środa, 11 stycznia 2017

Mimo naszych kłamstw - Tarryn Fisher

źr.
Thief
Love Me with Lies, tom 3
recenzja tomu I
recenzja tomu II
Wydawnictwo Otwarte, 2017
328 str.

Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzednich tomów!

Toksyczny duet

Caleb nigdy nie przestał kochać Olivii. Jego uczucie trwało i kwitło pomimo manipulacji, pomimo kłamstwa, pomimo winy, pomimo intrygi. Pragnęli się, tęsknili za sobą, niszczyli się wzajemnie. Ale hej, mówią, że prawdziwa miłość jest wieczna. A główny bohater ostatniego tomu trylogii, o niezwykłym, toksycznym trójkącie miłosnym, jest gotów wreszcie postawić wszystko na jedną kartę i wygrać wszystko bądź odejść z niczym. 

źr.
Tarryn Fisher można podziwiać z wielu powodów. Tego jak niesamowicie manipuluje emocjami czytelnika, tego jak zamiast opierać fasady swojej opowieści na pozytywnych uczuciach, opiera je na wszystkim co wstrętne, negatywne i złe. Na gniewie, furii, manipulacji, kłamstwu, niezdrowej obsesji, toksycznym pragnieniu. Tarryn Fisher jest też mistrzynią niestandardowych i nieco kontrowersyjnych fabularnych rozwiązań, kreowania sensownych, realistycznych, pełnokrwistych postaci oraz relacji pomiędzy nimi, tak by wydawały się namacalne i niepodważalne. Plus, wydaje mi się, że ta kobieta nie jest w stanie napisać czegoś co nie wywoła we mnie całego morza emocji - od pozytywnych, po negatywne. Od zadowolenia, po złość, wściekłość i poczucie zdrady i niesprawiedliwości. Trylogia Love Me with Lies jest popisem jej pisarskich umiejętności, a także sposobem na przemówienie do czytelniczek, w zupełnie nowy, indywidualny, typowo-Fisherowy sposób. Poprzez odwoływanie się do czułych strun i naszych najmroczniejszych instynktów. W końcu czy miłość może usprawiedliwić każdy, nawet najgorszy czyn?

źr.
Fisher stawia trudne pytania i nie daje łatwych odpowiedzi. "Mimo naszych kłamstw" nie jest wyjątkiem od reguły. O ile poprzednie tomy poznawaliśmy poprzez narracje żeńskie, tym razem przyjrzymy się emocjom faceta, który odpowiada za całe to zamieszanie i wielkie intrygi oraz wyniszczające wojny. Emocjom faceta, dla którego dwie zdeterminowane, uparte, wredne, manipulacyjne wiedźmy potrafiły posuwać się do najgorszych chwytów, by pozbyć się rywalki. Emocjom faceta, który ma swoją część historii do opowiedzenia i... w końcu - pewne decyzje i działania do podjęcia. Finał trylogii w zadowalający sposób kończy naszą przygodę z przygodami Olivii, Leah i Caleba, dając nam trzecią perspektywę do poznania i obdzierając z brudnych sekretów ostatnią już osobę w trójkącie.

Powieść czyta się równie płynnie i przyjemnie jak poprzednie dwa tomy. Styl autorki jest tak łatwo wchłanialny, że historia właściwie przesiąka nas bez naszej zgody czy przyzwolenia. Jako że Caleb również jest antybohaterem, opowieść nie traci negatywnego wydźwięku uświadamiającego nam, że nie wszystko na tym świecie jest piękne czy sprawiedliwe. Na dobrze znane nam postacie w tej części czeka wiele bitew i wojen do wygrania, a czytelnikom nie pozostaje nic innego jak obserwować je z zachwytem.

Trylogia Love Me with Lies jest niezwykła w każdym tego słowa znaczeniu. Bazuje na najmroczniejszych instynktach, pokazuje jak miłość wyciąga z człowieka to co najgorsze, przede wszystkim jednak odpowiada na pytanie czy Czarne Charaktery też zasługują na happy end... I o ile moją ulubienicą w trylogii niezmiennie pozostaje tom drugi z ognistą Leah, o tyle jeśli pokochaliście pióro Tarryn i charakter Love Me with Lies, pokochacie również "Mimo naszych kłamstw".

Zobaczcie do czego ostatecznie posuną się dobrze znani wam bohaterowie w imię miłości...

7/10

Pozdrawiam,
Sherry


Mimo moich win | Mimo twoich łez | Mimo naszych kłamstw


Za możliwość zakończenia przygody z trylogią Tarryn Fisher, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry