sobota, 12 grudnia 2015

Grudniowa playlista Sherry

źr.

Cześć,

Dziś w ramach tematycznego grudnia, postanowiłam podzielić się z wami trzydziestoma ulubionymi piosenkami, które słucham od początku miesiąca i które towarzyszą mi dzień po dniu, w okresie świąteczno-zimowym. Lista oczywiście jest subiektywna i niestety nie zawiera wszystkich moich faworytów, bo byłoby ich zdecydowanie za dużo. Enjoy!



Piosenka jest nie najnowsza, ale grupa Pentatonix podarowała nam ją w innej wersji, współczesnej i takiej typowo Pentatonixowej, co uwielbiam!


Pamiętam jak tą piosenkę puszczano w telewizji, parę lat temu i o rany! To była miłość od pierwszego usłyszenia.


Powracamy do Pentatonix, którzy znów - nie tak nową piosenkę, przedstawili po swojemu, co mnie oczywiście ujęło.


Mama ostatnio puściła tą piosenkę mojej najmłodszej siostrzyczce i o rany. Jak ona to zaczęła śpiewać, przypomniałam sobie, jak cudowny i magiczny utwór to jest. Zwłaszcza w ustach dziecka. 


Taka klimatyczna i magiczna, że oczywiście puszczam ją w kółko i w kółko. Polecam też wersję Pentatonix, która jest trochę zremiksowana z "Don't worry be happy" co dało mieszankę wybuchową. :) 


Jeśli już o nich mowa, macie kolejne cudo. Tak, jestem uzależniona. Nieważne. 


Uwielbiam! To jedna z nielicznych piosenek polskich, które nieodłącznie są częścią mojego grudnia.


Klasyk. Nigdy mi się nie znudzi.


Przysięgam, że w tej notce to już ostatnia piosenka Pentatonix, którą pokazuję. I zaznaczę tu, że jest to moja ulubienica.


Jakże mogłoby być inaczej?


Taka... urocza.


Czy ta piosenka wymaga komentarza? Nie sądzę.


Pozytywna, radosna. Miła dla ucha.


Nie wiem czemu, ale ta piosenka strasznie mnie porusza. 


Ta również. Nie wiem. Coś w nich jest. Takiego uspokajającego, kojącego, relaksującego, a jednocześnie... wpływającego na człowieka. 


Tak, chodzi mi o konkretnie tę wersję. Z Edem, z Coldplay, z Samem Smithem, z Bastille, z gościnnym występem Zoe, Joego i Alfiego, którzy dumnie reprezentowali społeczność YouTube'a. 


O mój Boże. Moja obsesja.


Czyż nie jest urocza? A jeśli wolicie bardziej współczesną wersję, zawsze możecie posłuchać wersji Michaela Buble


Nie wiem czy istnieje piosenka, która w tak szybki sposób potrafi wprowadzić mnie w świąteczny klimat.


I ten utwór ukradł kawałek mojego serca, także oczywiście polecam. Zresztą, kocham też wersję Colbie Caillat, która jest bardziej współczesna. 


Jak słyszę gdzieś, gdziekolwiek tę piosenkę, to po prostu nie mogę przestać śpiewać. I znów - jeśli ktoś preferuje współczesne brzmienia, polecam wersję Glee. Albo tą, strasznie pozytywną i pełną energii


Poznałam ten utwór dosłownie w tym roku i pomyślałam, że to jedna z bardziej uroczych polskich piosenek. Zasługuje na miejsce tutaj. :)


Normalnie unikam tego typu utworów, o bardzo, bardzo współczesnym wydźwięku, ale ta rzeczywiście przypadła mi do gustu! Chyba dlatego, że człowiekowi aż chce się przy niej tańczyć. 


Znów - pozytywnie. 


Kwintesencja dzieciństwa.


Sama prawda już w tytule piosenki.


Znów, jedna z piosenek, z którymi dorastałam.


Jeśli ktoś, jak ja, preferuje hiszpańskie brzmienia. 


Taka dźwięczna, specyficzna.


I na koniec, trzydziesty utwór, na którego punkcie mam w tym roku OBSESJĘ. To najczęściej odtwarzany utwór na moim telefonie, w ostatnim tygodniu. 


Tak, pominęłam Wham! i Mariah Carey. Ale nie wiem, chciałam dać wam coś innego, wiecie? Koniecznie dajcie znać, czy z którąś piosenką was zapoznałam i czy którąś może pokochaliście? I oczywiście czekam na waszych faworytów, którzy może są powyżej, a może nie - w komentarzach.

Pozdrawiam,
Sherry