czwartek, 18 maja 2017

Kiedy umysł obraca się przeciwko Tobie

źr.

Cześć,

Dziś porozmawiamy o zdrowiu psychicznym. Nie jesteście gotowi? Cóż, nie wy pierwsi. Ale nie wszyscy mają luksus czekania na gotowość.


Jakiś czas temu, znalazłam się w pomieszczeniu, w którym był włączony telewizor i tak jakoś się złożyło, że w emitowanym właśnie programie, prowadzący rozmawiał z uczestnikiem - psychologiem. Pytanie wstępne - wiecie, takie na rozluźnienie atmosfery, prowadzącego brzmiało: "jesteś psychologiem, więc co - mówisz ludziom jak mają żyć?". W jego tonie słychać było przede wszystkim kpinę i złośliwość. A mój świat zatrząsł się w posadach. Zanim jednak wyjaśnię dlaczego, pozwólcie że wspomnę o innej rzeczy.

Od roku 1949 maj, w Ameryce jest miesiącem poświęconym świadomości na temat zdrowia psychicznego - Mental Health Awareness Month. Akcja dociera do milionów ludzi poprzez media, lokalne wydarzenia czy projekty. Celem jest uświadomienie ludzi o chorobach i zaburzeniach psychicznych, wzbudzenie ich uwagi i edukowanie o chorobach psychicznych takich jak depresja, schizofrenia, zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Ma też uczyć o tym jak żyje się z tymi zaburzeniami, a także o sposobach leczenia. Oczywiście to wszystko pociąga za sobą również temat samobójstw. 

Ale akcja służy także zredukowaniu negatywnego echa, krążącego nad chorobami psychicznymi. Sporo osób żyjących w dzisiejszym świecie uważa, że ludzie chorujący na zaburzenia psychiczne, są niespełna rozumu czy niebezpieczni. Że nie ma dla nich ratunku. Że to podgatunek, któremu należy pozwolić się pozabijać. Mental Health Awareness Month ma pomóc ludziom ZROZUMIEĆ.

źr.

Temat chorób psychicznych, jest cholernie bliski mojemu sercu - poza tym, jestem wielką zwolenniczką rozmawiania o zaburzeniach, wiedząc jaką moc mają słowa. Głównie dlatego, tak bardzo wściekłam się i poczułam prawdziwie dotknięta, gdy prowadzący kpiąco stwierdził, że na tym polega praca psychologów. Na "mówieniu ludziom jak mają żyć". Nie wiem jak 1) można mieć tak zaburzone pole widzenia 2) można głosić takie głupoty przed cholerną widownią i nie-wiadomo-iloma-ludźmi-przed-telewizorami, którzy chłoną takie bezsensowne gadki, co więcej - takie głupoty mogą wpływać na ich opinie.

Myślicie, że niby jak powiedzonka, że ludzie z depresją i skłonnościami samobójczymi są słabi, rozprzestrzeniają się? Na osobie publicznej, ale i nie tylko - na osobach, których głosy docierają do wielu spoczywa odpowiedzialność. Muszą uważać na słowa, ponieważ inni słuchają - inni czytają, inni widzą. A ich światopoglądy, zwłaszcza jeśli odbiorcami są osoby młode, zmieniają się. Już nie wspominając o tym, jak mogą poczuć się osoby z zaburzeniami psychicznymi, czytające/słyszące/widzące takie głupoty. 

źr.

Zwróćcie uwagi, że osoby z zaburzeniami psychicznymi, mogą nie tylko obawiać się tego, że świat obrócił się przeciwko nim. Ich największym wrogiem, pozostaje ich własny umysł. Czy macie pojęcie, jak ciężko może im być, gdy codziennie wstają ze świadomością, że może dziś jest ten dzień. Może dziś ostatecznie mnie złamią, a ja nie będę mieć sił by walczyć dalej (depresja/skłonności samobójcze), może dziś będę mieć epizod, może kogoś skrzywdzę, albo skrzywdzę siebie (dwubiegunowość), może dziś kompletnie stracę poczucie rzeczywistości i tym razem nawet leki niczego nie zdziałają (schizofrenia).

Skoro codziennie toczą cholerną batalię z ich własnymi umysłami, demonami na powierzchni, tylko czekającymi ostatecznie ich wykończyć, po co dokładać im gówna typu "coś z tobą jest nie tak", "jesteś wariatem", "nie wiem jak można się tak stoczyć", "depresja to wybór, nie choroba". Rzygać mi się chce, jak słyszę/czytam takie głupoty.

Prawda jest taka, że nikt kto faktycznie nie miał do czynienia z zaburzeniami psychicznymi, nie wie co tak naprawdę czuje osoba pokrzywdzona. Nikt nie wie, jak to jest codziennie przekonywać się, że może będzie lepiej. Może któregoś dnia, przestaniesz czuć jakbyś się topił we własnych myślach. Może któregoś dnia, przestaniesz się obwiniać, że ludzie wokół ciebie, poświęcają swoje własne szczęście, by tylko ci pomóc, a ty nawet nie wiesz czy będziesz w stanie stanąć na nogi. Odbić się od dna. Może ich rozczarujesz. A wtedy uznają, że zmarnowali dla ciebie życie.

źr.

Psychologowie jednak rozumieją. Jakimś cudem wiedzą, jak to jest dotknąć ciemności, jak to jest topić się w niej. Są w stanie wskazać łatwiejszą drogę - drogę do poprawy. Drogę do znalezienia haka, dzięki któremu osoby z zaburzeniami mogą znaleźć siłę by dalej żyć, funkcjonować, walczyć. Przestać się skrzywdzić. Przestać myśleć o samobójstwie, jak o jedynej drodze na przerwanie ciągu bólu.

Psychologowie określają się mianem Przewodników po ciemnej jaskini. Nie wykonują pracy za osobę z zaburzeniami psychicznymi. Nie obiecują, że wszystko się ułoży po jednej godzinie spotkania. Ale oświetlają drogę światłem, ba - wskazują, że ty masz w sobie światło, dzięki któremu będziesz w stanie dalej żyć, co więcej - będziesz w stanie znaleźć sposób, by ponownie zacząć się cieszyć tym co cię otacza.

Psychologowie są w moim mniemaniu, takimi Superbohaterami w przebraniu normalnych osób. Jest tyle chorób natury fizycznej, na które jest mnóstwo lekarstw. Ale nawet lekarze wiedzą, że walka o powrót do zdrowia, polega także na sile psychicznej. Jeśli dana osoba straciła nadzieje, straciła chęć do walki, nie pomogą operacje, nie pomogą zabiegi, nie pomogą tabletki. Psychologowie i psychiatrzy troszczą się o to, by wiele pokrzywdzonych osób, znalazło w sobie siłę do dalszej walki z demonami podsuwanymi przez umysł.

To nie jest "mówienie jak ludzie mają żyć". To jest faktyczne i prawdziwe - ratowanie życia. Podarowanie szansy na szczęście. Na docenienie dobrych chwil.

źr.

Znów chaotyczny wpis. Chyba chciałam poruszyć zbyt wiele tematów na raz. No cóż, bywa. W sumie zbierałam się by opublikować tę notkę od paru miesięcy, ale stwierdziłam, że maj - ze względu na to co wspomniałam wyżej, będzie idealny.

Pozdrawiam,
Sherry


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry