ma znaczenie.
Ale to co najważniejsze to fakt, że pooddychałam klimatem kultury, literatury. Że przebywałam w towarzystwie osób, które czytają i które mówią o czytaniu, zupełnie jak ja. I to jest powód, dla których Targi kocham. Naprawdę.
Pozdrawiam,
Sherry
Zdobycze Targowe
 |
fot. Sherry |
Riordan był jednym z moich celów na tegoroczne Targi, a że jestem psychofanką - jak pewnie wiecie, nie mogłam się powstrzymać i kupiłam także torbę.
 |
fot. Sherry |
Omyword! Mam "Rozkaz zagłady" MIESIĄC przed premierą! Gdy dowiedziałam się, że Papierowy będzie sprzedawał tę książkę na Targach przedpremierowo, wiedziałam, że MUSZĘ ją mieć. Heloł - psychofanka Dashnera wita.
Oprócz tego mam "W krainie kolibrów" z autografem, książki Gayle Forman, które kupiła mama, bo jest równie wielką fanką tej autorki jak ja, ale teoretycznie są to też moje tak-jakby prezenty urodzinowe, także... Godnie prezentują się na mojej półce. :)
Dalej, absolutne cudo i fenomen -
"Opposition", którego recenzję mogliście przeczytać już przedpremierowo. No i na koniec, książka PedDiePie'a. Bo to YouTuber, kocham YT, jestem uzależniona, Felix ma nieziemskie poczucie humoru, a jego twór jest już przeczytany/oglądnięty. :) Powiem wam, że tylko fani zrozumieją tą książkę. Tym, którzy Fenixa nie oglądają, nie doradzam kupować.
 |
fot. Sherry |
Zakładki, całe MNÓSTWO zakładek, także ta kotowata od Książki w mieście. <3 Była ostatnią z tego rodzaju, więc oczywiście nie mogłam jej sobie odmówić. Natomiast powieści Yanceya kupione w Matrasie, na wyjeździe z Krakowa, bo były na promocji, a ja o nich marzyłam.
 |
fot. Sherry |
Książki z wymiany. Szału nie ma, ale naprawdę, pozbyłam się takiego dziadostwa z biblioteczki, że podejrzewam, że wszystko będzie lepsze niż to co właśnie ubyło z moich półek. Na zdjęciu nie ma jeszcze dwóch książek, które jak wspomniałam wyżej - wzięła koleżanka mojej mamy, ale jak tylko mama do niej wpadnie, przywiezie mi je i wtedy wam pokażę.

 |
fot. Sherry
Kawiarnia |
 |
fot. Sherry
Stanowisko lubimyczytac |
 |
fot. Sherry
Rebis |
 |
fot. Sherry
Niedziela, świt. Widok z mieszkania |