wtorek, 24 stycznia 2017

Seks i orzeszki - Alice Clayton

źr.
Nuts
Hudson Valley, tom 1
Wydawnictwo Pascal, 2017
352 str.

"Summer loving happened so fast"

Wyobraźcie sobie, że przez całe nastoletnie życie mieszkacie w małym miasteczku, w którym każdy wszystko o każdym wie, w którym "prywatność" to pojęcie względne i w którym w gruncie rzeczy, nie można rozwinąć skrzydeł. W którymś momencie, porzucenie znajomych stron jawi się jako wyjście ewakuacyjne - alternatywa, mogąca pomóc zrealizować cele, pragnienia i ambicje. A potem, któregoś dnia, piękny Amerykański sen zaczyna się kończyć...

Roxie Callahan udało się wyrwać z rodzinnego miasta, rozpocząć wymarzoną karierę, tylko po to... by po paru latach, zostać podstępnie wrobioną w powrót do znienawidzonego miejsca urodzenia i robienia wszystkiego tego, czego chciała uniknąć. Prowadzenia rodzinnej jadłodajni. Mierzenia się z wścibstwem i plotkami. Życiem po farmersku. Jedynym pocieszeniem i  miłym widokiem dla kobiety pozostaje przystojny Leo, dostawca i mężczyzna pracujący, idealny materiał na letni romans. Tylko czy relacja, która zaczyna się od...  orzeszków - ma szansę zaistnieć? Czy dziewczyna nieangażująca się emocjonalnie da się porwać uczuciom? I czy mężczyzna pozostający jak do tej pory poza zasięgiem kobiecych rąk, da się usidlić tej jednej, konkretnej?

źr.
Uwielbiam książki Alice Clayton. Mimo że ta autorka nie pisze niczego ambitnego, mimo że korzysta z dobrze nam już znanych elementów i nie unika schematów, potrafi tchnąć w swoje twory tyle faktycznej miłości, iskier i pragnienia, że chyba nie da się nie czytać jej powieści bez uśmiechu na twarzy. "Seks i orzeszki" to doskonały materiał na komedię romantyczną - słodka, czuła, ale nie przelukrowana opowieść, w której będzie dużo nie tylko o emocjach, ale i... jedzeniu. Słowo daję, Alice Clayton już któryś raz z kolei udało się mnie absolutnie kupić opisami wyrobów cukierniczych, ciast, czy poszczególnych dań. Jako że Roxie to zawodowa kucharka, możecie się spodziewać, że przy czytaniu pierwszego tomu Hudson Valley ślinka napłynie wam do ust więcej niż raz. Albo pod wpływem magicznych opisów jedzenia albo... pod wpływem pewnego zachwycającego farmera. Nagle życie w małym miasteczku przestanie się wydawać takim koszmarem...

Co cenię w autorce to nie tylko fakt, że nie sprowadza swoich historii do jednego wątku - romansu i nie przesadza ze scenami seksu, ale także fakt, iż czytając jej powieści, ma się wrażenie jakby obserwowało się dane sytuacje w realnym życiu. Wszystko jest takie autentyczne, naturalne, nieprzesadzone, a równocześnie interesujące, czułe, kochane i zabawne. Lektura tej konkretnej pozycji jest utrzymana w klimacie sielskim, który potrafi odprężyć, zrelaksować i po prostu zagwarantować czystą, literacką przyjemność, dla każdej spragnionej zabawnej, romantycznej powieści, zmęczonej codzienną rutyną czytelniczki.

"Seks i orzeszki" to wprowadzenie w trylogię, w której wierzę, że będzie dużo wszystkiego co pokochaliśmy już u Alice Clayton i jeszcze kilka niespodzianek. Barwni, żywi, pełnokrwiści bohaterowie. Plastyczne opisy czyniące z nas świadkami wzlotów i upadków postaci. Pozbawione przesady, banału i sztucznej dramy wątki. Fascynująca, urokliwa opowieść romantyczna, z której buchają emocje. A do tego mnóstwo, mnóstwo unoszących się w powietrzu zapachów i smaków...

Jeśli nie mieliście jeszcze przyjemności skosztować tworu pióra Alice Clayton, serdecznie zachęcam do spróbowania "Seksu i orzeszków". Pyszna, świeża, łagodno-ostra, słodko-słona, ale przede wszystkim - dobrze wyważona - taka właśnie jest historia Roxie i Leo.

7/10
Pozdrawiam,
Sherry


Seks i orzeszki | Cream of the Crop | Buns


Powieść miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Pascal. Serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry