sobota, 7 stycznia 2017

Nieuniknione - Amy A. Bartol

źr.
Inescapable
Przeczucia, tom 1
Wydawnictwo Akurat, 2016
480 str.

Zalety i wady bycia dziwolągiem

Evie, czy raczej Genevive Claremont, właśnie zaczyna studia. College, jak możecie sobie wyobrazić - z ilością nauki i poziomem zajęć jest sam w sobie kłopotliwy, a na Evie oprócz tego wszystkiego, spada także ciężar nieuchronnie zbliżającego się nieszczęścia, które jest sygnalizowane przez koszmary. Na dodatek wokół siedemnastolatki zaczyna krążyć dwóch przystojnych chłopaków, z których jeden jest naprawdę tajemniczy, arogancki i władczy. A to dopiero początek dziwactw, jakie ma na nich przygotowany los.

"Czasem, kiedy człowiek tak na kogoś spojrzy, czuje się, jakby dostał czymś po głowie, i zaczyna dziękować Bogu, że na świecie istnieje takie piękno, a on ma szczęście i może je oglądać."

Pamiętacie jeszcze gatunek paranormal-romance, sygnalizujący romans pomiędzy ludzką śmiertelniczką i nadzwyczajną, niezwykle atrakcyjną istotą jakby nie z tego świata? Wydawnictwo Akurat, wraz z pierwszym tomem serii Przeczucia, daje szansę czytelnikom, by powrócić do znajomych klimatów i ponownie wsiąknąć w gatunek. Szkoda jedynie, że powrót wcale nie jest tak przyjemny i różowy, jakbyście sobie tego życzyli...

źr.
"Nieuniknione" jest bowiem naiwne, proste i przewidywalne. Muszę przyznać, że przebrnięcie przez pierwszych sto stron, było dla mnie prawdziwym wyzwaniem - język charakteryzował się banalnością, stylistyka przypominała mi blogowe historie pisane przez piętnastolatki, akcja zupełnie się nie kleiła, a bohaterów, na czele z Evie, w żaden sposób nie dało się polubić. Relacje przedstawiono powierzchownie, romans pojawił się znikąd i to w trybie dwóch spotkań - dosłownie, a wisienką na torcie były schematy. Genevive jest oczywiście skromna, ale tak piękna, że z łatwością rozkochuje w sobie wszystkich dookoła, nie musi się specjalnie wysilać by dostać to czego potrzebuje, a widzowi ma jarzyć się jako ta "najbardziej poszkodowana"! W jej zachowaniu brakuje logiki, romansowi brakuje równowagi pomiędzy słodyczą a przesadzonym dramatem, a całej książce brakuje... wyczucia, kiedy czegoś jest za dużo, a czegoś za mało.

"Nie wiem, co może się wydarzyć, ale niech się dzieje, co chce, a ja i tak podejdę do tego ze śmiechem."

źr.
Mam wrażenie, że jeśli wycięto by z tej książki sceny akcji, zmieściłyby się one na jakiś piętnastu stronach. Co jest zatem na tych niemała czterystu pozostałych, pytacie? Przeciąganie historii. Dość nieskuteczne starania autorki, by zainteresować czytelnika historią i by wzbudzić jego sympatię do romansu i bohaterów. Muszę przyznać, że po przebrnięciu przez pierwszych kilka rozdziałów, coś zaczyna się stabilizować, a człowiek przyzwyczaja się do dość nijakiego poziomu powieści, jednak do końca, nie jest on zbyt zainteresowany tym co się dzieje, a książkę czyta jedynie po to, by dobrnąć do przewidywalnego i niezbyt emocjonalnego finału. Nie powiem, żeby ta książka była najgorszą jaką w życiu czytałam, ale zdecydowanie sporo jej brakuje do poziomu "przeciętności". W tej chwili oceniłabym ją na "może być", niestety nie mogąc pochwalić żadnego z elementów tworu pani Bartol.

Nie jestem w stanie domniemywać komu ta powieść mogłaby przypaść do gustu bardziej niż mnie, jednak jeśli lubicie przewidywalne, niezbyt ambitne powieści młodzieżowe, po których można się spodziewać co najwyżej rozrywki - jeśli nie macie zbyt dużych wymagań dotyczących akcji czy dynamiki - sięgnijcie po "Nieuniknione". Być może miłosne przygody Evie, Reeda i reszty bohaterów, urzekną was w sposób, w jaki mnie nie urzekły.

4/10

Pozdrawiam,
Sherry


Nieuniknione | Intuicja | Indepted | Incendiary | Iniquity

Powieść mogłam przeczytać, dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat. Serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry