wtorek, 10 czerwca 2014

Film: Noe: Wybrany przez Boga

źródło
Oryginał - "Noah"
Premiera: 28 marca 2014
Czas trwania: 2 godz. 18 min.

Na film, który dziś wam recenzuję, czekałam sporo czasu. Głównie, do jego oglądnięcia, zachęciła mnie obsada aktorska, w której roi się od znajomych nazwisk, aczkolwiek nie powiem - zwiastun autorskiej interpretacji Darrena Aronofsky'ego, reżysera takich filmów jak "Requiem dla snów" czy "Czarny Łabędź", również prowokował mnie do wybrania się do kina. Koniec końców w kinie byłam, wraz z tatą i bratem, widowisko przeżyłam, a wrażenia po seansie... Cóż. Zaskakujące również dla mnie.


źródło
Film opiera się na biblijnej przypowieści o Noem. Mężczyzna dowiaduje się, iż Bóg ma zamiar zniszczyć świat by wyplewić z niego zło, dlatego zleca człowiekowi zbudowanie Arki, która miałaby przetrwać potop. Oprócz głównego wątku, mamy tu mnóstwo przybocznych, a niemniej ważnych, między innymi: walka wrogich plemion czy poszukiwania partnerek dla synów. Film jest wizją autorską, więc ci tych którzy spodziewali się odwzorowania przypowieści na ekranie - czeka niemały zawód. Darren Aronofsky, z Biblii zaczerpnął tylko motyw przewodni, uzupełniając swój film, o mnóstwo elementów. Mamy więc tu aspekty fantastyczne - wspaniałych, kamiennych strażników, których historia może być jednym z najciekawszych elementów filmu, nagle wyrastający z ziemi las czy istoty, których próżno dopatrywać wśród spisu zwierząt istniejących na Ziemi. Te wszystkie wykroczenia reżysera mogą być przyjęte dwojako. Jako, że ja spodziewałam się wystąpienia fantasy w filmie - gładko przetrawiłam te paradoksy, natomiast ci, którzy liczyli na jedynie aspekty religijne... Cóż. Przykro mi to powiedzieć, ale te wszystkie sceny będą u was wzbudzać niesmak i niezadowolenie. Może nawet śmiech goryczy.

źródło
Ten szczególny reżyser, słynie z tego, że lubi w swoich filmach poruszać ważne aspekty człowieczeństwa i egzystowania na tej planecie. Tym razem, dał nam obraz tego, jak na świecie nic nie jest tylko czarne, ani tylko białe. Przez zachowanie, niepewność i decyzje Noego, przekazywał widzom rozdwojenie natury - dwa obrazy człowieka. Udowodnił, że wszyscy mamy w sobie cząstkę potwora, jak i troskliwego niewinnego, który zasługuje na ocalenie. Szczególnie dobitny obraz tej dwoistości natury, reżyser dał nam w równie pięknych co drastycznych scenach, przy których widz mógł tylko siedzieć z szeroko otwartymi oczami i często - rozwartą ze zdziwienia buzią, bojąc się nawet zamrugać, by nie przepuścić żadnego kadru. Słabszym punktem seansu były animowane zwierzęta, które jak dla mnie - wypadły okropnie sztucznie. Wszystko jednak nagradzały efekty specjalne i wizualne historie. Szczególną sympatią obdarzyłam tą o stworzeniu świata (piękne widowisko, zakochałam się) czy opowieść kamiennych strażników.

źródło
Jeśli o grę aktorską chodzi to uważam, że Russell wypadł bardzo autentycznie w roli Noego. Zagrał postać na tyle charakterystyczną, charyzmatyczną, interesującą i wiarygodną, że naprawdę, do końca seansu człowiek zmieniał zdanie o Noem i o tym czy darzy go sympatią, czy ma go ochotę udusić, ilekroć reżyser sobie tego zażyczył. Znacznie gorzej wypadły żeńskie postacie grane przez panią Connelly czy Emmę Watson. I tu nie chodzi nawet o to, że one źle zagrały, a o fakt, iż ich potencjał i talent aktorski nie zostały nawet w połowie wykorzystane. Wśród chaosu związanego z decyzjami Noego, jego żona i ukochana syna, wydawały się tylko dodatkami. Jest mi przykro z tego powodu, gdyż Emmę darzę szczerą sympatią i uważam, że gdyby tylko miała szansę rozwinięcia skrzydeł, byłaby najciekawszą postacią w "Wybranym przez Boga". Z interesującej strony została ukazana postać grana przez jednego z moich ulubieńców - Logana Lermana. Cham był drugim synem Noego, którego ciekawość, naiwność i... upór, doprowadzały do przeróżnych sytuacji. Zapewne postronny widz mógłby znienawidzić humorzastego synka głównego bohatera, ale ja, postanowiłam przyjrzeć się mu bliżej. Po skończeniu seansu, jestem prawie pewna, że to mój ulubieniec z tego filmu. Skoro według wizji reżysera, w każdym z nas tli się zło jak i dobro, to najlepszym przykładem był właśnie młodziutki, zdeterminowany Cham, którego po pewnym czasie, zaczęłam nawet podziwiać. W wielu sytuacjach, wykazywał się większą rozwagą niż ojciec.

źródło
Nie mogę nie wspomnieć o wspaniałej muzyce Clinta Mansella, która dodawała niesamowitej głębi scenom, w których ludzie walczyli o życie. Nie powiem - była taka chwila, że szczerze się poruszyłam losem tych biedaków. Koniec końców film mi się podobał, choć w pewnym stopniu był też zupełnie czymś innym niż się spodziewałam. Szkoda, że widowisko promieniało tak pesymistyczną, brutalną i drastyczną aurą, bo tego typu klimat i złowroga atmosfera z drugiej połowy filmu sprawiły, że widz był zmęczony widowiskiem i niemalże nużyło go dalsze oglądanie katastrofy. Mimo wszystko, przez ciężkie chmury prześwitywało słońce i... właśnie ten aspekt, poruszanie istoty moralności człowieczej, a także niezapomniany seans, dostarczający widzowi tematów do rozmyślań sprawiły, że film oceniam w skali od 1 do 10, soczystą ósemeczką.

Pozdrawiam,
Sherry