Sezony: 6
Rok produkcji: 2012 - 2017
Serial zakończony
Gatunek: Dramat, młodzieżowy, paranormal
Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzednich sezonów!
Wszystko prowadzi do końca
Sezon piąty. Miał być naprawdę świetny. W sensie, serio - genialny. Epicki. Totalne rozbrojenie mózgu. I w pewnym sensie taki był. Pierwsze odcinki mocno mną wstrząsnęły, kolejne przynosiły skrajnie różne emocje, które jednak nie gasiły entuzjazmu i zainteresowania. Na każdy epizod wyczekiwałam z wielką niecierpliwością, by później niemal dostać paranoi, przed oglądnięciem finału. Finału, który... koniec końców zrujnował moją opinię o sezonie piątym. Także gratulacje Jeff, spieprzyłeś.
Krótkie przypomnienie:
O czym jest "Teen Wolf"? O grupie przyjaciół z nadprzyrodzonymi - a także nie - mocami. Głównym bohaterem jest nastoletni Scott - wilkołak, jego najlepszy przyjaciel - geniusz Stiles i pozostałe osoby ze Stada, jak Lydia - również geniusz, z supercreepy zdolnościami, Malia - uroczy kojotołak z niewyparzonym językiem i wewnętrzną siłą, która mnie w niej rozkochała oraz Liam - młody... przyjaciel Scotta z sezonu poprzedniego. Nie będę pisać o łączących ich wszystkich więzach. Uwierzcie na słowo - że Stado jest jak rodzina, są perfekcyjni razem. Ale już wkrótce, czeka na nich nowe zagrożenie. Przeszkoda, która może wszystko zniszczyć.
Wiecie co mnie strasznie drażni? Że wszystko było w porządku. Serio. Ekscytowałam się tym sezonem jak to mam w zwyczaju, jeśli chodzi o TW. I było okej, aż finał wszystko zepsuł. Aż finał sprawił, że zaczęłam podważać wszystko co mi się podobało. To mnie tak bardzo boli. I weźmy tak na przykład...
- Klimat sezonu piątego był naprawdę niezwykły. Pełen tajemnic, mroku, creepy jak nigdy wcześniej. Przebił tym niepokojem nawet sezon trzeci, który też, jak fani wiedzą, był okrutny i dramatyczny dla bohaterów. Masakra i tragedia goniły za kolejną masakrą i tragedią. Byłam zauroczona tą ciemnością, zapętlającą się w sercach bohaterów.
- Ale co z tego, skoro finał smakował jak waniliowy tort urodzinowy z lukrem i polewą na koniec. Zamiast wykończyć sezon nie spowalniając tempa i nie zabierając klimatu, twórcy postanowili sobie wszystko spłaszczyć do jednego motywu, walnąć Wielką Miłość na koniec, rozwiązać wątki w najprostszy możliwy sposób i zakończyć całość w dość oklepany sposób.
- To jest to co różni sezon trzeci od piątego. Obydwa były megamroczne, ale sezon trzeci zakończył się bardzo dramatycznie i jednak pozostawił człowieka otępiałym i w szoku. Natomiast piąty? Przewidywalny. Bolesne, bo spodziewałam się czegoś lepszego.
- Nowi złoczyńcy, byli NIE-SA-MO-WI-CI. Tak do końca nie wiadomo było o co z nimi chodzi, co jest z nimi nie tak i jak sobie z nimi poradzić. I nie powiem, po pewnym czasie to zaczęło być męczące, obserwowanie jak bohaterowie biegają za zagrożeniem jak myszy za kotem, nie mając pomysłu jak się pozbyć zagrożenia, jak walczyć, ale i tak plus jest za kreację.
- Począwszy od Dread Doctors, skończywszy na Bestii, historie były ciekawe. Aczkolwiek! Znów. Finał wszystko zepsuł. Po ostatnim odcinku nie otrzymałam zadowalających odpowiedzi na pytania o Doktorów Strachu, wątek Bestii też wydawał mi się naciągany. A samo zakończenie? Lukier, lukier, lukier. Wszystko układało się zbyt prosto, jak na mój gust.
- It's Theo Raeken! Uwielbiam. Theo. Raekena. A kiedy mam na myśli "uwielbiam", mam na myśli, jestem OPĘTANA myślami o nim. Kim jest ta postać? Jak się okazuje, to dawny znajomy Stilesa i Scotta. Przystojny jak cholera. Tajemniczy jak cholera. Czego chce? Jakie są jego motywy? Czemu tak naprawdę wrócił? Jakie zamieszanie może spowodować?
- Powiem tak - jedna z najlepiej wykreowanych postaci w Teen Wolf, ever. Serio. Portret psychologiczny, charakter, zachowanie, gesty. Wszystko idealnie wyważone, tajemnicze i uch, fascynujące! To zdecydowanie jeden z najjaśniejszych plusów sezonu 5. Napięcie pomiędzy nim i Scottem, pomiędzy nim a Stilesem i najlepsze - pomiędzy nim, a MALIĄ... Wierzcie na słowo, że to coś, co się czuje całym sobą podczas oglądania.
- Sprytny, bystry, cwany. Gdyby chodził do Hogwartu, byłby zdecydowanie w Slytherinie, wiecie? Miał świetny plan, świetne pomysły i konsekwentnie dążył do celu. Gratulacje!
- Ale... jak zwykle - finał wszystko spieprzył. Sama końcówka. Na litość wilkołaków! Absolutnie okropne zakończenie. Oklepane, jakieś takie nijakie. I o ile cała kreacja i historia Theo w TW była na niezwykłym poziomie, tak finał znów pozostawił po sobie niesmak. Mam nadzieję, że w przyszłości Jeff powróci do wątku Theo i go naprawi, bo naprawdę nie wykorzystał całego potencjału.
- Wątek Desert Wolf. Czekałam na niego od sezonu czwartego i to z niecierpliwością godną Sherry na ekstazie. Serio. Wariowałam byle tylko dowiedzieć się czegoś więcej. Nie-oglądaczy informuję, że Desert Wolf to wręcz mityczna postać w TW. Wspominano ją dawno temu, tylko po to, by dopiero po rozwoju pewnej postaci ze Stada Scotta - ekhem- w końcu wątek Desert Wolf stał się jednym z przybocznych elementów sezonu piątego.
- I cóż, z tego, że wątek był niesamowity, a postać fascynująca, skoro Jeff nie potrafił wycisnąć z nich tego co najlepsze? To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. Coś tam otrzymaliśmy. Jakieś tam odpowiedzi. Mniej czy bardziej sensowne. To co było fajne w Desert Wolf, to że dzięki tejże postaci, w serialu było kilka napraaawdę fajnych scen walk, co zawsze jest miłe do oglądania. To co nie było fajnego to...
- ... fakt jak bardzo zlekceważony i odłożony na bok ten wątek był. Skrycie marzę, by twórcy do niego jeszcze kiedyś powrócili i dali nam coś więcej, bo naprawdę ta historia ma na to potencjał.
- Nowi bohaterowie! No wiecie, choćby Hayden? Dziewczyna, która najwyraźniej ma jakąś niezbyt miłą i przyjemną przeszłość z złotym chłopcem Teen Wolfa - Liamem? Co to za przeszłość? Co Hayden będzie w stanie wprowadzić w serial?
- Powiem wam szczerze - Liama nie lubię. Hayden mnie ani nie grzeje, ani nie mrozi. Ship Layden był mi obojętny jak wczorajszy deszcz. I uważam, że twórcy trochę... czy ja wiem? Za bardzo kombinują ze zrobieniem Liama jakąś mniejszą gwiazdą serialu. Wszystko w nim i jego wątkach i zachowaniach, jest dla mnie przesłodzone, naiwne i takie... czy ja wiem? Dziecinne? Szczerze - uważam, że TW byłby dużo poważniejszym i dramatyczniejszym serialem, gdyby nie Liam i Hayden. Rozumiem, że chodzi o powiew świeżości i w ogóle, ale, czy ja wiem?
- Wątek Hayden i jej pojawienie się w TW nie był moim ulubionym i zasadniczo uważam, że przez nią Liam stał się jeszcze bardziej irytujący niż był wcześniej. Chłopak ma ode mnie plusa za niektóre sceny w ostatnich odcinkach - brawa dla wyszczekanego młodego, ale zasadniczo, znów - nie jest to wątek, który chętnie widziałabym rozwinięty, a z tego co się zapowiada, to że Jeff postanowi się na nim skupić w sezonie kolejnym. Szkoda.
- Odnośnie pozostałych wątków sezonu piątego: pomysł z Eichen House i flashbackami był naprawdę intrygujący. Kocham odcinek, w którym wszystko się wyrównało - w sensie czasowo. Kiedy w końcu przeszłość, połączyła się z teraźniejszością i byliśmy na bieżąco, ale nie powiem - flashbacki i fakt, że to coś co już się zdarzyło, były creepy i dramatyczne. Nadawały klimatu.
- Podobał mi się odcinek z Crystal Reed, gdzie znów skoczyliśmy w czasie i poznaliśmy kolejną opowieść Gerarda. Te opowieści są strasznie ciekawe. Zresztą, taka nauka historii, skąd wzięli się Łowcy, jakie korzenie mają Argentowie i jak bardzo może zdeprawowany był człowiek, było naprawdę fajne. Brawa za to! Francuski akcent wymiata.
- Wątek Parrisha. Dla nie-oglądaczy - Jordan Parrish to zastępca szeryfa w Beacon Hills. Na przestrzeni czwartego sezonu, wszyscy łamaliśmy sobie głowę - CZYM ON JEST. A piąty sezon w końcu przynosi rozwiązanie. I znów Jeff bazował na mitologii i legendach, tworząc ten wątek, także brawa dla niego. Lubię takie klimatyczne rozwiązania, ale znów, mam wrażenie, że rola Parrisha została mocno okrojona. Tak jak z Desert Wolf - liczę na rozwinięcie, może?
- Wątek Kiry. Fiasko. I to wszystko z winy twórców, nie z winy Arden Cho, wcielającej się w rolę. Mam wrażenie, że Jeff i spółka strasznie się pogubili, pisząc tę historię, ten wątek i koniec końców nie mieli DOBREGO pomysłu jak z tego wszystkiego wybrnąć. Zapętlili się w całości, wpadli we własną pułapkę. Czym to poskutkowało? Odcięciem Kiry. A teraz? Nie wiem czy fani słyszeli - Arden Cho nie pojawi się w sezonie szóstym. Koniec Kiry. Gratulacje, Jeff. Umiesz psuć dobre postacie z potencjałem.
- Co do rozwoju postaci... Zmianach jakie w zaszły w najważniejszych osóbkach Teen Wolfa... WIELKA pochwała za ewolucję Scotta. Rany! Już po czwartym sezonie, zaczęłam inaczej patrzeć na podejmowane przez niego decyzje i tak dalej, a po piątym jestem pewna - to mój aktualny ulubieniec męski, jeśli chodzi o serial. Świetny lider, genialny przywódca, najlepszy na świecie przyjaciel, oddany chłopak, odpowiedzialny bohater. Jestem z niego dumna. I mówcie sobie o nim co chcecie, ale ja go absolutnie uwielbiam, zyskał mój OLBRZYMI szacunek i życzę mu naprawdę powodzenia w wydarzeniach, które wkrótce zwalą mu się na głowę. :)
- Jeśli jesteśmy przy ulubieńcach. Co z Malią? Moją bratnią duszą? Uroczy kojotołakiem o niewyparzonej buzi? Genialna. Genialna. Wszystko co robiła, robiła z głębi serca, poświęcała się danej sprawie w 100% i nie dała sobie w kaszę dmuchać. Brnęła do celu i jestem z niej naprawdę dumna. Naprawdę. Lojalna do bólu. Oddana przyjaciołom. Cud. Po czwartym sezonie ją uwielbiałam. Teraz jestem opętana Malią. A ona w połączeniu z Theo? Nie macie pojęcia jakie dreszcze podekscytowania miałam na scenach z tą dwójką. Team Malia!
- Było o dwóch cudach serialu. Co z pozostałymi? Stiles. Przez cztery i pół sezonu go kochałam. Serio. Kochałam tego cwaniakowatego, sarkastycznego geniusza. Ale piąty sezon go zniszczył. Bo latał za pewną dziewczyną jak zakochany szczeniak z wywieszonym jęzorem. To już nie jest lojalność - to co on robił to głupota. Pozwalał sobie na bezmyślne decyzje, był pieprzonym hipokrytą i niestety po sezonie piątym pozostał mi niesmak. Jestem zła, że Jeff pozbawił mnie sympatii do niego, no ale. Plus - fakt jak niesprawiediliwie i okrutnie traktował Scotta i przede wszystkim - Malię? Co za dupek.
- No i pozostaje Lydia. Dziewczyna, która miała być Królową sezonu. Która dla wielu z widzów była. Dla mnie stała się irytująca. Nie tylko dlatego, że PRZEZ NIĄ Stiles stał się idiotą. Chodziło o nią, o to, że wszyscy ryzykowali dla niej życiem, a ona umiała podziękować tylko jednej osobie. Co za bzdury! Szczerze? Naprawdę chciałam, żeby ją uśmiercili. Fandom był od tego eksplodował, ale uważam, że TW wyszłoby to na dobre.
- Co jeśli chodzi o poszczególne relacje? Okej, zacznijmy od perełki. Przyjaźni Stilesa i Scotta. Jakkolwiek Stiles nie zachowywałby się jak idiota, relacja Sciles przeszła w piątym sezonie przez PIEKŁO. Z czymś takim jeszcze nigdy wcześniej się nie mierzyli i to było megabolesne dla widza, fana tych dwóch, oglądać jak bardzo cierpią i jakie dramaty muszą znosić. Aczkolwiek uwielbiam wątek tego rozbrojenia. Bo myślę, że nic nie hartuje przyjaźni tak jak to, przez co przeszli Scott i Stiles. Jestem pewna, że będą potrafili w przyszłości czerpać z tego siłę.
- Jeśli chodzi o moje OTP. Stalia. No cóż. Było dobrze. Dopóki Stiles nie zaczął zachowywać się jak dupek. To w jaki sposób traktował Malię? Mój Boże. Miałam ochotę mu serio przyłożyć. I to tak z pięści. Nieczuły, oceniający drań. W dodatku działający na dwa fronty. Nie zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak Malia. Szkoda. W końcu to moje OTP. Teraz powoli przymierzam się do shippowania Malii i Scotta. W końcu, dwójka moich ulubieńców razem? Give me that!
- Stydia. Słabo mi jak o tym pomyślę. Serio fandom nie widzi, jak wymuszone i sztuczne to jest? Jak nieprawdziwe? Na jaką sukę Lydia wychodzi względem Stilesa? Brak słów. Dlatego podejrzewam, że szósty sezon pod tym względem będzie dla mnie trudny, ale w końcu nie oglądam TW dla Lydii i Stilesa. Tam jest tyle dobrego w tym serialu, że nauczę się ich ignorować. :)
- Bo co jest NIEZMIENNIE DOBRE w Teen Wolfie? Ewolucja postaci. Z sezonu na sezon. Co jest ZNAKOMITE? Soundtrack. Mój Boże. Ruelle, Amber Run, Ed Sheeran. Absolutne cudo, pozwalające poczuć wszystko na własnej skórze. Uwielbiam soundtrack z TW i szczerze mogę powiedzieć, że to najlepszy serialowy soundtrack na mojej liście faworytów. Dalej - klimat, który zadziwia i pochłania. Emocje, zjadające człowieka żywcem.
Także ok - szósty sezon szykuje się... dziwacznie. Brak Kiry, Stydia. Nazista w ramach głównego złoczyńcy, prawdopodobnie więcej Layden, czego nie lubię. Ale wiecie co? Dla wszystkich elementów, które w tym serialu kocham od paru dobrych lat, nie ma siły, która by mnie powstrzymała przed wyczekiwaniem na kolejne epizody. Tylko proszę więcej Malii, ok? I może powrót Theo...?
Pozdrawiam,
Sherry