środa, 9 listopada 2016

Wszystkimi zmysłami - Rebecca Yarros

źr.
Full Measures
Odważmy się kochać, tom 1
Wydawnictwo Amber, 2016
336 str.

Dwudzieste urodziny Ember są naprawdę paskudne. Okropne. Tragiczne. I nie mam tu na myśli zerwania z chłopakiem, oblania sukienki ponczem, czy złamanego paznokcia. Świat dziewczyny chwieje się w posadach i od tego pamiętnego, grudniowego dnia, nic już nie jest takie samo. Jak można dalej funkcjonować tak jak do tej pory, skoro straciło się swój wzór? Członka rodziny, który był trzonem? Jak skupić się na dalszym egzystowaniu, kiedy żałoba niepostrzeżenie wkrada się w serce, biorąc je na zakładnika? 

"Wojna to taka złośliwa suka. Zabrała wszystko co kochaliśmy i w zamian za to oddała złożoną flagę, mówiąc nam że honor poświęcenia był sprawiedliwą i równoprawną zapłatą. Ale nie był."

Książka Rebeki Yarros jest jak niepozorny kamień. Kiedy brałam go do ręki, nie miałam pojęcia czego się spodziewać, jednak nic nie mogło mnie przygotować na to, co odkryję pod warstwami brudu. To co tam bowiem znalazłam, było tak błyszczące, piękne i drogocenne, że jedyną prawidłową reakcją był wybuch uwielbienia i podziwu do autorki. Dlaczego, moglibyście zapytać? Co we "Wszystkimi zmysłami" jest takiego wyjątkowego? 

źr.
Książki z kategorii New Adult przyzwyczaiły nas do pewnych elementów. Dramatycznej przeszłości, rozkwitu uczucia pomiędzy bohaterami, a także do zmagań postaci z tym co ich dręczy. Powieść Rebeki Yarros jest o tyle wyjątkowa, że nie przynosi niewiadomych. Tutaj nie zostajemy powoli przedstawieni demonom dręczącym narratorkę. W przypadku Ember, rozpad jej życia, możemy obserwować na bieżąco. Cały dramat rozgrywa się przed naszymi oczami i jest to tak odświeżające, a równocześnie wyjątkowe, piękne, wstrząsające i poruszające zarazem, że przez pewien czas, podczas czytania, czułam się tak, jakby ktoś wrzucił mnie do ciemnej jaskini, gdzie jedyne co byłam w stanie czuć to przenikające mnie zimno. Nie mogłam absolutnie nie zżyć się z cudownie autentyczną Ember, a fakt jak szybko odnalazłam się w jej sytuacji, kazał mi przeżywać wszystkie jej emocje: gniew, smutek, rozpacz, zaprzeczenie, z wielką intensywnością.

źr.
Rebecca Yarros ma naprawdę wspaniałe pióro, ale i cudowny styl - który nie tylko pochłania, lecz także zmusza do odczuwania całej feerii emocji i uczuć. Poza tym, autorka na przestrzeni swojej powieści, wykreowała gamę tak wspaniałych, pełnokrwistych postaci, że udowodniła mi, iż nie jest pisarką z przypadku. A na najlepszy przykład możemy po Ember, wziąć chociażby Josha. Josha, który jest typem niegrzecznego chłopca, ale też różni się od nieczułych dupków, z jakimi mogliśmy mieć już w NA do czynienia. Wątek romantyczny w tej książce jest tak piękny, tak cudowny, nieprzesłodzony, a równocześnie pikantny, prawdziwy, kojący i działający zbawiennie na zbolałe po tragediach Ember serce czytelnika, że nie da się w nim absolutnie nie zatopić. Cała historia jednak, opiera się na czymś dużo bardziej znaczącym niż miłosny dramat i to też jest godne podziwu u Rebeki Yarros. Wbrew wszystkiemu - udało jej się stworzyć coś, czego z głowy się szybko nie pozbędę.

Jeśli macie ochotę na typowe NA, jakich wiele na rynku - to nie jest książka dla was. "Wszystkimi zmysłami" pożera treścią, zgniata historią i koi nadzieją. Pod pozorem kolejnej historii romantycznej skrywa się coś głębszego - opowieść o śmierci, życiu, walce, wojnie i brutalnej rzeczywistości. Opowieść o tragedii, wierze, miłości i przede wszystkim - opowieść o nadziei. Doprawiona idealną dawką iskier pomiędzy duetem bohaterów, daje w rezultacie coś, co z całą pewnością jest godne polecenia, przeczytania i pokochania.

9/10
Pozdrawiam,
Sherry


Wszystkimi zmysłami | Ku niebu | Ponad marzenia | Wbrew pożegnaniom


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry