piątek, 25 września 2015

Serial: Reign - sezon 2

źr.
Sezony: 4
Rok produkcji: 2013 - 2017
Gatunek: Fantasy, Dramat

Recenzja nie zawiera spoilerów z sezonu pierwszego!

Long live the King

Reign. Serial, który oglądam od samego początku. Serial, w którym mam jedną z największych serialowych miłości mojego życia. Serial, którego pierwszy sezon uwielbiałam, na którego punkcie miałam totalną obsesję. Serial, który zniszczył wszystko, sezonem drugim. Dziś, powrócimy na francuski dwór, ku Mary i Francisowi, byście sami mogli się przekonać, kto mi zaszedł za skórę tym razem. 

źr.


Przede wszystkim, warto by tu przypomnieć, o czym w ogóle opowiada serial. A więc akcja osadzona jest w czasach, gdy na tronie zasiada król Henryk, którego syn - książę Franciszek II Walezjusz, jest obiecany za męża, królowej Szkocji - Mary Stuart. Ci, którzy jednak widzieli pierwszy sezon, orientują się, że w międzyczasie, fabuła zahaczała o takie wątki, wprowadzała tyle postaci, że mimo iż szkic fabularny produkcji opierał się na historycznych faktach, w tej chwili, akcja tak wyewoluowała, iż Reign stanowi fikcję. Opartą o historii - trzeba tu oddać twórcom, że do pewnego momentu się starali, ale później, pozwolili sobie na wprowadzenie własnych pomysłów i w związku z tym, w sezonie drugim zmierzymy się z kolejnymi niebezpieczeństwami.

źr.


Okej, więc już na samym wstępie, warto wspomnieć, że drugi sezon podobał mi się znacznie mniej niż pierwszy. Nie mogę uwierzyć, że twórcy tak spaprali jeden z moich ukochanych seriali i nie wybaczę im tego, prawdopodobnie nigdy. Bo mieli wszystko co potrzebne, by nie spieprzyć Reign. Ale zawiedli. 

Już nawet nie chodzi o fakt, że było nieciekawie - bo było bardzo ciekawie! Cała masa intryg, cała masa tajemnic, szantaży, siatki podejrzeń i zdrajców. Nie macie pojęcia jak bardzo wyewoluowała akcja i podoba mi się, że zahaczała o tyle elementów, ale to nie zmienia faktu, że przy oglądaniu sezonu drugiego, przez większą część czasu, wyklinałam na główną bohaterkę, a możecie mi wierzyć, że jeśli widz nienawidzi głównej bohaterki danej produkcji - będzie cierpiał z każdą minutą śledzenia jej losów. 

źr.
źr.
źr.

Ale żeby nie zaczynać gorzko...
PLUSY

  • Kostiumy - wciąż, wciąż, tak wspaniałe jak były. Równie piękne, równie fantastyczne. Suknie Mary, królowej Catherine, księżniczki Claude czy panien dworu? Nieprawdopodobnie cudowne.
  • Soundtrack - wciąż zachwyca. Naprawdę podziwiam ludzi wybierających tło muzyczne do kolejnych epizodów, bo robią świetną robotę!
  • Ewolucja postaci, bo jakkolwiek zaraz nie będę na pewnych bohaterów się żalić, widać, że w sezonie drugim przeszli wielką przemianę i nie rozpoznalibyście w nich, tych uroczych, naiwnych istotek z sezonu pierwszego.
  • Odcinki od pierwszego do... gdzieś 10? Były świetne. Naprawdę. Kocham odcinek trzeci i czwarty, przy czwartym - wylałam tyle łez i tak bardzo, bardzo zakochałam się we Francisie (a nie myślałam, że mogę być jeszcze bardziej w nim zakochana po sezonie pierwszym!), że należą się podziękowania, za tak umiejętne przedstawienie go.
  • Bo Francis z całą pewnością był jednym z nielicznych świateł drugiego sezonu. Gwiazda absolutna tej produkcji. Toby Regbo po prostu zachwycał na ekranie i oddał duszę Francisa w taki sposób... Powiem tak: chciałabym mieć kiedyś kogoś, kto kochałby mnie tak, jak Francis kochał swoją ukochaną. On zrobiłby dla niej wszystko. Przeszedł przez nią piekło. Dorósł, zmężniał, był jednym z najszlachetniejszych, najcudowniejszych, najodważniejszych bohaterów, z jakimi kiedykolwiek w serialach miałam do czynienia.

źr
źr.
źr.

"That is love, when you care more about someone else’s suffering more than your own"

  • Obecność księżniczki Claude. Siostra Francisa w glorii chwały, wróciła na dwór, do domu i wprowadziła całą masę zamieszania. Czy ktoś ją lubił czy nie, nie mógł zaprzeczyć, iż dodała zamkowi kolorytu i ożywiła go, co było bardzo dobre.
  • Fakt, że znów, polały się łzy, że pojawiły się uśmiechy i miałam okazje do chichotania i złoszczenia się. Ale złoszczenia się w dobry sposób, a nie taki, o którym wspomnę za chwilę. Seriale, które potrafią obudzić w widzu uczucia, emocje, ż y c i e, to te naprawdę warte uwagi. A w moim wypadku, Reign jest takim serialem.
  • Poprawa sylwetki Loli i dodanie do całości Narcisse'a! Kurczę, kocham ten wątek! I cieszę się, że twórcy sprawili, bym wybaczyła pewne czyny Loli.
  • Relacja Francis-Bash - uwielbiam ich! W pierwszym sezonie nie było pomiędzy nimi tyle chemii, a w drugim? Absolutnie oddałam braciszkom serce i kurczę, mam nadzieję, że ta ich braterska miłość, przywiązanie i lojalność, przetrwają także trzeci sezon.
  • Więcej wątków fantasy! Niesamowicie mnie cieszy, że będzie trochę więcej magii, bo to zawsze przynosi więcej udziału Basha w treści, a także interesujący przebieg akcji. Tak mi się coś wydaje, że twórcy jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, jeśli o ten aspekt chodzi. 
  • Zapowiedź trzeciego sezonu! W końcu poznamy królową Anglii! Czuję, że szykuje się jeszcze więcej dramatów i... wywołuje to we mnie euforię. Bo Reign, jakkolwiek się nie zepsuje, będzie już na zawsze, jednym z moich ulubionych seriali i to się nie zmieni. :)

źr.

Minusy:

  • Mary Stuart. Tak, należałoby chyba zacząć o niej. Ostatnie... czy ja wiem? Siedem? Odcinków drugiego sezonu to więcej wyklinania Mary, niż skupiania się na treści, a przynajmniej w moim wypadku. Zdecydowanie fajne jest to, że ona też się rozwinęła i już nie jest niewiniątkiem, ale nie jestem w stanie jej wybaczyć tego, że zachowywała się jak ostatnia suka, że wykorzystywała jedyną osobę, która zrobiłaby WSZYSTKO dla niej. Mary to po prostu ostatnia łajza i gnida. Nie wiem czy kiedykolwiek polubię jeszcze tę postać, po tym co się działo. Bo to wszystko JEJ WINA.
  • Conde. Ooo rany! Ilekroć jego gęba pojawiała się na ekranie, zaciskałam dłonie w pięści. Nienawidzę go całym sercem.
  • Trójkąt miłosny. Twórcy mają upodobanie do trójkącików. W pierwszym sezonie Francis-Mary-Bash, w tym... kolejna trójca... Ja mam nadzieję, że naprawdę, dadzą sobie już spokój i w trzeciej serii nie wyskoczą z kolejnymi adoratorami, bo obawiam się, że moje nerwy by już tego nie zniosły.
  • Wątek Greer - czyli jednej z przyjaciółek Mary, a także wątek Kenny. Lubiłam obydwie dziewczyny, przez dłuższą część czasu. Tak jak i Mary, imponowały mi. A później wszystko się spaprało. WSZYSTKO. I w tym momencie, nie mam szacunku do żadnej z nich. 

źr.


  • Przebieg fabuły i akcji, w drugiej połowie sezonu drugiego. Złościłam się, denerwowałam i wściekałam. Mam wrażenie, że twórcy mieli jakiś pomysł, ale w międzyczasie, pogadali sobie z twórcami Pamiętników Wampirów, i nagle z Reign zrobiła się opera mydlana w stylu "Elenka i jej niesamowite przygody". Nie kupuję tego. Jeśli sezon trzeci się nie poprawi, obawiam się, że będę musiała się pożegnać z Reign.
  • Fakt, że oglądałam ten serial tylko dla Francisa. Serio - w pewnym momencie doszłam do konkluzji, że mam gdzieś, co się dzieje z Mary, co się dzieje z innymi, skoro wszyscy mnie rozczarowywali. Więc jedynym światełkiem był właśnie Francis. Gdyby nie on, nawet bym się nie zastanawiała i szybko porzuciła oglądanie tego serialu. 
  • Zrobienie z Catherine szalonej paranoiczki. Podziwiałam ją. Szanowałam. Była idealną antybohaterką, a tu co? Drugi sezon i okazuje się, że twórcy się z nami bawią, że twórcy nie dbają o konsekwencje swoich czynów.
  • To głupie, bezsensowne próbowanie wzbudzenia u widza litości dla Mary. Owszem, w pewnym momencie jej współczułam. Myślę, że wszyscy nie-socjopaci, współczuli. Ale tłumaczenie jej zachowania tym czymś? Czysta głupota i totalny kicz.
  • W gruncie rzeczy - słabe zakończenie sezonu. Nie wiem, jakoś po pierwszym sezonie byłam megapodekscytowana kolejnym, a teraz? Teraz trzeci sezon jest mi obojętny i wiem, że będę go oglądać wyłącznie dla miłości mojego życia - Francisa. Reszta się nie liczy.
  • Fakt, że twórcy zepsuli mi mój ship Frary. Bo w tym momencie, nie jestem za Frary. Jestem za Francisem, tylko i wyłącznie za nim. 

źr.
źr.

Drugi sezon... nie kleił się. Był tak bardzo zły... w porównaniu do pierwszego, że to aż boli. Ale cóż ja mogę poradzić, że i tak uwielbiam ten serial? Reign jest jednym z kawałkiem mojego serca i dopóki Francis jest w produkcji - ja ją oglądam. Także wiecie twórcy: Long live the King.

Tych, którzy jeszcze nie widzieli Reign, zachęcam do oglądnięcia. Pierwszy sezon jest cudowny, zresztą poczytajcie moje zachwyty na jego temat. Być może i drugi przyniesie wam więcej radości, niż to było w moim wypadku. Pozostałym, życzę miłego wyczekiwania na premierę serii trzeciej. Ja też nie mogę się doczekać aż zobaczę Francisa

Pozdrawiam,
Sherry

Reign - sezon 1 | Reign - sezon 2

źr.
źr.

A niżej macie próbkę cudownego soundtracku. Instrumentalny cover "Chandelier" użyty w jednym z odcinków sezonu drugiego.