piątek, 14 września 2018

Gniew i świt - Renée Ahdieh


The Wrath and the Dawn
Gniew i świt, tom 1
Wydawnictwo Filia, 2017
460 str.

Gdzieś w odległej krainie...

źr.
Szesnastoletnia Szahrzad trafia do pałacu bestialskiego, osiemnastoletniego króla Chalida na własne życzenie. Żyjąca w krainie rządzonej przez okrutnika dziewczyna, stawia sobie za cel zlikwidowanie władcy i wyzwolenie tysięcy rodzin od jego bezwzględnej natury. By osiągnąć upragniony cel, zgłasza się na ochotnika jako kandydatka na żonę Chalida, który to, uważany powszechnie za potwora, co noc poślubia inną młodą kobietę, tylko po to, by o poranku pozbawić ją życia. Szahrzad jednak, napędzana furią i pragnieniem zemsty, nie ma w planach stać się kolejną ofiarą. Tylko jak długo będzie w stanie odwlekać nieuniknione? I co kiedy w grę, oprócz nienawiści wkroczy kolejne, całkiem inne i kompletnie niechciane uczucie przed którym nie będzie ucieczki?

źr.
Renée Ahdieh, czerpiąc inspiracje z kultury wschodu i Księgi tysiąca i jednej nocy, napisała powieść przesiąkniętą baśniową, magiczną, orientalną aurą, której trudno odmówić czaru. Czytając tę pozycję, czułam się niemal tak, jakby autorka siedziała przede mną, leniwie snując opowieść, równocześnie pozwalając mi wyrwać się z tego świata i przenieść do krainy pełnej dziwów i walki. Poszczególne sceny, dzięki plastycznym opisom pojawiały się przed moimi oczami, jak żywe. Jest niewielu autorów, którzy swoim poetyckim, klimatycznym stylem potrafią uruchomić moją wyobraźnię, tak jak się to udało pani Ahdieh, uważam zatem, że należą jej się za to brawa. Na te kilka godzin, przesiąknęłam aurą Chorasanu i okolic i z radością śledziłam przygody krnąbrnych bohaterów.

źr.
To prawda, że powieść nie jest pozbawiona wad, jednak z czasem nauczyłam się je ignorować, gdy w grę wchodziło coraz więcej uczuć, coraz więcej emocji i świetnie rozwijający się wątek romantyczny. Zgadzam się jednak, że perspektywa Tarika była mało ciekawa i przez większą część czasu nużyły mnie jego problemy, bo wszystko o czym mogłam myśleć to powrót do pałacu i Chalida oraz Szahrzad. Poza tym, jeśli już mowa o naszej szesnastoletniej bohaterce - uważam, że autorka nieco na siłę próbowała ją wyidealizować i stylizować na niepokonaną bohaterkę. Jej czyny przeczyły staraniom pani Ahdieh, ale mimo wszystko, z jakiegoś powodu, przywiązałam się do dziewczyny i jej dziecinne zmiany nastrojów nie psuły mi radości z poznawania historii.

źr.
Rozpoczynając lekturę z pierwszym tomem duologii, nie sądziłam, że książka okaże się tak magiczna i piękna. Uwielbiam pióro autorki, jej malownicze opisy otoczenia, jedzenia, strojów czy otaczających bohaterów woni kwiatów i perfum. Dzięki temu, czytanie działało na wszystkie moje zmysły - to było niemal tak, jakbym sama dotykała jedwabnych tkanin, jakbym to ja kosztowała egzotycznych potraw, jakby to mnie otaczały różnorodne, napływające zewsząd zapachy. Pomimo stosunkowo wolno rozgrywającej się akcji, historię śledziłam z zainteresowaniem, przejęta losami Chalida i Szazi i oczarowana świetnie przeniesionym na karty powieści, klimatem wschodu. W dodatku wątek romantyczny, który w normalnych okolicznościach prawdopodobnie wywołałby raczej mieszane uczucia, w przypadku książki Ahdieh, kompletnie mnie kupił, a wszystko dzięki starannie wykreowanemu, baśniowemu klimatowi.

Jeśli poszukujecie przesiąkniętą magią historii, jakby urwanej z księgi baśni, utrzymanej w klimatach young adult, w której nie zabraknie miłości, walki, zemsty i potyczek, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po dzieło Renée Ahdieh. Gniew i świt jest nie tylko klimatyczny, ale również na swój sposób poetycki, myślę więc, że usatysfakcjonuje wszystkie melancholijne, romantyczne dusze podobne mnie. Polecam.

Pozdrawiam,
Sherry


Gniew i świt | Róża i sztylet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry